poniedziałek, 19 czerwca 2017

Rozdział 28 – Klucz wiedzy część I

Przeszedłszy kilkadziesiąt podziemnych korytarzy, należących do miasta, które ociekały wodą, czarodziej zatrzymał się w końcu przed żelaznymi drzwiami. Wyglądały na bardzo masywne. Patrzyła zaciekawiona na drzwi bez klamki i dziurki na klucz. Przedostać się za nie mógł tylko ten Wybrany. Zapukał trzy razy, w równych odstępach. Czekał cierpliwie, aż Wybrany pojawi się w drzwiach. Po kilku minutach, zmarszczył zaniepokojony krzaczaste brwi. Umówili się wyraźnie, że o wybranej godzinie ma się stawić. Zapukał ponownie w ten sam sposób. Dźwięk powędrował korytarzem, a drzwi ani drgnęły. Wciągnął rozgniewany powietrze. Zapukał ponownie, postanawiając, że robi to po raz ostatni. Myślał bowiem, że na Wybrańcu można polegać. Kiedy już miał zawrócić, drzwi otworzyły się. Za nimi czekał… Hobbit. Mniejszy od krasnoludów, ale większy od liliputów. Miał on kręcone ciemnoblond włosy oraz zielone oczy. Ubrany był w żółtą kamizelkę, pod którą miał białą koszulę. Ciemno zielone spodnie, zostały starannie wyprasowane na kant. Patrzył on na czarodzieja zmieszanym wzrokiem.
 - Wybacz mi przyjacielu, musiałem dokończyć spożywać posiłek. Mógłbyś chociaż raz nie przyjść na czas – mruknął.
 - Czarodziej nigdy się nie spóźni, nie jest też zbyt wcześnie, przybywa tedy kiedy ma na to ochotę, mój drogi hobbicie. Umówiliśmy się na tą godzinę, więc jestem – spojrzał na niego znacząco.
 - Wiem, wiem… Zapraszam – przepuściwszy swych gości, zamknął drzwi na klucz. Pospieszył w głąb korytarza, w którym panował półmrok, dając znak by udali się za nim. Uśmiechnęli się do siebie z rozbawieniem, ruszając w ciszy za swym gospodarzem.
Wkrótce dotarli do miejsca, gdzie droga rozgałęziała się do siedmiu korytarzy. Każdy miał nad sobą inny znak. Jednym z nich był wąż, a jeszcze innym drzewo. Weszli do jednego z nich, którego oznaczenie było zniszczone. Im głębiej się posuwali, można było dostrzec gęstniejący mrok. Hobbit nie zwracając uwagi na swych towarzyszy, mknął do przodu. Z sufity kapały kropelki wody, spadającą to na ich głowy, to na odzienie. Przyspieszyli kroki, chcąc dogonić swego przewodnika. Pośpiech był jak najbardziej wskazany w tamtym momencie. Nikt nie mógł zauważyć ich nagłego zniknięcia. Wszystko miało pozostać tajemnicą, nawet dla ich towarzyszy. Po kilku minutach przystanęli, omal nie wpadając na hobbita. Stał on przed ścianą, zagradzającą im drogę. Ślepy zaułek. To by oznaczało, że źle wybrał drogę. Nic bardziej mylnego. Na prawej bocznej ścianie znajdował się wyryty znak, w kształcie jej medalionu, który mężczyzna także posiadał, trzymając go na długim sznurku. Gospodarz wpasował go w niego, uważając by niczego nie naruszyć. Raptem kamienna ściana, wsunęła się w lewą. Ponaglił im, każąc im przejść. Sam przeszedłszy ostatni, zwinnym ruchem pociągnął za sznurek. W jednej chwili medalion znalazł się w jego ręku, a ściana zatrzasnęła się z powrotem. Szli chwilę ciemnym korytarzem, aż w końcu ich oczom ukazało się pomieszczenie, które wydało się im niewielkie. Hobbit wpadł w głąb mroku. Stali zdezorientowani, nie wiedząc co się dzieje. Z nagła błysło jasne światło, oślepiając ich oczy. Otwierając zamknięte powieki, zabierając z nich dłoń. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Niewielkie pomieszczenie, okazało się ogromną biblioteką. Podniosła wzrok nieświadoma tego co ujrzy. Zawieszony pod wysoko umieszczonym sufitem, wisiał herb jej rodu. Na płótnie koloru granatowego - niemal czarnego, widniał wyhaftowany ze srebrnej nici smok – ustawiony bokiem, który stał na kuli ziemskiej. Nad nim górowało siedem gwiazd. Zarówno ziemia, jak i gwiazdy były ze srebrnej nici. Sama bestia miała rozwarty pysk, a jej ogon leżał swobodnie na ziemi. Skrzydła miał lekko uniesione, jakby zamierzał je rozłożyć. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Od wielu lat go nie widziała, a teraz mogła go podziwiać w całej okazałości. Poczuła jak do oczy napływają jej łzy wzruszenia. Cieszyła się, że przed śmiercią mogła zobaczyć tak dawno nie widziany sztandar. Uśmiechnęła się, czując na ramieniu rękę Gandalfa. Żałowała, że nie może go dotknąć, zatrzymać. Rozglądnęła się po regałach. Przy co drugim wisiał taki jeden. Podszedłszy, wyciągnęła rękę, chcąc go dotknąć.
 - Nie dotykać! – obruszył się hobbit, krzycząc na nią.
Zdezorientowana i zaskoczona, odwróciła się.
 - Míri – szepnął, marszcząc brwi. – T-to nie możliwe! To nie możliwe! – powtarzał jak mantrę, cofając się przerażony. Pobladł, nie wierząc w to co widzi.
 - Drogo, przyjacielu – roześmiał się Gandalf. – Przedstawiam ci Alwinę, córkę Míri – położył rękę na jego ramieniu, chcąc dodać mu otuchy.
 - Jesteś do niej taka podobna – począł się tłumaczyć, uśmiechając się.
 - Miło mi – ukłoniła się nieznacznie. – Gandalf poinformował mnie, że jest tu coś bardzo ważnego. A wiec, oto jestem.
 - Tak, oczywiście. Chodźcie – ruszył pomiędzy regałami. – Ta biblioteka jest poświęcona tobie i twojemu rodowi. Znajdziesz tu wszystko co zdołało się zachować. Początkowo miała się ona znajdować w Rivendell, jednakże ostatecznie postanowiono ukryć to wszystko tutaj. Duża część mieszkańców, postanowiła wynieść wszelkie księgi i informacje, które mogą wpaść w niepowołane ręce w zamku, kiedy tylko zorientowali się dokąd zmierzał twój dziadek. Zrobili to bardzo szybko, ponieważ większość zdążyła się uchować w postaci tej biblioteki. Wynosili wszystko, począwszy od tych najważniejszych, kończąc na mniej ważnych. Pewnego dnia twój dziadek zorientował się, że nie ma kilku ważnych ksiąg, których pragnął dla siebie jego nowy doradca z zagranicy. Skazał swojego przyjaciela oraz najbliższego sługę na śmierć za zdradę swego władcy. Wtedy twoja matka się za nim wstawiła, mówiąc, że potrzebowała ich pilnie do nauki. Pod przymusem zwolnił wtedy oskarżonego, lecz z nienawiścią wydalił go z zamku. Nowy doradca nieraz próbował uwieść twą matkę. Pewnego dnia namówił jej ojca, by wydał mu ją. Miała zostać jego żoną, ale swoje serce już wcześniej ofiarowała Ilfirin’owi. Po niedługim czasie – jak zapewne wiesz, uciekli razem, osiedlając się niedaleko Esgaroth. Król ogłosił wtedy uroczyście przy wszystkich, że nie ma już córki – zatrzymał się przy jednym z regałów.
 - Czy jest tu może księga o smokach, które…
 - Tak jest – przerwał jej. – Ostatnia z nich jest poświęcona Draco, ostatniemu smokowi – schylił się do ostatniego regału, znajdującego się przy ziemi. – Tak, to ten regał. Przepraszam – odsunęła się, widząc, że zmierza ku ostatniej księdze. Wyjąwszy ją, przetarł z kurzu. – Dawno tu nikogo nie było. Proszę – podał jej ją. – Znajdziesz tu wszystko, czego zapragniesz wiedzieć o Draco.
****
Cześć i czołem!
Przepraszam za moją tak długą nieobecność. Nieraz nawet jeśli miałam czas, nie miałam siły by napisać rozdział. Mam jednak nadzieje, że teraz będę mogła napisać ich trochę do przodu i, że w te wakacje uda mi się napisać wszystkie rozdziały. Jak nie, to blog będzie dłużej aktywny.
Bardzo dziękuję moim wszystkim czytelnikom, którzy wytrwali.
W rozdziale mogą pojawić się błędy, ponieważ sprawdziłam go tylko dwa razy.
Pozdrawiam ciepło!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz