piątek, 10 lutego 2017

Rozdział 26 – Śmierć część II

Wpatrywali się w milczeniu w ognisko.
 - Udajmy się na spoczynek –  przerwała ciszę Uriel.
 - Wezmę pierwsza wartę – zaproponował Luthias, opierając się o drzewo za nim. – I tak nie mógłbym zasnąć – skrzyżował ręce na piersi.
Położyli się wyczekując snu. Niebo wypogodziło się nieznacznie, a wiatr złagodniał. W krótce posnęli, zmorzeni drogą. Luthias patrzył na spokojne twarze swych przyjaciół, smagane bólem minionych wydarzeń. Z jednej strony pragnął by, bitwa już dawno się skończyła. Chciał założyć rodzinę i żyć spokojnie. Doczekać się wnuków i umrzeć pośród bliskich mu osób. Z drugiej natomiast, chciał uchronić wszystkich niewinnych od śmierci. Westchnął wpatrując się w ogień, który miał wkrótce pochłonąć setki istnień.
Otworzyła oczy, czując oślepiające słońce. Podniosła się z koca rozłożonego na skale. Sięgnęła po medalion, schowany pod luźną koszulą. Z przerażeniem stwierdziła, że go tam nie ma. Zaczęła szukać go gorączkowo, wokół siebie na kolanach. Nie mogła uwierzyć w to, że zgubiła najcenniejszą rzecz, która mogła wiele zdziałać. Jej jedyną pamiątkę, która była podarunkiem od Draco. Przeklinała siebie za swoją nieodpowiedzialność. Zrezygnowana ukryła twarz w dłoniach, kręcąc głową.
 - Tego szukasz? – zapytał z kpiną męski głos, pokazując medalion.
Spięła wszystkie swoje mięśnie. Wziąwszy oddech, podniosła się na nogi. Wiedziała, że prędzej czy później to nastąpi. Jednakże, nie pasowało to do jego zwyczajów. Nigdy nie działał pod wpływem impulsów i uczuć, nawet będąc wściekłym i rozgoryczonym.
 - Oddaj mi medalion – warknęła. – Należy do mnie.
 - Odebrałaś mi ją – warknął wściekły. – Zapłacisz mi za to, kiedy haczyki będą rozrywały skórę twoją i tych plugastw, których nazywasz przyjaciółmi  – syknął. – Nigdy nie zaznasz spokoju. Będziesz błagała o litość i przebaczenie.
 - Nie boję się ciebie, Elion – warknęła. – Jesteś słaby. Dobrze wiesz, że tak jest. Boisz się – zaczęła do niego podchodzić, zmniejszając dzielącą ich odległość. – Moja krew za krew niewinnych istot tego świata. Przepowiednia się spełni. A o tobie zapomną, będą tobą gardzić – spojrzała na niego lodowatym wzrokiem. – Nie powstrzymasz dobra, jest silniejsze od ciebie. Ono nie potrzebuje magii. Dobro jest prawdą i światłem, wiecznie tlącym się. Nigdy go nie ugasisz – przystanęła naprzeciw niego.
 - Tak ci się wydaje – złapał jej szyję.
Podskoczyła, czując czyjąś rękę na swoim ramieniu. Podniosła oczy na twarz zmartwionej przyjaciółki. Wyrównała oddech, sprawdzając czy medalion jest na swoim miejscu. Odetchnęła z ulgą, czując pod opuszkami palców głowę smoka. Schowała twarz w dłoniach, uświadamiając sobie, że to był tylko sen. Elion nie posiadał mocy Weaorne. Nie byłby zdolny, do ujawnienia się w śnie jak ona. Mimo to przyśnił się jej. Nie rozumiała tego snu. Wiedziała, że ludziom śnią się czasem rzeczy, których się boją, jednakże ona się go nie bała. Rozejrzała się po śpiących mężczyznach, by upewnić się czy na pewno nic im nie grozi. Spali jak zabici.
 - Alwina, wszystko w porządku? – zapytała zatroskana Uriel, widząc jej zdezorientowaną minę. – Dobrze się czujesz? – spojrzała na nią uważnie.
 - Tak, Uriel. Tak – odnalazła jej oczy. – To tylko sen. Nic mi jest. Dziękuję, że mnie obudziłaś – uśmiechnęła się. – Idź spać, przejmę watrę. Musisz mieć siły – podniosła się z kolan.
Przez kolejne dni, mimo zachmurzonego nieba, nie spadła na ziemię żadna kropla. Nad ich głowami, przelatywały pierwsze ptaki, wracające po mroźnej ziemie. Śródziemie wracało do życia, po stanie długiej hibernacji. Ponad kałużami rosły już pierwsze kwiaty, zwiastujące nadejście wiosny. Co jakiś czas towarzyszyło im stado saren, które bacznie się im przyglądały. I one czuły nadchodzące wszędzie zmiany.
Alwina oprawszy swoją głowę o ramie Legolasa, przysłuchiwała się rozmowie księcia z krasnoludem.
 - Owszem, ale w rzeczywistości, więcej w tedy zabiłem – rzekł Gimli, podskakując na siodle. – Chyba wszedłem już w prawe. Mój zad nie odczuwa już tak siodła.
 - Mówiłem ci, że to nie jest takie złe – elf parsknął śmiechem. – Przykro mi to mówić, przyjacielu – zaczął. – Jednakże nadal potrzebna ci skrzynka – roześmiali się obaj.
 - Zobaczysz, że mój wzrost jeszcze się przyda – pokiwał w jego stronę palcem. – Świetnie się nadam w roli szpiega – odparł z dumą.
 - Najpierw jednak, musiałbyś czasem zamilczeć – zaśmiał się Legolas.
 - Jak…
 - Legolas, – przerwała mu Alwina – widzisz to co ja? – zapytała, wytężając z niepokojem swój wzrok, na czarny punkt w oddali. – Przecież to… To wpół skonsumowany ork, prawda? – zmarszczyła brwi.
 - Tak, masz słuszność  - przełknął ślinę. – Oddział tam był.
 - Trzeba nam spiąć konie – Luthias puścił konia galopem.
Kilka minut później, stali zebrani w około cielska. Uruk-hai został pozbawiona wnętrzności. Czarna tkanka na nogach, została oddzielona od kości. Z żeber zostało starannie zjedzone mięso, obnażając białe kości. W czaszce, z której wyjedzono mózg, sterczał wbity grot. Z głębokich oczodołów zostały wydłubane oczy. Jego język wraz z wargami, został odgryziony. Objedzone z tkanki kości palców, leżały przy wpół zjedzonych mięśniach ramion. W około pływała czarna posoka, tworząc duże kałuże.
 - To jest obrzydliwe – wykrzywiła się Uriel. – Kanibale.
 - Jedno jest pewne – Luthias rozejrzał się w około po przeoranej ziemi. Koło wygaszonego ogniska, leżały skrawki pieczonego mięsa. – Czekali tu na nas – dotknął jednego z drzew, oskubanego z kory. – Zdewastowały to miejsce – przyjrzał się ponownie śladom. - Wrócili po tych samych śladach. Zapewne zabroniono im dalszej wędrówki. Widząc, że nie nadchodzimy, wycofali się z powrotem.
 - Elion zbiera swoje wojska. Musiało się coś stać – zauważył Gimli. – Skąd wiedzieli, kiedy tu przybędziemy?
 - Shapiro – szepnęła przerażona Uriel. – Co jeśli…
 - Nie myśl tak – przerwał jej Legolas. – Musisz być dobrej myśli – położył rękę na jej ramieniu, by ją pokrzepić. – Musimy ruszać dalej.

Uriel siedząca na siwej klaczy, obracała pierścionek zaręczynowy na palcu. Nie chciała tworzyć czarnych scenariuszy, jednak nie była w stanie, odpędzić od siebie złych myśli. Czuła się winna, podjętej przez Shapiro decyzji. Może gdybym nie zareagowała tak ostro… Byłby tu z nami. Wystawiłam go na śmierć. Ponoszę za to odpowiedzialność. Ale przecież… Nigdy nie chciałam go skrzywdzić. Kocham go. Mamy wieść wspólne życie… Westchnęła. Pomyśleć, że to wszystko zaczęło się, dlatego że podsłuchał naszą rozmowę. Sam mi w tedy powiedział, że gdyby nie to, wróciłby do swojego rodzinnego domu. Uśmiechnęła się na samą myśl, tamtego dnia.
Przyglądała się przez chwilę w podłużnym lustrze. Chciała wyglądać nienagannie. Mimo, że był to zwykły spacer, chciała pokazać się z jak najlepszej strony. Obróciła się, zerkając po raz kolejny w lustro, czy aby na pewno z tyłu nic się nie podwinęło. Przygryzła wargę, słysząc pukanie do drzwi jej komnaty. Podszedłszy do drzwi, otworzyła je z ciepłym uśmiechem na ustach.
 - Witaj – elf ukłonił się lekko, całując jej dłoń. – Gotowa? – zapytał, na co skinęła głową. – Lle maa quel (Ładnie wyglądasz).
 - Hannon le (dziękuję), bardzo chciałam, byś to zauważył – przeszła przez drzwi, trzymane przez elfa.
 – Chciałbym cię zabrać, w jedno niezwykłe miejsce – uśmiechnął się, gdy wychodzili z domu Elronda.
Po kilku minutach spaceru, przysiedli na trawie - niedaleko wodospadu. Elf przypatrywał się, skupionej na pięknym widoku elfce. Nigdy nie widział równie pięknej kobiety. Mimo, że miał zostać w Rivendell na krótko, postanowił spróbować. Uśmiechnął się, widząc jej delikatnie różowe policzki.
 - Uriel – złapał jej dłoń. – Nie jesteś mi obojętna – zaczął trochę niepewnie. – I chciałbym, żebyś wiedziała, że jesteś jedyną rzeczą, która mnie tu zatrzymuje – uśmiechnął się, kładąc dłoń na jej policzku. Pocałował ją, przyciągając do siebie.
 - Ty również, nie jesteś mi obojętny – odpowiedziała, po odwzajemnionym pocałunku.
****
Cześć i czołem!
Czuje, że to jest słabsza część rozdziału, ale chyba nie jest kompletną klapą, co?
Mam nadzieje, że tak jest, i że podoba się wam druga część.
Jest jeszcze jedna sprawa. Zastanawiam się nad zmianą pseudonimu. Jeżelibym go zmieniła, będę nazywała się jak na wattpadzie, MariaMadelineDreams.
Pozdrawiam! :*