niedziela, 22 stycznia 2017

Rozdział 26 – Śmierć część I

Usunęła się w ostatnim momencie, unikając ostrza, które wbiło się w pień drzewa. Roślina zaczęła czernieć i uginać się, aż w końcu rozsypała się w drobny pył. Alwina wylądowała na brzuchu, oddychając ciężko. Podniosła się zwinnie, odpierając nogą atak przeciwniczki. Weaorne zatoczyła się do tyłu, jednakże w ostatniej chwili złapała równowagę. Księżniczka dopadła swojego miecza. Kiedy las znów zmienił swoją pozycję, straciła Weaorne z oczu. Słysząc po prawej szelest, zrobiła unik - obrotem w lewo. Nie czekając chwili dłużej, zaatakowała Dorosłe Drzewo (Weaorne), przecinając jej ramię. Ta odskoczyła w bok. Blondwłosa kobieta dotknęła zranionego ramienia, z którego ciekłą szkarłatna posoka. Rozdrażniona rzuciła się na Alwinę z impetem, rozcinając jej nieznacznie udo. Valatimpe upadła na kolana, krzycząc z bólu, bowiem Weaorne zatruła ostrzę.
Las znów zmienił swoją pozycję.
Zbierając w sobie siłę, podkosiła Dorosłe Drzewo, które uderzyło czaszką w pień. Księżniczka wstała, wzdychając. Wzięła swój miecz w dłonie. Ustawiła się w „swojej” pozycji, czekając cierpliwie aż przeciwniczka wykona kolejny ruch. Patrzyła jak Weaorne podnosi się z bólem z ziemi. Nim uczennica Sarumana zdążyła złapać równowagę, zaatakowała w obrocie jej drugie ramię. Weaorne zdołała w ostatnim momencie odwrócić się, tak że ostrze przecięło rzemyk medalionu, który niegdyś dostała od Nauczyciela. Alwina stanęła naprzeciw niej.
Oczy czarodziejki zapłonęła nienawiścią. Wrzasnęła na całe gardło. Czarne kruki zerwały się z drzew, przestraszone przeraźliwym krzykiem.
Zaatakowała księżniczkę z prawej, która odskoczyła w lewo, wpadając tym samym na drzewo. Upadła na skaleczone udo, które pod wpływem zderzenia, zaczęło obficie krwawić. Weaorne uśmiechnęła się chytrze, zadowolona ze swojego postępku. Korzystając z okazji, nadepnęła na nie. Księżniczka zawyła z bólu, rozdzierającego jej nogę. Uczennica Sarumana uśmiechnęła się pod nosem, przydeptując tym razem jej nadgarstek. Rozcięła jej ramię, z tryumfalnym śmiechem.
Po policzkach Alwiny zaczęły spływać łzy. Czuła, że to już koniec. Zawiodła wszystkich, którzy na nią liczyli. Nadzieja umarła. Śródziemie już nigdy się z tego nie podniesie. Nastąpią Mroczne Czasy. Wszystko przeze mnie…
Weaorne zaczęła ją kopać. Zwijając się z bólu, przekręciła się na prawy bok. Widząc to, kopnęła księżniczkę tak, że z powrotem leżała na plecach. Przecięła jej brzuch. Kosztowała się jej wrzaskami bólu, dające blondwłosej satysfakcję. Uśmiechnęła się szyderczo, chcąc wykonać swój ostatni ruch.

Patrzył jak na jej ciele pojawiają się kolejne głębokie rany. Pobladł, a jego dolna warga zatrzęsła się. Przerażony i zdezorientowany, patrzył na jej kamienny wyraz twarzy, który nawet na ułamek sekundy, nie wykrzywił się w bólu. Chwyciwszy jej rękę, przycisnął ją mocno do ust. Całym sobą hamował, napływające mu do oczy łzy. Drugą ręką otoczył jej głowę, pochylając się nad nią. Przycisnął usta do jej czoła, mając nadzieje, że to nie koniec. Nie był na to przygotowany. Nigdy by nie był. Wciągnął łapczywie powietrze. Nie mógł zrozumieć, dlaczego drzewiec jej nie pomagał.
 - Dlaczego jej nie pomagasz? – warknął wściekły.
 - Nie możemy ingerować, gdy jest w tej fazie – odparł spokojnie. – Jeśli to zrobię, już nigdy się nie obudzi – spojrzał na niego z politowaniem.
 - Alwina, proszę… Jeśli mnie słyszysz… Nie poddawaj się. Potrzebujemy cię. Ja cię potrzebuję. Dasz radę. Proszę, tylko się nie poddawaj.
Pocałował ją w czoło. Potem w policzek.
A potem w usta. Były ciepłe i miękkie.
Drgnęła.
Otworzyła oczy.
Poczuł ogromną ulgę. Mimo licznych ran, żyła. To znaczyło, że zabiła Weaorne. Uśmiechnęła się do niego słabo, widząc radość w jego oczach. Jej twarz natychmiast wykrzywiła się w grymasie bólu. Drzewiec odsunąwszy Legolasa, przeszedł do obmywania jej ran. Miał nadzieję, że dzięki jego wodzie większość się zagoi. Dziewczyna nie spuszczała wzroku z Księcia Mrocznej Puszczy, który wciąż trzymał jej bezwładną dłoń. Nie chciała, by puszczał.
Kilka dni później, gotowi do wymarszu, żegnali się z drzewcem. Tak jak podejrzewał, magiczna woda wyleczyła jej powierzchowne rany. Mimo jego zaleceń, by poczekali z wymarszem, chociażby dwa kolejne dni, nie chciała go słuchać. Wiedziała, że może ściągnąć na las niebezpieczeństwo. Weaorne nie żyła, a Elion zapewne zechce się na niej zemścić. Nie mogła znieść widoku palącego się lasu, połamanych drzew i śmierci, którą widziała co noc w snach. Ent jednak, zabronił jej samotnej jazdy konnej. W każdej chwili mogła zasłabnąć. Co gorsza, mogłoby się to, okazać śmiertelne dla niej przy upadku.
Legolas podsadził ją, by mogła bez bólu wsiąść na klacz. Podszedł na chwilę do drzewca.
 - Dziękuję, że ją uzdrowiłeś – szepnął z uśmiechem.
 - To był dla mnie zaszczyt – odwzajemnił uśmiech, kiedy książę wsiadł na wierzchowca. – Niech droga będzie wam przychylna, a słońce świeci nad wami – rzekłszy, oddalił się.

Wciąż trwała wczesna wiosna. Przez kilka dni ich jazdy Starym Gościńcem Południowym, deszcz zaskoczył ich nie raz, przemaczając rzeczy do suchej nitki. Tak było i teraz. Kiedy deszcz przestał lać, zsiedli z koni. Rozwiesili swoje ciężkie od wody płaszcze, na gałęziach drzew. Rozsiedli się przy ognisku, grzejąc swoje zziębnięte ręce. Wpatrując się w ogień, nie odzywali się do siebie. Każdy pogrążony w swoich własnych myślach, nie zwracał uwagi na otaczający ich świat.
 - Jak to się stało, że ją zabiłaś? – ciszę przerwał Gimli, zadając nurtujące go pytanie. Alwina przeniosła powoli na niego wzrok, przyglądając się mu uważnie.
 - Kiedy Weaorne skoczyła na mnie z ostrzem… W tedy przypomniałam sobie, że to jest mój umysł. Skoro ona potrafiła nim władać, ja też. Nie przewidziała, że mogę zrozumieć… Że to dzieje się w moim umyśle i też potrafię nad nim panować. Kiedy leżałam przyparta do drzewa, zamknęłam oczy, skupiając wszystkie swoje myśli, na tym by las zmienił swoje rozmieszczenie. Mało brakowało, a przebiłaby moje ciało ostrzem. Jednakże w ostatnim momencie, drzewo odrzuciło ją na bok. Leżała na ziemi w bezruchu, nie mogąc się podnieść. Zebrałam resztki swoich sił, próbując stanąć o własnych nogach. Mimo licznych prób, udało mi się to. Podniosłam z trudem miecz… Lecz w tedy przewróciłam się. Jego ciężar był za duży. Nim się obejrzałam, Weaorne zmierzała do mnie z nożem. Sięgając po sztylet, skupiłam się by las znów zmienił swoje rozmieszczenie. W ten sposób, pchnął Weaorne prosto na mnie. Nie spodziewała się tego. Ostrze przebiło jej serce, doprowadzając do śmierci – patrzyła tępo w ogień, przywołując obraz jej zaskoczonej miny. Pobladłszy, rozszerzyła oczy. Jej wargi układały bezdźwięczne słowa, których nie mogła rozczytać. Kiedy z ust Weaorne zaczęła cieknąć krew, odrzuciła jej ciało w bok. Oddychając ciężko, podniosła się z trudem na nogi. Patrzyła na jej blade oblicze, które już nigdy nie miało nikogo skrzywdzić. Mimo, że zagrożenie z jej strony minęło, Alwinę dręczyły natarczywe myśli. Nie mogła zrozumieć, dlaczego kobieta opowiedziała się po stronie zła. Kiedy miała za sobą połowę życia, spotkała ją wraz z jej rodzicami. Bardzo ją polubiła… Rodzice Weaorne, darzyli ją szczerą miłością, którą było widać w każdym słowie i czynie. Trudno było zrozumieć jej postępowanie. Wiedziała, że odpowiedź na to, dostanie prawdopodobnie po swojej nieuniknionej śmierci, która miała już niedługo nastąpić.
****
Cześć i czołem!
Z góry przepraszam za moja nieobecność, ale szkoła daje w kość.
I za ten mało poprawiony rozdział. Co prawda został poprawiony trzy razy, ale nie tak jak powinien, więc za wszystkie błędy czy niedociągnięcia, przepraszam.
Mam nadzieje, że w ferie, zdołam podciągnąć rozdziały i napisze ich chociaż trochę na zapas.
Dziękuję, że tyle za mną czekaliście i mam nadzieje, że rozdział się wam podoba.
Do zobaczenia! :*