piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział 21 - Kłamstwa

Stał nie dając po sobie poznać, choć cienia strachu. Wiedział, że jeśli go okaże, wzbudzi to jeszcze większe podejrzenia. Musiał chronić swoja rodzinę. Wiedział, że ich pobyt w Helmowym Jarze, to nie był dobry pomysł. Jednakże codzienna tęsknota do syna i żona, przeważyła nad decyzją. Usiadł na murze, jak gdyby nigdy nic. Toron spojrzał na niego uważnie. Wiedział, że kiedyś się złamie, ale widząc jego zachowanie, począł mieć wątpliwości. To by oznaczało zmarnowany czas. Mógł w tedy posłuchać starca i wyruszyć do Erech. Jednakże uznał to za podstęp. Miałbym już ich! Gniliby w lochu!
 - Tatusiu! – z jednego z korytarzy, wybiegł mały chłopiec. Przylgnął do ojca, tuląc się do niego. Helwa objął go ramieniem. – Bawiłem się z mamusią w rycerzy, wiesz? I wygrałem! – uśmiechnął się szeroko. Widząc jednak wzrok ojca, wyprostowawszy się na Torona. – Dzień dobry – wydukał, widząc jak Toron trzyma rękojeść miecza. Cofną się, napotykając ojca.
 - Hemon! – wybiegła za nim matka. Spostrzegłszy władcę, ukłoniła się. – Dzień dobry, panie – dołączyła do męża.
 - Widzę, że rośnie nam mały rycerz – zaśmiał się, chcąc sprowokować mężczyznę. – Jak ci na imię, piękna pani? – uśmiechnął się szarmancko. Kobieta z trudem odwzajemniła uśmiech.
 - Elizabeth, panie – powiedziała łagodnie.
 - Szkoda by było takiej rodziny, nie sądzisz? – zwrócił się do Helwy. – Chętnie się nimi zaopiekuję, gdy już znajdziemy uciekinierów – uśmiechnął się nienawistnie. Przerażony Hemon, wtulił się w nogi Elizabeth.
Ich ciężkie buty odbijały się echem w korytarzach. Śmiech pełen kpiny docierał w każdy zakątek. Nie szczędzili sobie głośnych rozmów. Byli pewni, że znajdą zdrajców. ‘Toron zawsze zwyciężał. Nigdy się jeszcze nie pomylił. Chce naszego dobra.’ – mówili między sobą. Skręcili po raz kolejny w prawo. Widząc zasypane przejście, zaklęli pod nosem, cofając się. To był ostatni korytarz, jaki im został. Mieli nadzieje, że innym się powiodło. Wrócili, więc na dziedziniec, wraz z innymi grupami poszukiwawczymi.
 - Panie, - ukłonił się jeden z nich – nie znaleźliśmy nikogo. Wszystko zostało przeszukane.
 - Starzec nie kłamał – splunął wściekły. – Do Erech! – warknął. – Otworzyć bramy! – wsiadł wściekły na wierzchowca.
Wielkie bramy, ponownie zostały otworzone. Gromada jeźdźców, wyjechała galopem z Kryjówki Helma. Helwa wszedł na mury, patrząc jak się oddalają. Wiedział, że robi dobrze. Najważniejsze, że Elizabeth i Hemon, są bezpieczni. Westchnął ciężko. Podniósł dłoń, a bramy zatrzasnęły się z powrotem. Zszedł natychmiast na dziedziniec, biorąc przestraszonego syna na ręce.
 - Już dobrze. Nie pozwolę, by coś się wam stało – objął żonę, całując w czoło. – Jesteśmy na razie bezpieczni – oparł głowę o jej.

Westchnąwszy z ulgą, podparł się o kostur. Iluzja zniknęła. Cieszył się, że przybył w porę. Zdezorientowany krasnolud, padł na ławę. Byli o włos od śmierci.
 - Jak to możliwe, że nas nie widzieli? – podrapał się po głowie. Magia była zdecydowanie ponad jego siły. Cenił sobie swój topór i skałę.
 - Iluzja, przyjacielu – uśmiechnął się. – Firinie, prowadź nas – zwrócił się do wygnańca. Po chwili, wszyscy siedzieli zgromadzeni przy jednym stole. Musieli podjąć ważne decyzje, dotyczące dalszych losów wyprawy. Sprawy znacznie się pokomplikowały. Brat Torona przyglądał się uważnie księżniczce. Była dokładnie taka, jak opisywały ją legendy.

Stanie na szczycie
By oddać za was życie
Przystrojona w złociste łany
Jakby słońcem okalany
Bystra szarość się nie trwoży
Tylko ona wroga zmorzy
Spłynie na nią chwała
W biel okalała1

Zastanawiał się, jak Toron mógł jej nie rozpoznać. Tyle razy śpiewano już te słowa. Przy każdej możliwej okazji, na biesiadach i ucztach. W pałacu, obraz przedstawiał jej narodziny. Możliwe, że zamknął tę sale. Jakie to były czasy, kiedy zasiadały w niej, przy okrągłym stole, przedstawiciele różnych ras i krain. Życie w Edoras byłoby dużo godniejsze, gdyby nie próżność Torona!
Alwina zorientowawszy się, że Firin przygląda jej się, spuściła wzrok. Wyrwało to wygnańca z rozmyślań.
 - Toron stoi po stronie Eliona – Firin przerwał ciszę. - Myśli, że wygra. Jeżeli zdołamy przekonać żołnierzy z Edoras, że stoją po złej stronie…
 - Boją się go – przerwała mu Alwina. – Zabije ich, jeżeli spróbują odejść.
 - Trzeba rozwiązać ten problem inaczej – Gimli pogładził swoją brodę. – Musi istnieć na to rada – wymruczał pod nosem. Miał dosyć wszystkich komplikacji.
 - I istnieje – zauważył Luthias. – Nie wiemy, jeszcze jaki. Gandalfie – zwrócił się do niego. Czarodziej przeniósł na niego wzrok. – Może jeśli podburzymy jego lud…
 - Wydadzą nas – wtrącił Legolas. – To bardzo ryzykowne zagranie.
 - Firinie – zwróciła się do niego Alwina. – Jeślibyś pod przebraniem i imieniem Thomasa, przeniknął w jego wojska i zdołał przekonać by stanęli po słusznej stronie, zyskalibyśmy dodatkową przewagę. Dostaliby broń i szkoliliby się, pod okiem Torona. Stanęliby w oddziałach Eliona…
 - Walcząc przeciwko nim – dokończył wygnaniec. – Oczywiście, zgadzam się. Toron pobiera ludzi do wojska. Wcielę się w jednego z nich. Przyznam księżniczko, - dodał po chwili – że mieć cię za sojusznika, to duży skarb – uśmiechnęła się do niego.
 - Weaorne odebrała mi pamięć, muszę sobie jeszcze wiele przypomnieć – Gandalf spojrzał na nią uważnie.
 - Musimy porozmawiać. Twoja legenda jest prawdziwa przemówił w jej głowie. Księżniczka spojrzała na niego zdezorientowanym wzrokiem. Nie wiedziała już, co jest prawdą, a co nie. – Byłem w Rivendell – Mithrandir podjął bardzo ważny temat. – Elfy pogrążyły się w żałobę, gdy powiadomiłem ich o śmierci Nivis. To tylko zacięło ich do walki. Bitwa Narodów, odbędzie się we Fornost. Elion planuje zaatakować północne kraje – spojrzał na Firina, który wstawszy od stołu, podszedł do półki. Mrucząc coś pod nosem, przewracał zwoje, szukając właściwego.
 - Jest – wyjąwszy jeden z nich, rozłożył na stole. – Musimy mieć plan. Wasz wcześniejszy, w obliczu nowych faktów, jest do niczego.
 - W pierwszej kolejności, musimy przekonać Isengard, by stanął do walki – Luthias pochylił się nad mapą, stawiając pierwszy pionek. – Krążą posłuchy, że chcą się wycofać. To…
 - Nie wycofają się – wtrącił Gandalf. – Gondor, również stanie do walki. Stan Aragorna znacznie się poprawił. Poprowadzi swój naród.
 - Przecież, - zaczął Gimli – Aragorn nie żyje!
 - Weaorne ma wszędzie szpiegów – spojrzał na Alwinę. – Musicie się stawić w Tharbadzie, oczekują tam księżniczki. Miasto zostało odbudowane. Chce przyjąć herb smoka. Pragną twej zgody – dziewczyna spojrzała na niego nie pewnie. Nie wiedząc co powiedzieć, przytaknęła.
 - Musimy ostrzec mieszkańców Bree, przed niebezpieczeństwem – Uriel postawia kolejne pionek.
 - I zrobimy to – Shapiro położył rękę, na ramieniu zmartwionej elfki.
 - Fornost – szepnęła Alwina. – Ostateczność. Jeżeli przegramy, Elion posunie się na wschód i południe. Nic go już nie powstrzyma – przeraziła się. Gandalf nie spuszczał z niej wzroku. Wiedział jaka to dla niej odpowiedzialność. Co musi stracić, żeby zwyciężyć.
 - Wiem o czym myślisz – głos Gandalfa rozbrzmiał w jej głowie. Przeniosła na niego wzrok. – Będzie cierpiał, ale zrozumie.
 - Nie ma innego wyjścia – odwróciwszy wzrok, spojrzała na mapę.

W sali została tylko Alwina z Gandalfem i Firinem. Dziewczyna siedziała na krzesełku, wpatrujac się tępym wzrokiem w mapę. Przeklinała siebie w duszy, że nie potrafiła trzymać języka za zębami. Żałowała, że powiedziała Legolasowi, to co powiedział jej Thomas. Miała mu zepsuć szczęście, na które zasługuje. Rozważała opcje, nie powiedzenia mu, jednakże mógłby jej tego nigdy nie wybaczyć. Do tego nie chciała dopuścić.
 - Wiem, że to nie jest łatwe. Jesteś młoda – podjął Gandalf.
 - Thomas…
 - To Weaorne – przerwał jej. – Ona ma większą moc niż przypuszczałem. Stworzyła Thomasa i jego rodzinę, to była iluzja. Wiedziała, że ród smoków to twój czuły punkt.
 - Nie powinnam ich mieć. Odkąd poznałam Legolasa… - przerwała przerażona. – Pokochałam go, a nie powinnam. Mimo tego, że straciłam pamięć i nie pamiętam niczego. Niczego co jest z nim związane, moje uczucie przetrwało. Nie miało prawa przetrwać. W głębi czułam, że moje szczęście byłoby zbyt piękne. Jestem naiwna. Straciłam dawną czujność. Nie wiem czy dam rade ich poprowadzić, a…
 - Nie znam silniejszej istoty od ciebie – przerwał jej Gandalf. – Dasz rade. Weaorne próbowała cię zagiąć, nie możesz się poddać.
 - I nie poddam – wyprostowała się, wzdychając. – Jestem jedna na całe Śródziemie.
 - Aragorn powiedział mi kiedyś, że przewyższasz siłą nie jednego, silnego męża – uśmiechnął się Firin.
 - Może i tak jest, ale umknęła mi połowa mojego życia – odwzajemniła go. – Muszę je sobie przypomnieć, żeby was poprowadzić. Nie pamiętam jak się walczy. I właśnie to, muszę teraz zrobić. Nauczyć się tego ponownie – uśmiechnąwszy się, wyszła z pomieszczenia.
 - Da radę? – wygnaniec spojrzał niepewnie na Gandalfa.
 - Zawsze daje, potrzebuje czasu – uśmiechnął się.

Chwyciła niepewnie swój miecz. Na rękojeści miał wyrytego smoka. Może lepiej byłoby zacząć od czegoś, znacznie prostszego. Zrezygnowana odpięła pas. Zapiąwszy kołczan, sprawdziła szybkim ruchem, czy dosięgnie strzał. Pasował idealnie. Wzięła łuk, ustawiając się naprzeciwko tarczy. Napięła cięciwę, skupiając swój wzrok na środku. Puściła strzałę, a ona przeleciała obok. Powtórzyła czynność kilka razy, jednakże z tym samym efektem. Zrezygnowana, wyjęła kolejna strzałę.
 - Źle trzymasz – Legolas szepnął do jej ucha. Przestraszona puściła strzałę. Elf roześmiał się, widząc jej reakcje. Zarumieniona i zła poszła pozbierać strzały.
 - To nie takie proste – podparła się o biodra. – Nie pamiętam niczego.
 - Pomogę ci – uśmiechnął się. Dziewczyna napięła ponownie cięciwę. Książe położył dłoń na jej ręce, którą trzymała łuk. – Musisz trzymać go pewniej, a przede wszystkim wyprostować się, żeby naciągnąć wszystkie mięśnie, nie zginaj łokci – dziewczyna wykonała jego polecenie. Drugą ręką, chwycił strzałę, którą trzymała. – Łuk się nie złamie – zaśmiał się. Powinnam być czujna, a przy nim, to zdecydowanie nie możliwe. Zwłaszcza jak czuje jego oddech. – Patrz na punkt, w który celujesz. Pamiętaj, że łuk trzeba trzymać twardą ręką przy strzale – puściła strzałę, która wbiła się w sam środek. Patrzyła na to z niedowierzaniem. – Przebij ją.
 - Nie ma mowy! – zaprotestowała. – Nie uda mi się.
 - Spróbuj. W tedy uwierzę – podał jej strzałę . Zrezygnowana wzięła ją. Wyprostowawszy się, napięła cięciwę, przymykając oczy.

Trzymała bezradna łuk. Nie potrafiła zrobić tego, co jej ojciec. Chciała się nauczyć, ale nie wiedziała od czego zacząć. Patrzyła zdezorientowana na Ilfirina, który uśmiechnął się szeroko, kucając obok niej.
 - Poradzisz sobie. Jedną rączkę, połóż tu – pomógł jej. – Teraz strzała – pokazał jak ma trzymać. – Teraz wyprostuj się i skup się na celu. Kiedy będziesz gotowa, wypuść strzałę – uśmiechnął się. Był dumny z córki. Była jego małym oczkiem w głowie. Nie chciał dla niej takiej przyszłość, ale to ona musiała, sama zdecydować. Strzała wbiła się w sam środek.
 - Udało się! – rzuciła się mu na szyję. Rozbawiony przytulał ją. – Mamusiu! Udało mi się! – podbiegła do kobiety z dzieckiem. – Teraz ja będę uczyć blaciszka – uśmiechnęła się szeroko. Míri poczochrała ją po głowie.
 - Nasza córeczka robi duże postępy – pocałował żonę. Dziewczynka odwróciła się w stronę lasu, w którym przemknęła czarna postać. Przestraszona chwyciła się ręki ojca.

Otworzyła oczy, a strzała sterczała wbita w poprzednią. Zaskoczona przełknęła ślinę. Nie dowierzała własnym oczom, więc wzięła kolejną. Musiała być pewna, że to nie wytwór jej wyobraźni. Jednak i ta, przebiła środek. Przerażona puściła łuk. Widziała orka i nie powiedziała o nim nikomu.
 - Alwina – Legolas położył dłoń, na jej ramieniu.
 - Nic się nie stało, tylko… Kiedy ojciec uczył mnie strzelać… Widziałam orka w lesie, nikomu o nim nie powiedziałam – szepnęła przerażona. – Stwierdziłam, że mi się zdawało. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Myślałam, że to wytwór mojej wyobraźni, ale to była prawda. Niedługo potem, zaatakowali nas – Legolas bez słowa, przytulił ją. Całą sobą powstrzymywała cisnące się do oczu łzy.
 - To nie twoja wina. Nie wiedziałaś – próbował ją uspokoić. Trwali przez chwile w uścisku. – Byłaś dzieckiem – odgarnął włosy z jej twarzy. – To nie twoja wina.
 - Masz racje – spuściła wzrok. – Nie pomyślałam w ten sposób. Pomożesz mi z mieczem?
 - Nie uważasz, że starczy na dzisiaj? – zapytał zmartwiony.
 - Tak trzeba, Legolas – spojrzała na niego poważnie.
 - Dobrze – wyjął jej miecz z pochwy. – Jest lekki i zwinny – zaczął go oglądać. Jego ostrze nigdy nie stępieje, został wykuty w ogniu smoka. Elfickie runy, zdradzają twoje pochodzenie. Chwyć go oburącz – podał jej broń. Stanął z nią. Dziewczyna niepewnie wykonała jego polecenie. Wykonali razem parę ruchów. – Poprowadź go, a zapewni ci zwycięstwo. Jesteś wojownikiem, posłucha się – wziął do ręki drugi miecz.
 - Dziękuje, za twoją pomoc – spojrzała na ostrze. – Teraz będę mogła pokonać Weaorne.
 - To ja powinien dziękować – uśmiechnął się. – Dzięki tobie odkryłem prawdę.
 - No tak, pamięć – westchnęła. – Mam może jakieś szczególne zachowania podczas walki? – szybko zmieniła temat. – Coś co może, pomoże mi…
 - Tak, masz – przerwał jej. - Stań dokładanie, tak samo jak ja. Dzięki temu zachowasz równowagę. Zdołasz przemieścić się zwinnie w każde miejsce i wykonać bezbłędnie każdy ruch – wykonała jego polecenie. – Broń się – zaatakował ją. Klingi skrzyżowały się z łoskotem. Książę uśmiechnął się pod nosem, widząc jej zdezorientowaną minę.

Ojciec podał jej drewniany miecz. Ustrugał go, specjalnie dla niej. Liczyła się każda chwila. Orkowie mogli już wpaść na ich trop. Dziewczynka spojrzała na broń. Nie wiedziała, dlaczego tatuś uczy ją tych wszystkich rzeczy. Kilka dni temu podsłuchała rozmowę rodziców. Míri szlochała w ramię męża, nie mogąc pogodzić się z przyszłością córki. Wiedziała jednakże, że nauka jest jej potrzebna.
Ilfirin ukląkł przed małą na kolana.
 - Nauczę cię dzisiaj paru podstawowych rzeczy. Stań twardo na nogach i…
 - Po co to wszystko? – przerwała mu. Spojrzał na nią, łapiąc łapczywie powietrze.
 - Kiedy dorośniesz, wszystko zrozumiesz. W tedy otrzymasz swój własny miecz.
 - Dlaczego telaz mam się uczyć – nie rozumiała.
 - Przekonasz się kiedyś – pocałował ją w czoło. – No, a teraz ćwiczymy. Stań twardo na nogach. Skrzyżujemy nasze klingi – wykonała polecenie. – Opieraj się na nogach, nie przekładaj całej siły na ręce, łatwo będzie cię w tedy podejść. Kiedy poczujesz jak przeciwnik drga lub jest przez chwile nie uważny, odepchnij go.

Odepchnęła Legolasa do tyłu. Zaskoczony książę padł na ziemie. Bez chwili wahania, dziewczyna doskoczyła do niego, przykładając do jego krtani ostrze.
 - Ojciec nauczył mnie tego, zanim uciekłam do Leśnego Królestwa – uśmiechnęła się, pomagając mu wstać.
 - Twoja pamięć…
 - Tak – przerwała mu z uśmiechem. – Zaczynam sobie wszystko przypominać. Niestety, dalej nic związanego z tobą – spuściła wzrok. Spojrzał na nią smutnym wzrokiem. – Potrenujesz jutro ze mną? – zapytała zmieniając temat.
 - Oczywiście. Alwina… Na pewno wszystko w porządku? – zapytał widząc jej wzrok.
 - Tak, nic mi nie jest – uśmiechnęła się. – Dziękuję, że mogę na ciebie liczyć – przytuliła się do niego. Zaskoczony objął ją ramieniem.

1 Chronione prawami autorskimi
****
Część i czołem!
Rozdział jest słaby. Miałam lepsze. Nie wiem, dlaczego ten mi nie wyszedł. Ostatnio jestem przymulona, ale wracam do normy.
Wiem, że namieszam w fabule, ale proszę, Aragorn musi żyć. Przepraszam, że wam mieszam, ale znalazłam pewna kartkę. :) Uznajmy, że był chory.
Jeszcze raz przepraszam, ale ważne rzeczy pisze na kartkach, a potem je gubię. Ten blog jest wymagający. I dużo zajmuje mi planowanie.
Do zobaczenia!

czwartek, 4 sierpnia 2016

Informacja

Cześć i czołem!
Bez obawy! Nie zamykam bloga ani nie zawieszam.
Rozdział przypadkowo pojawił się w poniedziałek, tak więc 5 sierpnia (tj. jutro), nie pojawi się. Bez obawy zaczęłam go pisać w Wordzie. Po tym rozdziale wprowadzę trochę zamieszania, w fabule. Wyjdą nowe fakty na jaw i o wiele więcej! Tak więc zapraszam 12 sierpnia!
Pozdrawiam!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rozdział 20 – Witaj z powrotem cz.2

Legolas od kilku minut leżał w grocie, która została całkowicie uprzątnięta. Gimli dotrzymywał mu towarzystwa, drocząc się z nim, jak to miał w zwyczaju. Oboje, wymieniali swoje najśmielsze czyny, których w ostatnim czasie dokonali. Krasnolud musiał niechętnie przygnać wygraną elfowi.
 - Gimli, musisz wyjść – uśmiechnęła się do niego Uriel. Krasnolud nie zwlekając wyszedł.
 - Trzymaj się, przyjacielu – rzucił wychodząc. Książę roześmiał się.
 - Alwina, niech przygryzie to zębami – podała jej kołek. – Pilnuj, żeby nie przegryzł języka.
Legolas, posłusznie wykonywał polecenia, swoich przełożonych. Alwina chcąc dodać mu otuchy, ścisnęła jego dłoń. Przez długą chwile, grota wypełniła się jękami. Shapiro siedział spokojnie na ziemi nie przejmując się cierpiącym z bólu Legolasem.
 - Elfie! Jak możesz tak spokojnie siedzieć – krasnolud zatkał uszy. – Te wrzaski są nie do zniesienia – Shapiro zaśmiał się. – Co cię tak śmieszy?
 - Też tak jęczałem, jak zszywała mi nogę. To był jej pierwszy raz – wstał ze śmiechem. – Chyba skończyli – podszedł do wejścia. Uśmiechnął się widząc jak Uriel z wielką starannością zawiązuje bandaż. – Wszystko jest już przygotowane. Możemy ruszać.
 - Dziękuje, Uriel – Legolas podniósł się z bólem.

Ziemia drżała pod kopytami, od kilku dni. Spieszyli konie, na tyle, ile siły zwierząt na to pozwalały. Legolas dostrzegł w oddali, jak Toron wyrusza za nimi w pościg. Był pewien, że Eryk nie zdradził ich położenia. Co martwiło go jeszcze bardziej. To by oznaczało, że Toron jest sprytniejszy niż im się wydawało. Po kilku godzinach stanęli u wrót Helmowego Jaru.
- Witam was! – zawołał uśmiechnięty Helwa. – Gandalf uprzedził mnie o waszym przybyciu. – Otworzyć bramy! – ciężkie wrota, znów stanęły dla nich otworem. Drużyna, bez chwili zwłoki wjechała do środka. – Jak mniemam, drużyna Torona depce wam po piętach. Thomas zaprowadzi was, do komnat. Wybaczcie, ale musze was teraz opuścić – uśmiechnąwszy się, odszedł jednym z korytarzy.

Gimli bez zwłoki położył się spać. Miał dosyć jazdy konnej, zdecydowanie wolał poruszać się o własnych nogach. Konie były jego odwiecznymi wrogami. Legolas, chcąc dotrzymać mu towarzystwa, usiadł naprzeciwko niego. Był mu wdzięczny za przyjaźń. Krasnolud często, poprawiał mu humor i towarzyszył w ciężkich chwilach. Gimli obiecał, że pójdzie z nim nawet, na koniec świata.
 - Legolas! – do pomieszczania wbiegła Alwina. Uśmiechnięty książę, wskazał na śpiącego krasnoluda. – Przepraszam – dosiadła się do niego. – Nie sądziłam, że zaśnie tak od razu.
 - Coś się stało? – spojrzał na nią podejrzliwie. – Toron…
 - Nie, nie – przerwała mu. – Pomyślałam, że może… - zamilkła. – Teraz, ten pomysł wydaje się beznadziejny – westchnęła.
 - No mów – zaśmiał się.
 - Może gdybyś mi opowiedział… Hm… O chwilach, które z tobą spędziłam… - nie wiedziała jak to powiedzieć.
 - Świetny pomysł – uśmiechnął się. – A więc od czego by tu zacząć…
 - Może od tego, jak ją poznałeś – wtrącił Gimli. – Posłucham – otwarł jedną powiekę. Legolas zaśmiał się, widząc minę Alwiny. – Nie obudziłaś mnie – do elfa dołączył krasnolud. - Nie spałem.
 - Masz racje – przyznał. Pominę jednak fakt, widząc ją nagą w jeziorze. – Na początku się nie dogadywaliśmy. Nawet walczyliśmy ze sobą. Okazało się, że jesteś świetna w walce i przegrałem…
 - Szkoda, że tego nie widziałem – wtrącił roześmiany Gimli.
 - Przypominam ci, że to ja wypiłem więcej piwa – uśmiechnął się zawadiacko. – Wracając, niedługo po tym dowiedzieliśmy się, że gdy byliśmy jeszcze mali, przyjaźniliśmy się. Mój…
 - To dlatego – przerwała mu. Spojrzeli na nią pytająco. – Nie ważne, opowiadaj dalej.
 - Dobrze. Okazało się, że mój ojciec wymazał nam pamięć, dlatego nie się pamiętaliśmy – westchnął. – O czym jeszcze mógłbym powiedzieć… Pokłóciłem się po tym z królem, a ty pomogłaś się nam pogodzić. W drodze do Mrocznej Puszczy…
 - Zaczęliśmy się poznawać – dokończyła z uśmiechem.
 - Wiem, że kiedy ugryzł mnie pająk, czuwałaś przy mnie bardzo długo. Kiedy się obudziłem, poszedłem do ciebie, ale w tedy Weaorne znów cię zaatakowała, przez sen. Otarłaś się po raz kolejny o śmierć.
 - Dlaczego nie przyjechałem wcześniej – wtrącił Gimli. – Że też go posłuchałem – mruknął niezadowolony. – Ominęło mnie więcej niż przypuszczałem – dwójka, spojrzała na niego rozbawiona.
 - O czym jeszcze… Bal. Nie zauważyłem jak się na nim pojawiłaś – przyznał, drapiąc się po karku. Było mu wstyd z tego powodu. Nadal nie mógł zrozumieć swojego postępowania. – Pierwszy taniec zatańczyłaś z królem. Niespodziewanie zjawił się Luthias, - nabrał powietrza – oświadczył ci się. Odmówiłaś mu i wybiegłaś. Długo cię szukałem. W końcu znalazłem cię na drzewie, które kiedyś posadziłem. P…
 - Jak na nią nakrzyczałeś… - wtrącił Gimli. Dziewczyna spoglądała na nich podejrzliwie. Była przerażona tym, jak bardzo dużo rzeczy umknęło jej z głowy.
 - Nie nakrzyczałem, tylko pokłóciliśmy się. Jako jedyny nie wiedziałem, że ma zginąć – zamilkł przerażony swoimi słowami. – Przepraszam, nie…
 - To tylko legenda – przerwała mu. – Nie musze umierać – książę spojrzał na nią zaskoczony. Nie umrze? Na co tyle czekałem?! Gdybym jej wszystko wcześniej wyznał, może by mnie teraz pamiętała. – Nie wiedzieliście? – spojrzała na nich zdziwiona. – Thomas mi o tym powiedział. Tak naprawdę chodzi o to, że mogę wskrzesić smoki, które pomogą nam zwyciężyć w walce. Dlatego na mnie polują. Legolasie, opowiedz coś jeszcze, proszę… - spojrzała na niego błagalnym wzrokiem.
 - No dobrze – westchnął. – Pewnego dnia, wybraliśmy się na przejażdżkę. Było upalnie. Zdjąłem koszulę i wskoczyłem do jeziora. Zrobiłaś się czerwona na twarzy, a ręką zakryłaś oczy – zaśmiał się. – Musiałem się odwrócić, inaczej byś nie weszła do wody…
 - Założę, że i tak podglądałeś – wtrąciła. Elf roześmiał się.
 - Masz racje, podglądałem. W końcu weszłaś. Kiedy, miałem cię zamiar pocałować… - przerwał mu chrapiący Gimli. Księżniczka zakryła rękę usta, powstrzymując się od śmiechu. – Poślizgnęłaś się, dzięki temu, znaleźliśmy skrzynkę z twoimi atrybutami – położyła swoją głowę na jego ramieniu.

Niebo przysłoniły ponure hurmy, przygnane przez zimny wiatr. Helwa stał na murach od dłuższego czasu, wyczekując w skupieniu Torona. Mógł przypłacić życiem, za swoje zamiary. Jednakże, służył tylko prawowitemu władcy. W oddali dostrzegł grupkę jeźdźców.
 - Otworzyć bramy! – zszedł na dół. – Panie – ukłonił się, gdy Toron pojawił się na dziedzińcu. – Jeżeli, moglibyśmy w czymś, panu…
 - Możecie – przerwał mu. – Poszukujemy podróżnych. Wśród nich był człowiek, krasnolud i dwie kobiety. Podróżował z nimi książę – podszedł do niego.
 - Przykro mi, jednakże nikt tedy nie podróżował. Jeżeli tylko…
 - Zapewne – roześmiał się, wtrącając. – Przeszukać twierdze – warknął. – Jeżeli tylko znajdę dowód zdrady, każe cię ściąć – warknął.
****
Cześć i czołem!
Wróciłam z wakacji! Możliwe, że w tym tygodniu pojadę na kolejne, więc może być zastój.
Pozdrawiam!