środa, 20 kwietnia 2016

Ogłoszenia (nie komentujcie)

Cześć i czołem! Chylę się nisko! Już po egzaminach! Yup... Tak więc chciałabym was poinformować, że:
1. Mam zaplanowaną 2 cześć.
2. Musze popisać co będzie w rozdziałach i napisać je przede wszystkim w zeszycie.
3. Proszę o cierpliwość! :D
Do zobaczenia! :P:D

niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 13 – Memento mori

Słońce chyliło się powoli ku horyzontowi. Wiatr przegnał chmury, z których wcześniej padał deszcz. Zbliżali się do wzniesień skalnych otoczonych mgłą. Gdy kompania zsiadła z koni, Alwina szepnęła po elficku do swojej klaczy, a ta obiegłszy towarzyszy dookoła, pognała z innymi końmi do przodu. Zbijając się w grupkę, szli ostrożnie do przodu, nie chcąc zostać zaatakowanym znienacka. Im bardziej posuwali się do przodu, mgła rzedniała, a im oczom ukazywał się w oddali obóz. Nagle strzały poszły w ruch, napinając cięciwy, a miecze przecięły powietrze. Legolas wytężył swój wzrok by dostrzec idącą w ich stronę postać. Widząc mężczyznę z uniesionymi rękoma wyprostował się bardziej.
 - Kim jesteście?! – zapytał donoście Shapiro, mierząc go wzrokiem.
 - Biednym chłopem, który wraz ze swoją rodziną szuka swojego miejsca na świcie – powiedział spokojnie. – Te kreatury zniszczyły nam cały dobytek. Moja żona ledwo przeżyła, a mojego syna bezlitośnie zamordowano – wciągnął powietrze.
 - Ilu was jest?
 - Jak mówiłem ja, moja żona, trzy córki i dwóch synów. Proszę nie róbcie nam krzywdy – dodał z lękiem w oczach. Nivis patrzyła w nie, widząc jego historię. Spalony dom, martwe ciało syna, orków próbujących ich wyplenić.
 - Skąd możemy wiedzieć, że mówicie prawdę? – zapytała twardo Uriel.
 - Daj spokój, nie mogą nam niczym zagrozić – uśmiechnęła się do niej Alwina, powstrzymując ją gestem ręki. Miecze jak na rozkaz znalazły się w pochwach. – Boi się, jest nie szkodliwy – szepnęła do niej. Uśmiechnęła się do mężczyzny, wysuwając się do przodu. Chłop nagle padł na kolana, składając ręce. Spostrzegając na jego szyi znamię w kształcie smoka, zrozumiała. Podeszła do niego i podała rękę. Spojrzał na nią załzawionymi oczami. Chwycił jej rękę i wstał.
 - Księżniczko… Myśleliśmy, że nie żyjesz – jego oczy rozbłysły z nową nadzieją.
 - Jak się zwiecie? – zapytała idąc z nim w kierunku obozu. Po raz pierwszy w życiu spotkała ludzi z rodu smoków. – Myślałam, że zostałam sama – zaśmiała się. Przyjaciele spojrzawszy po sobie zaskoczeni, ruszyli za nimi. – Masz znamię smoka na szyi. Powinieneś bardziej je ukryć.
 - Thomas, pani. Mój ojciec ukrył swoje dzieci i grupę innych w piwnicy, gdzie spędziliśmy dwa tygodnie. Trudno się tutaj postarać o coś, co mogłoby zakryć znamię w tak widocznym miejscu – westchnął zrezygnowany.
 - To wspaniale dowiedzieć się, że nie jestem sama – westchnęła z ulgą. – Chcę odbudować królestwo. A raczej chciałabym, abyś zrobił to ty wraz ofiarami, którym nic po tym wszystkim nie pozostanie.
 - Pani…
 - Proszę mów mi Alwina – uśmiechnęła się.
 - Dobrze, a więc Alwino, twoje proroctwo – szepnął. – To nie prawda. Nie musisz za nikogo umierać – oglądnął się do tyłu, by upewnić się czy nikt nie podsłuchuje. – Miałaś dać naszemu ludowi nadzieję – spojrzała na niego zaskoczona. Nie muszę? Czyli jestem wolna? Mogę zrobić rzeczy przed, którymi się powstrzymywałam? Mam na nadzieję, że to nie jest sen, z którego się zaraz wybudzę.

 - Jest coś jeszcze o czym powinnam wiedzieć?
 - Tak. Strzeż się kobiety ze znakiem węża na ramieniu. Przyniesie zło. Ma jadowity język i przebiegły umysł – zaprowadził ich do obozu. – Dostawcie namioty trzy osobowe. A jeżeli pozwolisz – zwrócił się do Weaorne. – Będziesz spała wraz z mym córkami – kobieta skinąwszy głową, zaczęła rozmawiać z Legolasem. Thomas zmierzył ją wzrokiem. Nie podoba mi się ta kobieta. Ona coś knuje. W ogóle nie jest zainteresowana nikim po za… księciem. Mogą wyniknąć z tego kłopoty.

Przysiedli razem przy ognisku pod rozgwieżdżonym niebem. Thomas zaczął grać na lutni, a jego córki wraz z parą narzeczonych tańczyć. Nie wiedział jak do niej podejść. Bał się do niej powiedzieć chociażby słowo. Nie chciał jej znów urazić. Pragnął wszystko naprawić. Wpatrywał się w roześmianą elfkę, której oczy pozostawały smutne. Nie potrafił patrzeć jak się smuci. Wstawszy, podszedł i wyciągnął do niej niepewnie dłoń. Elfka spojrzała w jego oczy. Widząc w nich skruchę, uśmiechnęła się, chwytając jego rękę. Z lekkością pomógł jej wstać. Objął ją w pasie, przyciągając do siebie, a ona położyła mu rękę na ramieniu. Tańczyli w rytm wolnej melodii. Ich serca przyspieszyły, jak dwa szybujące orły. Trzymał jej kruchą dłoń w swojej, czując jak ciepło wypełnia całe jego ciało. Pozwoliła się mu prowadzić. Chciała mu ponownie zaufać. Wystarczyłoby tak niewiele. Nie chciał przerywać, ale wiedział, że musi przeprosić.
 - Alwina. Ja…ja przepraszam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Sam siebie nie poznaje. Nie chce cię ranić – w jego oczach pojawiły się łzy. – Nie chce cię stracić – dodał po chwili szepcząc. Elfka spojrzała mu w oczy. Widziała jak bardzo żałuje. Ja ciebie też.
 - Nie stracisz – uśmiechnęli się do siebie. Położyła głowę na jego ramieniu, wsłuchując się w rytm serca…

Posiliwszy się, pożegnali towarzyszy i wyruszyli. Wschodzące słońce oświetlało ich twarze. Teren stawał się bardziej skalisty, co nie raz utrudniało przejście wierzchowcom, które dołączyły do nich nocą. Szli niestrudzenie przed siebie. Dwa dni później na ich horyzoncie pojawiły się pierwsze drzewa. Zbliżali się do Srebrnej Żyły i lasów Lorien. Wieczorem dotarli na skraj lasu. Rozbiwszy obóz, zasiedli przy ognisku. Otwarli kończącą się, jak ich zapasy, paczkę lembasów. Nie przewidzieli nowej towarzyszki w wyprawie.
 - Weźmiemy pierwsza wartę z Weaorne – przerwał ciszę Legolas. – Nie wiadomo co się teraz czai w tych lasach.
 - Niedługo powinniśmy spotkać Gandalfa. A tak przynajmniej mówił Thomas – wtrącił Shapiro.
 - Jak możesz im ufać?! – zapytała z wyrzutem Weaorne. – Co jeśli to zdrajcy?!
 - Jak możesz nam ufać? – odpowiedziała pytaniem Alwina. Miała jej dojść, ale musiała ją znosić ze względu na Legolasa. Nie chciałaby, zrobiła mu krzywdę. Legolas posławszy jej karcące spojrzenie, wziął kolejnego łyka wody.
 - Elfie! – Gimli wyrwał mu bukłak. – Co cię naszło?! Nie możemy tyle pić! Dobrze wiesz, że zapasy się kończą – posłał mu mordercze spojrzenie. Nie rozumiał jego zachowania. W obozie wszystko było dobrze. Znowu tak nagle się zmienił. Nie mogę patrzeć jak ten elf wykańcza siebie i ją. Muszę coś zrobić. Może wystarczy podmienić bukłaki. Ten Wąż pewnie mu coś tam wsypał i nastawia przeciwko nam.
 - Ma umrzeć z pragnienia?! – Weaorne wyszarpnęła mu przedmiot z ręki i podała Legolasowi. Książę wziął kolejne łyki, po czym go odłożył.
 - Nie przesadzaj – warknęła Nivis. – Gdyby nie Alwina, nie byłoby cię tu, więc radzę się liczyć ze słowami.
 - Kim ty jesteś, żeby tak do mnie mówić?! – wycedziła przez zęby. Traciła cierpliwość, ale wiedziała, że gdy nadejdzie odpowiednia pora, zemści się na nich boleśnie.
 - Dosyć! – wrzasnęła Uriel. – Legolas przestań tyle pić, a ty – wskazała palcem blondynkę – bronić go ciągle. Dobranoc! – położyła się. Shapiro i Gimli wzięli z niej przykład.
 - Jeszcze jedna akcja a obiecuję ci, że nic ci nie pomoże – warknął Luthias i dołączył do przyjaciół.
 - Nie szukajcie mnie – mruknęła Valatimpe i odeszła od ogniska.
 - Iść z tobą? – blondwłosa elfka spojrzała na nią zmartwiona.
 - Nie trzeba Nivis – uśmiechnęła się i odeszła. Blondynka odprowadziła ją wzrokiem.
 - Zadowolony z siebie? – warknęła w stronę elfa, kładąc się. Legolas spojrzał na przyjaciół. Znów to robił. Nie mógł tego kontrolować. Robił to wszystko i zachowywał pełną świadomość. Nie mógł powiedzieć przepraszam. Jakby ktoś mu tego zakazywał. Nie potrafił tego w sobie zwalczyć.
Czuł jak czar powoli z niego opada. Księżniczka od dawna nie wracała i niejednokrotnie chciał po nią iść, ale Weaorne go powstrzymywała. Siadał więc zrezygnowany z powrotem na ziemię. Wiedział, że jest na tyle odważna by poradzić sobie, ale nie mógł wyzbyć się przeczucia, które nie wróżyło nic dobrego.
Nie wiedział nawet kiedy, położył się i zasnął. Obudził się natychmiast, słysząc nieznany kobiecy głos, który wabił go w głąb lasu. Słysząc go coraz wyraźniej przyspieszył kroku, aż w końcu zaczął biec, łapiąc łapczywie powietrze. Serce mówiło mu, że coś jest nie tak, że Alwinie grozi niebezpieczeństwo.
Elfka postanowiła wracać. Wiedziała, że z tą wodą jest coś nie tak, ale nie potrafiła w żaden sposób tego udowodnić. On nigdy by na mnie nie podniósł ręki. Nigdy by nie wypowiedział takich słów. Znam go. Jak mogłam tak łatwo dać się Weaorne, zwabić w jej pułapkę. Głupia!
 - Już niedługo – zaśmiała się Weaorne. – Już niedługo będzie całkowicie mój, a w tedy…
 - Nie pozwolę ci na to! – warknęła, odwracając się gwałtownie.
 - I co zrobisz? – prychnęła. – Jest pod moją kontrolą! – zaśmiała się zwycięsko. – On woli mnie – uśmiechnęła się szyderczo. Alwina posłała jej mordercze spojrzenie. Nie wytrzymywała. Miała ochotę rzucić się na nią. Zniszczyć, słyszeć jak błaga o przebaczenie. Wiedziała, że nie może zniżyć się do jej poziomu. Musiała być silna. – Jesteś taka sama jak twoja matka! Żałosna – zaczęła krążyć wokół niej.
 - Milcz! – warknęła. – Milcz! Nie masz prawa! – przycisnęła ją do skalnej ściany. Patrzyła wściekła w jej oczy, trzymając przedramieniem jej szyję. Dysząc ciężko, próbowała się opanować. Nie potrafiła dłużej tego słychać. – Jeszcze słowo…
 - Alwina! – wściekły Legolas odepchnął ją od Weaorne. – Jesteś bezczelna! Księżniczka! – prychnął. Patrzyła w jego oczy. Znów miał poszerzone źrenice. Muszę go przekonać. Wyrwać z tego amoku. On nie wie co mówi. To nie on. To nie mój Legolas. Nie mogę go teraz zostawić. Jeszcze coś mu zrobi. Muszę być silna.
 - Legolas… - podniosła się z ziemi. – To ja… Spójrz – chciała chwycić jego dłoń, ale ją odepchnął. Spadła na ziemie uderzając boleśnie głową o kamień.
 - Nie dotykaj mnie zdrajco! – warknął. – Wynoś się. Nie jesteś nic warta, rozumiesz?! Nic! Nikomu nie potrzebna i słaba! – wstała z bólem. Złapał ją za gardło unosząc nad ziemią. Rzucił nią o ziemię i kopnął. Już nie potrafiła kryć swoich łez, które ciekły po jej policzkach strumieniami. Podniosła się z godnością i odeszła. Z każdym metrem przyspieszała kroku. Nie potrafię. Po prostu nie potrafię. Może tak właśnie miało być? Nie dam rady o niego walczyć. Nie dam rady zrobić mu krzywdy. Za bardzo go kocham. Weaorne wygrała. Stanęła osłupiała. O to jej chodziło! Ona chce go zabić. Nie mogę do tego dopuścić. Nie daruje sobie, jeśli mu to zrobi.
Patrzył przerażony na oddalającą się sylwetkę Alwiny. Otrząsnął się z amoku. Nie! To sen! Nie mogłem jej bić! To sen! To chory sen! Gdybym za nią pobiegł… Nie to pogorszy sprawę. Nie uwierzy mi. Sam bym sobie nie uwierzył. Cisnął wściekły kamieniem w drzewa.
 - Legolas nie warto – blondynka położyła mu rękę na ramieniu. No tak! To wszystko jej sprawka! Truła mnie tą przeklętą wodą! Odskoczył od niej jak oparzony.
 - To twoja wina! – warknął. Spojrzała na niego, namyślając się. No cóż… Koniec zabawy. Szkoda. Świetnie się bawiłam. No, ale co jest przyjemniejsze niż śmierć tak ważniej osoby.
 - I co – prychnęła. – Twoja królewna zwiała. A teraz wybaczysz, ale muszę skończyć to co zaczęłam – zaśmiała się. Jej ręce nagle zapłonęły światłem. Patrzył przerażony w jej oczy. Do czego ja doprowadziłem? Zawiodłem. Cisnąwszy w niego kulą światła, zniknęła. Przymknął oczy, by przyjąć cios. Nic się nie stało. W jego ramiona wpadło ciało elfki. Alwina zasłoniła go własną piersią, poświęcając się. Położył ją delikatnie na ziemi. Patrzył na nią przez łzy. Jego anioł oddał za niego życie. Serce go boleśnie zakłuło, a w głowie mu huczało. Uśmiechnięta położyła dłoń na jego policzku. Patrzył przerażony jak z czarnej dziury, wydrążonej w piersi rozchodzi się trucizna po jej żyłach, zabarwiając je na czarno. Gasła po woli.
 - Nie możesz odejść – nie silił się by powstrzymać łzy. – Nie możesz mnie zostawić. Nie możesz! Rozumiesz?! – trzymał jej dłoń przy swoim policzku. – Musisz wytrzymać. Jesteś silna. Wytrzymasz! – z kącika jej oka wypłynęła łza. – Dasz radę! – podciągnął nosem. Widząc jak trucizna wyznacza ślady na całym jej ciele. – Przeżyjesz.
 - Uśmiechnij się – uśmiechnął się słabo. – Tak lepiej – nie przestawała się uśmiechać.
 - Kocham cię.
 - Kocham cię – wyszeptała. Zbliżył swoją twarz do jej, nie przestając patrzeć w oczy aż w końcu ich usta złączyły się…



****
Cześć i czołem!
Jak tam? Rozdział jest bardziej dialogowy. Za tydzień pisze egzaminy i będę miała więcej czasu (tak myślę) i luzu. No i to koniec pierwszej części :P. Do zobaczenia!
PS. Jeżeli ktoś widzi błędy niech je wypiszę (nie mówię o literówka, bo chyba każdemu się zdążają).