poniedziałek, 14 marca 2016

Rozdział 12 – Czas na zmiany

Gdy oboje wrócili Legolas ani razu nie spojrzał na Alwinę, martwiącą się o nich. Nie wiedział czy to rzeczywiście prawda, ale mimo to nie potrafił spojrzeć jej teraz w oczy. Zrozumiał natomiast, dlaczego pozwoliła przyłączyć się jej do drużyny. Miała u niej spory dług, z którego nigdy się nie wypłaci. Nie rozumiał jej zachowania, również nagle nie wiedział, po której stronie stanąć. Do czasu postanowienia czegoś, postanowił unikać ją. Fakt, że ją kochał tylko pogarszał sprawę, nie chciał jej skrzywdzić i wierzył jej, ale Weaorne była bardzo przekonująca.
Elfka okazała się jego słabością. Nie potrafił oprzeć się pokusie i patrzył na nią kiedy tego nie widziała. Co ja teraz zrobię? Nie mogę jej skrzywdzić, jest delikatna i wrażliwa, ale jednak zacięta, uparta i silna. Po co ja jej to obiecywałem. Gdybym z nią porozmawiał wszystko by się zapewne wyjaśniło. Uśmiechnął się wspominając tamten wieczór, kiedy siedziała na drzewie w przepięknej sukni. Nie mógł oderwać od niej wzroku, z każdym dniem piękniała coraz bardziej. Rozkwita powoli i ostrożnie jak kwiat, kwitnący raz do roku. A kiedy w końcu rozłoży swe płatki, zachwyca wszystkich swoim pięknem i wdziękiem. Odwrócił wzrok widząc jak przyjaciółka przygląda się mu. Jego objętość zabolała ją, ale starała się nie dać po sobie tego poznać. Nie mogła okazać żadnej słabości, zwłaszcza teraz kiedy wróg miał wszędzie swoich szpiegów. Nawet w czarnych ptakach podobnych do kruków, z czarnymi jak smoła paciorkowymi oczami i przeraźliwym zakrzywionym, czarnoszarym dziobem. Nie rozumiała jego zachowania. Najpierw jej unikał przez dwa dni, a potem nagle patrzył jak na cud świata, a kiedy go tylko zauważy odwraca wzrok udając, że niczego nie było.
‘O co ci chodzi?’ – zapytała go w myśli. Odpowiedzi nie usłyszała. Spuścił tylko wzrok jeszcze niżej. W co on gra?! Mam dość takich ludzi. Co się zmieniło?! Co zrobiłam, że zasłużyłam na takie traktowanie?! Musisz wytrzymać. Z reszta niewiele ci zostało.
‘Bądź dzielna gwiazdko’ – usłyszała głos Galadrieli. – ‘Bądź dzielna i wytrzymaj.’
‘Czy ja nie powinnam jej przyjmować? Legolas… on… On się bardzo zmienił. Boczy się na coś, ale nie chce rozmawiać’ – odpowiedziała mając nadzieje na odpowiedź.
‘Wszystko będzie dobrze, zaufaj mi.’
 - Ufam ci – szepnęła, a po jej policzku spłynęła łza. Trudno było jej być silną. Grać przed wszystkimi, by dodać im otuchy. Przestawała wierzyć. Dobro, które robiła nie powracało. Wręcz przeciwnie. Zło uderzało ze zdwojoną siłą, zatrzymując ją w miejscu, a czasem nawet cofając. Czekała na finał, który tak bardzo nie chciał nadejść. Nie mogąc spać, usiadła na skałach, nieopodal obozowiska. Za kilka dni miała rozpocząć się zima. Patrzyła na bezchmurne rozgwieżdżone niebo, które zwiastowało ranny przymrozek. Uroku dodawał księżyc w pełni. Patrzyła na to wszystko, ale jej uwagę przykuła tylko jedna gwiazda. Lśniła ona najbardziej i najpiękniej. Nanah, ada, Hannon le (mamo, tato, dziękuję). Dziękuję, że przy mnie jesteście.
 - Zadowolona z siebie? – zapytała zrozpaczona Weaorne.
 - O co ci chodzi? – zapytała zeskakując. Powoli traciła cierpliwość. Mogła tylko patrzeć, jak każdego dnia odbiera jej ukochanego.
 - Dobrze wiesz o czym mówię!
 - Słuchaj – złapał ją za górę brązowej sukni. – To, że Legolas cię toleruje, nie znaczy, że ja też! – warknęła. – Nie wiem co ci zrobiłam…
 - Kłamiesz! – przerwała jej.
 - Słuchaj…
 - Alwina! Puść ją! – spojrzała zła na Legolasa. Pchnęła ją na ziemie, wiedząc, że to tylko pogorszy sprawę. – Co się z tobą dzieje?!
 - Haha – zaśmiała się ironicznie. – Ze mną?! – prychnęła. – Popatrz na siebie.
 - To twoja siostra! – warknął parabolicznie. – Jak możesz udawać, że jej nie znasz?!
 - Siostra?! – zaśmiała się. – Moja siostra zmarła mając niecały rok! – próbowała powstrzymać emocje, co jej za bardzo nie wyszło. – To nie ja zrobiłam dziecko, Tauriel! – pękła. – Tatuś od siedmiu boleści się znalazł! – prychnęła.
 - Zamilcz! – warknął.
 - Bo co?! Boisz się, że ktoś to usłyszy?! Jesteście siebie warci!
 - O niczym nie masz pojęcia – ścisnął jej nadgarstek. Jej serce zakuło boleśnie. Nie spodziewała się, że on będzie w stanie podnieść na nią rękę. Nie poznawała tego elfa, który tak bardzo ją chronił. Całą sobą powstrzymywała łzy, które cisnęły się jej do oczu. Nie mogąc wytrzymać syknęła cicho z bólu. Nagle ocknął się jak ze snu. Spojrzał na swoje zbielałe kostki, miażdżące nadgarstek Alwiny. Przerażony puścił ją natychmiast. – Alwina… - szepnął błagalnie. Widział co robi, ale nie mógł tego skontrolować. Jakby był uwieziony we własnym ciele.
 - Zostaw mnie! – po jej policzkach poleciały łzy. Nim zdążył zareagować, znalazła się poza jego zasięgiem.
 - Przepraszam! Proszę, Alwina! – krzyczał za nią bezradnie. – Co ja zrobiłem? – szepnął przerażony.
 - Legolas…
 - Nie, Weaorne– przerwał jej. - Zostaw mnie samego.

 - Jak chcesz - mruknęła zła i odeszła.

Czuł się jak ostatni kretyn. Jak mógł jej to zrobić? Przecież ją kochał, najbardziej na świecie. Czuł, że coś jest nie tak, ale nie wiedział co. Od paru dni nie poznawał samego siebie. Nie wiedział, kiedy zaczął płakać. Zasłużył siebie na to wszystko, to była jedyna rzecz, której był pewny. Kiedy Weaorne opowiadała mu o tych wszystkich rzeczach, czuł narastającą w sobie wściekłość, ale ona uchodziła wówczas gdy patrzył w oczy Alwiny. Coraz częściej bywał roztargniony i ospały, a nigdy taki nie był. Chłodny wiatr otulił jego twarz. Czując na policzku chłodną dłoń, przymknął oczy, a jego serce powoli uspokajało się. Nie wiedział jak to zrobi, ale musiał ją przeprosić, błagać na kolanach i zrobić wszystko by mu wybaczała.
 - Wkopałeś się melon (przyjacielu) – usiadł koło niego Gimli.
 - Słyszałeś wszystko? – zapytał, czując kolejną falę upokorzenia tej przeklętej nocy.
 - I widziałem… I słyszałem… - westchnął.
 - Nigdy bym jej tego nie zrobił. Ona po prostu stała. Nie próbowała się bronić, nawet nie krzyknęła. Płakała – schował twarz w dłoniach, powstrzymując kolejny napad szlochu. – Sprawiam jej tylko ból.
 - Ostatnimi czasy dość często – pogładził swoją brodę namyślając się chwile. - To wszystko odkąd przyłączyła się Weaorne – stwierdził ostatecznie.

Upadła zapłakana na ziemię. Wiedziała, że to zbliża koniec. Wybaczenie tego, równało się z orkiem przechodzącym na dobrą stronę. Nie wiedziała jednak, jak postąpi, gdy spojrzy w jego oczy. Zawsze w tedy o wszystkim zapominała, a kłótnie wydawały się błahostkami. Miłość ma niesamowitą moc. Otarłszy łzy, ruszyła powolnym krokiem do obozu. Nim zdążyła dojść uszczypnęła policzki, by pozbyć się ich czerwonej barwy. Ze spuszczonym wzrokiem usiadła obok blondwłosej przyjaciółki. Spojrzała kątem okna na Legolasa, który wpatrywał się w nią ze skruchą. Alwina to zignorowała. Nie mogła pojąć, jak można zmienić emocje w ciągu jednej sekundy. Najpierw kogoś nienawidzić, a potem nagle kochać. Z każdą myślą pogrążała się coraz bardziej. Powstrzymywała łzy, które chciały uwolnić ją od wszystkich emocji. Mimo tego nigdy nie przestawała wierzyć, w każdą kolejną szansą. Chciała chociaż spróbować. Nawet jeżeli miałoby się to nie udać. Nivis spojrzała na nią pytająco.
 - O co chodzi? – złapała ją za rękę.
 - Przegiął. Nie pozwolę obrażać siebie i swojej rodziny.
 - Legolas? Rzeczywiście ostatnio zachowuje się bardzo dziwnie. Nawet podniósł na mnie rękę. Jak… nie on – spojrzała w jego kierunku. Kiedy ich spojrzenia skrzyżowały się ze sobą uśmiechnęła się do niego. Nie był w stanie tego odwzajemnić. Miał ochotę paść Alwinie do stóp i błagać ją o przebaczenie. Nigdy się do czegoś takiego nie posunął. Sam nie wiedział, kim wtedy był. – Może porozmawiaj z nim. Jest strasznie przybity. Widać, że żałuje tego co zrobił.
 - I zrobię to, ale on musi wykonać pierwszy krok. Nie jestem w stanie go zrobić – szepnęła patrząc przed siebie z bólem w oczach. – Te wszystkie problemy – westchnęła ciężko. – Weaorne… Ona go nastawia przeciwko mnie. Naopowiadała mu coś o mojej rodzinie – przerwała na chwilę. – Boli mnie to, że bardziej wieży jej niż mnie. Przecież mnie zna – przygryzła wargę powstrzymując się od płaczu. – Przecież mnie zna… - szepnęła.
 - Ona daje mu pić tylko z jednego bukłaku – Nivis zmrużyła oczy. – Teraz też. Myślisz, że to może mieć związek? – spojrzała na Uriel idącą w ich stronę.
 - Nie mam dowodów Nivis…
 - Na to, że go truje? – zapytała narzeczona Shapiro.
 - Też to zauważyłaś? – spojrzała na nią blondynka.
 - Tak – przysiadła się. – Podsłuchałam jak próbuje go przekonać, że to nie jego wina. Powiedziała, że zasłużyłaś na to. Co więcej na początku się zgodził. Do póki – zastanowiła się na moment. – Do póki nie spojrzał na ciebie. W tedy zaprzeczył. To nie był dobry pomysł, żeby ją przyjmować – westchnęła. – Gimli miał rację. I ty również masz, nie mamy podstaw, by się jej pozbyć – spuściła wzrok.
 - Musimy czekać. Może, sam oprzytomnieje, w co wątpię, ale mam was – uśmiechnęła się przytulając się do nich.

Następne dni mijały im powolnie. Posuwali się w stronę doliny półmroku. Za parę dni mieli do niej wejść. Gdzie słońce nie przebija się przez czarne chmury, a za dnia panuje nocny mrok. Zimy w tamtym rejonie są nie do zniesienia. Czasem nawet gruby, futrzany płaszcz nie pomagał. Patrzyli smętnie na zmarzniętą ziemię. Lekki wiatr rozziewał wesoło trawę, bawiąc się z nią, w zabawę, którą tylko oni znają.
Słońce dopiero co wznosiło się ponad wyżyny niebieskie, tworząc paletę barw, a w drużynie panowałby cisza, gdyby nie Gimli, który próbował rozluźnić atmosferę opowiadając żarty Luthiasowi. Oczywiście nie był zadowolony, że dzieli z nim wierzchowca (zdecydowanie wolał podróżować z Legolasem), ale nie potrafił oprzeć się pokusie.
Alwina opierała policzek o ramie Nivis, która wpatrywała się rozmarzona w różowe chmury. Rozmyślała o dzieciach, ich przyszłości w czasach pokoju. O władcy Rivendell, który opiekował się nimi i przygotowywał do ostatecznego starcia, które zbliżało się nie ubłaganie z każdą minutą. Raz po raz patrzyła na Uriel tulącą się w Shapiro, który trzymał ją za ręce.

Kolejne dni posuwali się doliną pół mroku, która jeszcze bardziej przygnębiła drużynę. Teren stawał się bardziej skalisty utrudniając nieraz przejście wierzchowcom. Drzewa rosły tam bez liści, popróchniałe i czarne jak smoła, na których nawet kruki nie chciały siedzieć. Na ich szczęście przeszli ją sprawnie mimo zasp śnieżnych i w czwarty dzień wychodzili z przeklętego pasma, mając przed sobą dwa dni drogi do Lorien. Siwa klacz Nivis prowadziła dumnie grupę na przód.
 - Alwina? – zapytała wyrównując z nią konia. – Ja wiem, że to nie nasza sprawa… I nie powinnam zaczynać tego tematu… Ale tak zastanawiałyśmy się z Uriel – nie wiedziała jak jej to powiedzieć. – Ty go kochasz, prawda? – podniosła na nią wzrok.
 - Tak kocham go – szepnęła wahając się i przymykając na chwile oczy. – Myślałam, że jak głośno się do tego nie przyznam, to… to minie, ale nie minęło. Zresztą jakie to ma znaczenie? – prychnęła. – Nie powinnam była dawać sobie jakiejkolwiek nadziei.
 - Nie mów tak! – wtrąciła się Uriel. – Wszystko się ułoży, zobaczysz – uśmiechnęła się pocieszająco.
 - A co jeśli można zmienić twoje przeznaczenie? Co jeśli to nie prawda? – spojrzała na nią błagalnie Nivis.
 - Bzdura…
 - Obóz! – krzyknął Gimli, przerywając ich rozmowę. Drużyna spojrzała po sobie pytająco.
 - Powinniśmy zawrócić – powiedziała Weaorne, głosem nie znającym sprzeciwu. Kobieta objęła Legolasa w pasie, widząc wzrok Alwiny na sobie. Valatimpe przełknęła ślinę i zignorowała to z trudem.
 - Nie możemy. Jeżeli to niewinni ludzie… Musimy im pomóc – odparła beznamiętnie.
 - Weaorne ma rację – wtrącił Legolas, połykając wzięty łyk wody z bukłaku. – Nie możemy ryzykować.
 - Nie możemy?! – zdenerwowała się. – Żartujesz sobie? Musimy im pomóc! Taki jest nasz obowiązek. To wojna!
 - Jeżeli sami zginiemy, w niczym nie pomożemy! – warknął zły.
 - Mówisz tak, bo ci się ona podoba – odpowiedziała spokojniej. – To do mnie należy ostatnie zdanie – wycedziła przez zęby ruszając do przodu. Książę i Weaorne nie ruszyli od razu. Patrzył na przyjaciół, którzy poparli dziewczynę.
 - Masz, napij się jeszcze – podała mu ponownie bukłak. – Napełnimy go tam, nie musisz teraz oszczędzać – posłusznie wykonał jej polecenie. – Mówiłam ci…
 - Tak – przerwał jej. – Przepraszam, że ci nie wierzyłem. Udawała niewiniątko. Pff… Uwierzyłem jej… Księżniczka od siedmiu boleści – przełknął głośno ślinę. Co ja wyprawiam?! Skąd we mnie tak nagła złość?! Muszę ją przeprosić. Znowu to zrobiłem… Przymknął oczy, ruszając. Niestety, ale nie ma racji. Pomyliła się bardziej niż kiedykolwiek. Weaorne nie podoba mi się. Moje serce należało, należy i będzie należeć, tylko do niej.
****
Z góry przepraszam, ale to miała być zima i mi się pomieszało, to przez wiele spraw związanych z moimi blogami i w ogóle. Tak, i no cóż pierwsza cześć kończy się wraz z następnym rozdziałem tj. 13, mam nadzieje, że was zaskoczę :).
No i przepraszam za błędy, ale pisze to wieczorami kiedy jestem na wyczerpaniu :). 3 kl gim i powtórki do egzaminów… To najgorszy egzamin, bo nie da się do niego podejść drugi raz. DO matury przynajmniej można przystąpić 2 raz. No i okoliczności rodzinne...
Ale jestem wam bardzo wdzięczna za ostatnie komentarze. Naprawdę dziękuje wam, że to czytacie, mimo że może nie zawsze zgadza się wszystko z Tolkienem, ale to moja historia. Te komentarze naprawdę motywują, i te długie i te krótkie tak samo (sama nie umiem pisać długich xD)
Jak widzicie błędy to piszcie, poprawie się :).

niedziela, 6 marca 2016

Zapowiedź :)

 - Zadowolona z siebie? – zapytała zrozpaczona Weaorne.
 - O co ci chodzi? – zapytała zeskakując. Powoli traciła cierpliwość. Mogła tylko patrzeć, jak każdego dnia odbiera jej ukochanego.
 - Dobrze wiesz o czym mówię!
 - Słuchaj – złapał ją za górę brązowej sukni. – To, że Legolas cię toleruje, nie znaczy, że ja też! – warknęła. – Nie wiem co ci zrobiłam…

 - Kłamiesz! – przerwała jej.