poniedziałek, 8 lutego 2016

Rozdział 11 – Przeszłość

Szli już od kilku dni. Ich nowa towarzyszka nie zdobyła ich całkowitego zaufania, ale darzyli ją sympatią, tylko Gimli nie był zachwycony z jej towarzystwa. Najwyraźniej tak miało być, mieli spotkać się przy Wielkiej Rzece Anduina. Może los tak chciał, a może to był zwykły przypadek.

Mijała kolejna nieprzespana noc. Wyszła na pałacowy taras i oparła się o betonową balustradę. W jej głowie nadal szumiały ostatnie zdanie Laucatimpe – jej męża: ‘’Nie ważne co się stanie, co postanowisz, rób tak by być szczęśliwą.’’ Obiecała dotrzymać słowa, ale nie potrafiła tego zrobić. Wszystko przez ostatni list jaki w tedy dostała. Zawiadomienie o jego śmierci. A przecież obiecał, że wróci i będą żyć jak przedtem. Obiecał i nie dotrzymał obietnicy. Wiec dlaczego ona miała? To jednak nie była jedyna jego obietnica. Powiedział że gdy znów weźmie ją w ramiona zatańczą razem na łące pod rozgwieżdżonym niebem.
 - Obiecał mi, że zatańczymy pod gwiazdami – odwróciła się do Thranduila.
 - Wiem że to cię nie pocieszy. Nawet nie potrzebujesz tego – pokręcił głową. - Był oddanym przyjacielem. Obronił mnie i stracił życie, nie mogę siebie tego wybaczyć – zrobił dwa kroki do przodu by znaleźć się koło niej. – To moja wina, przepraszam – odchrząknął.
 - Nie obwiniaj się – złapała go za łokieć. – Wiedział co robi – uśmiechnęła się.
 - Wiesz… - zaczął niepewnie. – Obiecałem mu, że zatańczę z tobą za niego. Co ty na to? – uśmiechnął się. – Mogę?
 - Oczywiście – położyła prawą dłoń na jego, a drugą na ramieniu. Czuł że nie jest w swoim ciele jakby ktoś w niego wszedł. Posługiwał się jego ciałem. Nivis to wyczuła. – Laucatimpe – położyła głowę na piersi Thranduila. Zaczęli się wolno kołysać, w rytm szumu wiatru. W jednej chwili jej przyjaciel zamienił się jej męża, a oni stali boso na trawie.
 - Kocham cię – wyszeptał całując ją. Poczuła się jak kiedyś. Odwzajemniła go. Uśmiechnęli się do siebie, a on zaczął znikać. – Będę cię pilnował, Ciebie i dzieci. Kocham cię – po jego policzku spłynęła łza.
 - Kocham cię – powtórzyła zanim znów znalazła się na tarasie w objęciach Thranduila. Po jej bladym policzku spłynęła łza, w której odbijało się światło księżyca i gwiazd…

Przeniosła wzrok na Legolasa i uśmiechnęła się widząc, że trzyma dłonie Alwiny. Cieszyła się szczęściem przyjaciółki. I choć elfka wypierała się uczuć względem księcia, widziała jak się przy nim zachowuje. Jak patrzy mu w oczy. Tak jak ona patrzyła swojemu mężowi. Z bezgraniczną miłością. Legolas nie jest jej dłużny. Zastanawiam się dlaczego jej nie powie. Nie widzą i nie zobaczą, póki któreś z nich nie zdecyduje się na pierwszy ruch. Zaciągnęła lejce by znaleźć się koło nich.
 - Zamierzasz przerwać gołąbeczką? – zaśmiał się Gimli siedzący przed elfką.
 - Yhym – zachichotała. – Jestem ciekawa jak zareagują – wyrównała się z ich koniem. – Ekhem – odchrząknęła. Alwina speszona przeniosła na nią wzrok. Jej policzki poczerwieniały kiedy przyjaciółka poruszyła znacząco brawami. – Nie chciałbym wam przeszkadzać – spojrzała na księcia gryzącego policzki od środka. – ale muszę. Macie już jakiś pomysł odnośnie rzeki? – zapytała nadal chichocząc. Legolas spojrzał na nią zakłopotany nie wiedząc co robić. Po chwilę postanowił jednak zachować powagę.
 - Jeżeli uda się nam to wpław, a jeżeli nie to okaże się na miejscu – nie wypuszczał dłoni Alwiny.
 - Yhym… Alwina? – uniosła głowę znad Legolasa. – Co cię podkusiło, żeby ją przygarniać? Może okazać się nie bezpieczna – spojrzała na nią pytająco. Wiedziała że księżniczka nie pozwoliłaby nikomu umrzeć z głodu czy wyczerpania, ale nadal nie rozumiała. – Rozumiem że tak należało postąpić, ale przecież to niebezpieczne czasy. Teraz każdy może okazać się zdrajcą.
 - Nie zależenie od czasów, tak należało postąpić – uśmiechnęła się.
 - W takim razie nie przeszkadzam – puściła im oczko i wyrównała konia z wierzchowcem Uriel i Shapiro.

                Wędrowali już od trzech dni. Starali się ograniczać rozmowy by być przygotowanym do ewentualnego, ale bardzo prawdopodobnego ataku. Luthias zapominając o Valatimpe zauroczył się w Weaorne, której podobały się jego zaloty. Zrozumiał że musi zapomnieć i przestać żyć przeszłością, gdyż nic i nikt nie będzie w stanie nakłonić Alwiny do miłości względem niego. Gimli obserwował każdy krok nowej towarzyszki, bojąc się o przyjaciół i samego siebie. Reszcie drużyny pozostała ona obojętna, ale dążyli ją coraz większą sympatią.
Dotarłszy na miejsce Smocza Księżniczka zsunęła się z wierzchowca. Czując coś pod swoja stopą cofnęła się trochę. W trawę była wbita srebrna sprzączka w kształcie okręgu ze smokiem w środku. Patrzyła na to przez chwilę, ale w końcu zdecydowała się podnieść przedmiot. Błądziła opuszkami palców po symbolu rozpoznając właściciela sprzączki. Należał do jej matki. Pamiętała jak pochylała się nad nią całując w czoło. Za każdym razem gdy to robiła dotykała przedmiotu zastanawiając się co to może oznaczać. Jak się później dowiedziała, jej matka była wygnaną królową. Uśmiechnęła się czując jej usta na swoim czole. Kiedy dorastała brakowało jej tego. Czułego spojrzenia wpatrującego się w swój mały skarb kiedy zdmuchiwała skrzący się ogień świecy. Weaorne wybałuszyła oczy. Siedziała na koniu wpatrując się ze złością w przedmiot. Alwina miała tego nie znaleźć! Co za pokraki! Jak mogli to zgubić. Mogłam sama tego dopilnować! Gdybym tylko jeszcze miała czas… No cóż, trudno się mówi. Muszę zwrócić ich uwagę na siebie. Tylko jak…
Przymknęła oczy i zaczęła powoli zsuwać się z konia. Legolas natychmiast zareagował. Złapał dziewczynę w objęcia i rozłożył na trawie sprawdzając tętno. Krasnolud spojrzał na przyjaciela i pokręcił przecząco głową. Luthias był zazdrosny o nią, chciał jej zaimponować. Nie rozumiał jego zachowania. Podszedł do Alwiny i wziął sprzączkę.
 - Smok? Czyje to? – zapytał bez ogródek obserwując badawczo przedmiot. – Zostało wykute w Morii – szepnął.
 - Mojej matki… Tak, kuli je kiedyś dla rodu smoków.
 - A tak właściwe to czemu smok – pogładził swoją rudobrązową brodę Gimli. – Nie rozumiem przecież…
 - Jestem ich księżniczką – zaśmiała się słysząc pytanie Gimliego. - Moja matka była prawowitą dziedziczka tronu. Mój pra pra dziadek przeniósł królestwo do Śródziemia – podeszła do Weaorne i pomogła Legolasowi ocucić ją. – Jest pewnie przemęczona. Luthias nich pojedzie teraz z przodu, tak na wszelki wypadek – mężczyzna uśmiechnął się do niej. – Musimy jak najszybciej przedostać się na drugi brzeg, zaraz mgła wszystko przesłoni – powiedziała z niepokojem wstając i obserwując parę unoszącą się nad taflą wody. – Legolas pomożesz? – zwróciła się do elfa, który uśmiechnął się do niej pozostawiając nową towarzyszkę Luthiasowi.
Zdecydowali, że Gimli wraz z Weaorne przejadą wpław na koniu. Błękitna toń powoli zajmowała coraz większe partię ich ciał przemaczając kolejne milimetry ich rzeczy. Zimno przejmowało każdy kawałek ich skóry. Lodowy uścisk nie ustawał. Krasnolud nie był zadowolony, że musi dzielić konia z blond włosom kobietą, ale bał się zbyt bardzo żeby o tym myśleć. Spiął się i trzymał kurczowo lejcy. Kostki na dłoniach wybielały mu, a w oczach odbijała błękit toni wody. Gdy przeszli rzekę do połowy konie były zanurzone powyżej kłębów. Po paru minutach znaleźli się na pożółkłej o tej porze trawę. Zbliżała się zima. Stada ptaków migrowały w cieplejsze strony. Zadowolony Gimli zsunął się niezgrabnie z siodła na ziemię i pocałował ją chwaląc za jej stabilność. W duchu przeklinał wodę, swojego największego wroga. Bez zwłoki ruszyli dalej.
Szli po równinie Pól Gladden. Drzewa całkowicie starca swe liście, które lęgnął na ziemi po to by zbudzić się na nowo. Są jak życie poległych żołnierzy, którzy walczyli za upragnioną wolność…

I staną w złotych zbrojach
Ustawieni zawsze w rojach
Z mieczem lśniącym przy pasie
Nigdy nie patrzący za się
Wcale nie straszna im trwoga
Choć przed nimi jest pożoga[1]

Jaskrawo niebieskie niebo przełamywało się na czerwień. Nad nimi szybowały orły wskazując właściwą drogę. Gimli patrzył na nie z zachwytem przypominając sobie dawne czasy Thorina. Uśmiechnął się szeroko widząc ich rozpostarte skrzydła niosące je ponad jego głową. Panowała cisza, kiedy nagle przed nimi o kilka metrów oddalony stanął dęba biały koń fryzyjski. Krasnolud wytrzeszczył oczy widząc masywną, ale smukłą klacz. Wiatr rozwiewał jego długą grzywę i ogon, który podrywał się z ziemi, a sylwetka skrzyła się od promieni słońca. Konie towarzyszy zaczęły stąpać z nogi na nogę gotowe do ucieczki. Alwina zsunęła się z konia Legolasa po czym szepnęła mu do ucha ‘Nie bój się’. Biała klacz rżała tupiąc nogą o ziemie. Elfka wyciągnęła delikatnie rękę patrząc koniowi w oczy. Ninquëtinwë –bo tak nazywali ją elfowie, podeszła do niej ostrożnie i przyłożyła chrapy do jej dłoni. Dziewczyna zrobiła krok do przodu i objęła szyję klaczy. Weaorne przypatrywała się jej spokojowi z zazdrością. Napotykając wzrok krasnoluda schowała twarz we włosach. Wkurza mnie ten karzeł. Muszę być ostrożna nie polubił mnie i ciągle pewnie kontroluje. Może mnie zdemaskować, a na to zdecydowanie za wcześnie. Powinnam była skupić się teraz na Legolasie. Muszę go odciągnąć od Alwiny. Jeśli nie mogę zniszczyć jej od zewnątrz trzeba od środka. Sanga, ona pomoże. Muszę tylko się postarać i zrobić z siebie ofiarę. Ciekawe czemu nie użyła mowy zwierząt. Pf… Księżniczka od siedmiu boleści. Alwina delikatnie wsunęła koniowi czarną uzdę i wsiadła na oklep. Uśmiechnęła się słysząc ciche pochrapywanie klaczy. Ku zdziwieniu towarzyszy pognała ją, śmiejąc się przy tym radośnie. Rozbawieni przyjaciele ruszyli za nią zostawiając za sobą resztkę słońca.
Zatrzymali się przy małej skale. Gimli z Luthiasem zajęli się ogniskiem, Uriel z Shapiro kocami, a Nivis przeliczała żywność wpatrując się w Alwinę, która zajmowała się końmi wraz z Legolasem i Weaorne. Gdy nadszedł czas posiłku usiedli w kręgu w koło ognia.
 - To co – zaczął Shapiro. – Rozdzielamy warty?
 - Nie dasz się nacieszyć spokojem – burknęła Uriel.
 - A ty gwiazdami.
 - Pr…
 - Możecie przestać? – zapytała z poważną miną Weaorne. – Nie możemy robić zbędnego hałasu…
 - O to się nie bój – przerwała jej Alwina. – Jakoś z nimi przeżyłam – zaśmiali się wspólnie. – To może pierwszą wy co? – uśmiechnęła się znacząco do Uriel. Elfka jak mogła zakrywała wypieki na policzkach.
 - Nie mam nic przeciwko – wtrącił rozweselony Shapiro, za co dostał kuksańca. – Au! Za co? – odsunął się teatralnie od narzeczonej. – Ja cię chętnie poprzytulam – pocałował ją w policzek.
 - No dobrze – westchnęła kładąc sobie dłoń na twarzy. – Dlaczego ja z tobą jestem?
 - Bo…
 - Eru! Oszczędź nas! – zawył Gimli.
 - Chce być z krasnoludem – zaśmiał się Luthias. – Może zdołam cię przekonać do kobiet.
 - Z przyjemnością cię…
 - W takim razie w trzeciej jestem ja, Alwina i Weaorne? – zapytał Legolas uśmiechając się do Valatimpe.
 - Na to wygląda – odwzajemniała uśmiech. – To może nasza trójka pójdzie przebadać czy jest tu bezpiecznie, a wy sprzątniecie wszystko? – przytaknęli. Jak powiedziała tak zrobili. Chodzili w ciszy przygotowani do ataku. Weaorne patrzyła z żalem na jasną głowę Alwiny, która prowadziła. Po jej policzku spłynęła łza. Legolas natychmiast ją otarł.
 - Alwina może pójdę z Wea sprawdzić tamte skały? – wskazał oddalone o parę metrów miejsce. Elfka siknęła głową i ruszyła przed siebie. Gdy już obeszli je przystanęli. – Co się stało? – zapytał z troską.
 - Ona jest taka dumna – podciągnęła nosem.
 - Kto? Alwina? Ona…
 - Jest zadowolona z tego – przerwała mu prychnięciem pełnym goryczy i żalu. – Jej ojciec zdradził żonę z moja matką. Jestem jej siostrą. Gdy dowiedział się, że moja matka znalazła mężczyznę… - pokręciła głową. – Artros był dla mnie jak prawdziwy ojciec. Wychowywał mnie przez sześć lat – po jej policzkach popłynęły kolejne łzy. – Zabił go. Ona dobrze o tym wie. Powiedziałam jej to kilka miesięcy temu. Teraz udaje, że mnie nie zna. Dlaczego ona to robi? – załkała żałośnie. – Co ja jej zrobiłam? – wtuliła się w niego. Mam go.
 - To prawda, że nie zwraca na ciebie najmniejszej uwagi – szepnął obejmując ją. – Porozmawiam z nią.
 - Błagam nie rób tego. Obiecaj…
 - Obiecuję…

[1] Chronione prawami autorskimi

****
Cześć i czołem! (po dłuuuugiej przerwie)
Na sam początku chce was poinformować, że zabraniam kopiować tego fragmentu pieśni (jeżeli komuś by się zachciało) chyba że udzielę na to pozwolenie, ale wolałabym nie.
Wiem, wiem, wiem… Skoro przychodzę po tak dużym czasie powinno być cos ciekawszego. To chyba najgorszy jaki napisałam tutaj. Ale obiecuje, że w następnym zacznie się dziać, ale z tego co widzę to może być krótki.
To chyba na tyle.
A nie jeszcze będzie zwiastun do drugiej części bloga. Która się niebawem zacznie.
Wiem, że z tego robi się coś takiego... no... romansidło, ale w drugiej części to  będzie dużo mnie widoczne ze względu na pewne okoliczności.
Do zobaczenia!
O i proszę o komentarze!
Jeżeli coś jest nie tak to piszcie bo po to jesteście żeby mnie poprawiać jak coś nie tak.
Do zobaczenia!


Rozdział

Rozdział pojawi się jeszcze w tym tygodniu, muszę go tylko poprawić ;)