sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 10 – Naga prawda

Wesołych i spokojnych świąt :*
Pijanego sylwestra :* :D :P

Przez całą drogę miała w głowie słowa Tauriel. Gdyby nie Legolas, który im przerwał. Żywiła tylko nadzieje, że to nic poważnego. Miała dość, jak na jakiś czas wiadomości dobrych i złych – zwłaszcza tych. Patrząc w oczy księcia czuła, że coś jest nie tak. Owszem nie uszło jej uwadze, że odkąd wybudziła się elf zrobił się bardzo skryty. Czasem nawet żałuje, że musiał ją uratować. Nie lubi być przyczyną zmartwień. Próbowała się nawet parę razy o to zapytać, ale za każdym razem kończyło się to fiaskiem. Przed salą tronową stało dwóch dumnie wyprostowanych strażników. Z uśmiechem na twarzy pełnili służbę w złotej zbroi. W oczach mieli już nie jedną bitwę wygraną, ale i przegraną. W końcu nie da się ciągle wygrywać. Prawda? Gdy tylko zobaczyli Legolasa ukłonili się i otworzyli nam drzwi.
Król uśmiechnął się życzliwie na widok Legolasa i Alwiny. Wiedział jak ich do siebie ciągnie i mimo, że dziewczyna próbowała to ukryć, on wszystko widzi. Jak na niego patrzy gdy jest prawie pewna, że nikt jej nie widzi. Z jaką czułością go przytula. Jej szczery pełen miłości uśmiech, którym dążyła go żona. Widząc, jak dziewczyna widocznie chowa coś za plecami podszedł do nich, a jego długa aksamitna zielono-szara peleryna ciągnęła się za nim, buty zaś wystukiwały rytm o posadzkę. Spojrzał zdziwiony na obojga.
 - Kąpaliście się razem? – zapytał próbując powstrzymać śmiech.
 - Nie! – wypalili szybko oboje, za szybko. - To znaczy tak! – znów to samo. Król Nie mogąc się powstrzymać wybuchł śmiechem, który odbijał się od ścian przekazując go dalej.
 - No dobrze, a co tam chowasz księżniczko? – dziewczyna podała mu zawiniątko zdziwiona, gdyż zawinęła je by nie wzbudzić podejrzeń.
 - Wiedziałeś – spojrzała na niego zdziwiona wytrzeszczając oczy.
 - Oczywiście że tak – ponownie się zaśmiał.
 - Księżniczka? – zapytał zdziwiony książę.
 - Z twoim ojcem wiedzą cztery osoby. – zaczęła bawić się swoimi palcami spuszczając wzrok. Gdy już miał je odwinąć do sali weszła Tauriel.
 – Możesz wyjść nie jesteś na razie potrzebna – schował skrzynkę pod pelerynę. Naburmuszona elfka ukłoniła się i niechętnie wykonała rozkaz. Tharnduil oddał Alwinie wierzchnią cześć jej stroju i zaczął przyglądać się wieku. Podszedł do tronu i zaczął się uważnie przyglądać rzeczom. Uśmiechnęli się do siebie. Legolas korzystając z chwili nieuwagi ojca chciał wziąć rękę dziewczyny co ukradkiem zobaczyła, ale gdy tylko ojciec księcia odwrócił się do nich cofnął ją natychmiast. – Widziała ją?
 - Chyba nie, nie miała jak – założyła pelerynę dla niepoznaki.
 - To dobrze. Nie wyruszy z wami ze względu na pewna okoliczność, którą Legolas ci wytłumaczy – wymieniał smutne spojrzenie z elfem. Spojrzała na nich pytająco.

„Może ma z nią dziecko? To by wyjaśniało jego dziwne zachowanie. Wszystko jasne. To o tym chciała mi Tauriel powiedzieć. No, ale nie mogę go odtrącić. Załamie się całkowicie. Muszę go wesprzeć. Ze mną rodziny i tak by nie stworzył. To w sumie nawet dobrze. Problem tylko w tym, że go kocham,. Przyszłego męża Tauriel i jej dziecka.” – patrzyła tępo w posadzkę.
Nie wiedziała co myśleć. Kolejny raz życie rzuciło jej kłody pod nogi. Czemu zawiniła? Tak często zadawała sobie to pytanie. Kiedy inni byli szczęśliwi ona zawsze cierpiała. Nigdy nie miała spokoju. Może w końcu nadejdzie ten dzień kiedy go odzyska. Nie będzie musiała się martwić. Na pewno nadejdzie.
 - Wyruszycie za trzy dni. A teraz trzeba ją otworzyć – wpatrywał się w jej kamienny wyraz twarzy. – Alwina? – dziewczyna spojrzała na niego wyrwana z rozmyślań.
 - Tak? – spojrzała na niego smutnym wzrokiem. – A tak – podniosła wieko, a z wnętrza wydobył się na krótką chwile blask.
 - Twoje atrybuty – uśmiechnął się lekko Legolas.
 - Na to wychodzi… - podała skrzynkę Legolasowi, a sama wyjęła medalion ze smokiem. Trzymała go w ręce wpatrując się w mały biały kamyk - diament, który trzymał smok w paszczy. Matka, zawsze mówiła, że ma patrzeć na najjaśniejszą gwiazdę i już nigdy nie będzie sama. Obejrzała go z każdej strony aż w końcu zawiesiła na szyi i schowała pod koszulą. Następna była korona, która przypominała diadem. Wykonany z lekkiego elfickiego metalu. Było również berło, którego trzon rozgałęział się i plątaniną oplatał diament. Wysadzany było mały kryształkami, które odbijając światło dawały niesamowite kolory na ścianach. Jak niebo roziskrzone od gwiazd. Znalazł się również pierścień ze smokiem.
 - Kiedy się ujawnisz? – zapytał ze smutkiem w głosie Thranduil. Jej matka sprawiedliwie władała, ale kiedy poznała swojego ukochanego zrzekła się tronu i nastał chaos; i pomyśleć, że gdyby nie upartość nadwornych urzędników jej królestwo by nie upadło.
Niegdyś piękne królestwo. Kwiaty kwitły na drzewach przez cały rok. Najczystsza woda płynęła strumieniami. Ludzie żyli w zgodzie z naturą i smokami. Kiedy młoda królowa zakochała się w prostym wieśniak, a ich miłość wyszła na jaw zakazano jej kontaktu z ukochanym pod groźbą detronizacji. Wiedziała, że sprowadzenie obcych ludzi, na urzędy nie było dobrym pomysłem. Niestety w tedy nie miała władzy. Jej ojciec stwierdził, że to dobre przedsięwzięcie. Oszukano go. Nie mając wyboru matka Alwiny zrzekła się tronu. Władzę objął w tedy jej brat, jednak w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął. Królestwo znów pozostało bez władcy. Na ziemiach zapanował chaos. Ludzie zabijali ludzi, okradali się nawzajem z braku pieniędzy i pożywienia. Ziemia wyjałowiała i porosła dzikim lasem. Smoki opuściły góry, doprowadzając do całkowitego wyniszczenia. Nowy król nadany przez królestwo, które zdradziło władców zaczęło wyniszczać jeszcze bardziej lud Królowej Smoków. Na jakiś czas wprowadzili szlachtę, ale nie widząc przyszłości, dla niegdyś najpotężniejszego królestwa opuszczono je pozostawiając już niewielu potomków smoków. Zaczęto na nich najeżdżać. Pozostały tylko stare ruiny.
 - Elrond to zrobi po mojej śmierci. Wcześniej to nawet sensu nie ma. Nikt już o nas nie pamięta. Zostałam najprawdopodobniej sama. Nasz ród wraz z moją śmiercią całkowicie wyginie.
 - Czuje się odpowiedzialny za tą tragedie – spojrzał smutno w jej oczy, ale ona uśmiechnęła się ciepło.
 - To wina tylko tamtych ludzi. Jeżeli miałby się ktoś o to obwiniać to właśnie oni, nikt więcej.
 - Dobrze więc. Wybaczcie, ale obowiązki wzywają – uśmiechnął się do niech i odszedł.

Już wiedział i był tego pewny. Kochał ją nad życie, a wizja wspólnej przyszłości napawała go ogromnym optymizmem. Schował srebrny pierścionek do pudełeczka, a je włożył do kieszeni. Planował to zrobić w inny sposób, ale brakło na to czasu. Stwierdził, że nawet jeśli nie będą to najromantyczniejsze oświadczyny, będzie to dowód jego bezgranicznej miłości. Zapukał do jej pokoju z samego rano, po czym w ciemno zielonej tunice i brązowych spodniach wszedł bez wahania do środka. Pocałował policzek śpiącej elfki i uklęknął przy łóżku. Zaspana elfka przetarła oczy i odwróciła się w jego stronę. Zaskoczona zamrugała parę razy oczami, myśląc że nadal pozostaje w krainie snu. Otworzył szaro-niebieskie pudełeczko i uśmiechnął czule.
 - Uriel jesteś gwiazdą na niebie, która świeci dla mnie w najciemniejszą noc. Motylem, który zwiastuje odrodzenie – dostrzegła w jego oczach łzy, przez co po jej policzku spłynęła łza, a zaraz za nią kolejne. – Wyjdziesz za mnie? Zechcesz towarzyszyć mi do końca życia? – zapytał z nadzieją.

 - Tak – wyszeptała ledwo słyszalnie nadal płacząc ze szczęścia. Włożył jej pierścionek na palec i pocałował. – Możesz mnie tak budzić codziennie – stwierdziła rozpromieniona.

Przyjaciele byli w niebo wzięci gdy dowiedzieli się o oświadczynach, a ich humory poprawiły się. Jutro z samego rana muszą wyruszyć, a ona nadal nie dowiedziała się o co chodziło Tauriel i Thranduilowi. Cieszyła się szczęściem przyjaciół, ale tajemnica nie dawała jej spokoju. Nie łudziła nawet sobie nadziei, że zobaczy przyjaciółkę w śnieżnobiałej sukni. Nie mogąc wysiedzieć w czterech ścianach swojego pokoju wybiegła do ogrodu. Wpatrywała się w ścieżkę usypaną białymi kamykami. Podnosząc na chwilę wzrok spostrzegła postać siedzącą na ławce. Ruszyła szybszym i zdecydowanym korkiem ku niej. Im bliżej niej była, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to załamany Legolas. Siedział zgarbiony podpierając się łokciami o kolan, a twarz miał ukrytą dłoniach. Usiadła koło niego i położyła rękę na ramieniu. Nawet nie drgnął. Nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Czując, że chce zostać sam chciała wstać.
 - Tauriel jest ze mną w ciąży – szepnął bliski płaczu. – Nie chce go. Byłem spity, wiedziała o tym. Nie kocham jej nawet – spojrzał w jej oczy. Widział w nich zawód i coś jeszcze, ale nie mógł tego określić. Czuł, że tak będzie. Stanie się w jej oczach nic nie wartym elfem, który sypia ze wszystkimi na prawo i lewo. Czekał więc cierpliwe aż odejdzie, da mu w twarz, wyśmieje. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło. Nic nie powiedziała tylko patrzyła tępym wzrokiem w jego oczy, w których miał łzy. Widziała jak cierpi. Nie mogła być bezuczuciowa. Owszem dobiło to ją całkowicie, ale był jej przyjacielem, a nawet kimś więcej. – Błagam powiedź coś – po jego policzku spłynęła łza. Nadal stała i patrzyła na niego. Patrzyła i nie wiedziała co zrobić jak zareagować, czy wybuchnąć płaczem, nakrzyczeć na niego, pocieszyć. Spuścił wzrok. Czuł, że to koniec, nie zasługiwał na to wszystko co miał.

„Czyli jednak. I co teraz? Będzie musiał ją poślubić… Dziecko musi mieć ojca. Nie można go pozbawiać żądnych z rodziców. To nie ludzkie. Dlaczego to takie trudne dać komuś odejść? Musiałam się to właśnie w nim zakochać? Co mnie oczarowało? Jego lodowato niebieskie oczy, a może oniemiający uśmiech, który rozjaśnia najciemniejszy mrok? Muszę go wesprzeć, nie mogę patrzeć jak cierpi. Nie potrafię, kiedy widzę jego łzy świat nie jest już taki wesoły.”
Przytuliła go przymykając oczy. Zacisnął bardziej ramiona. Nie chciał by odchodziła. Na pewno nie z takiego powodu. Liczy się tylko ona. Po dłużej chwili czując, że uspokoił się odsunęła się i spojrzała w jego oczy przepełnione wstydem.
 - Musisz je uznać – uśmiechnęła się pocieszająco. – Ale to nie znaczy przecież, że musisz kochać Tauriel – chwyciła go za rękę. Ulżyło mu. – Obiecaj, że nie wiem co by się działo będziesz je wspierał, nie musisz nawet Tauriel, ale to jest twoje małe maleństwo.
 - Obiecuję – ponownie ją przytulił. – Dziękuję. Bardzo cię cenię – wyszeptał zamykając oczy. – Zawsze wiesz jak mi pomóc, a ja tobie?

 - Zrobiłeś dla mnie o wiele więcej niż ci się zdaje. Nie chodzi mi o to kiedy uratowałeś mi życie – uśmiechnęła czując jak oplata ją mocniej. Potem już nic nie mówili. Siedzieli wtuleni w siebie nawzajem.

Po trzydziestu minutach zorientował się, że dziewczyna śpi. Uśmiechnął się widząc jak się uśmiecha. Podniósł ją, a ona oplotła swoje ręce wokół jego szyi. Zaniósł ją do pokoju mijając po drodze uśmiechy służby i ojca. Położył ją delikatnie na łóżku i przykrył aksamitną białą kołdrą. Wychodząc stanął w drzwiach i szepnął ciche „Kocham Cię”.
Uśmiechnął się do siedzącej z tyłu Alwiny, co z miłą chęcią odwzajemniła. Przy nim zapominała o przeznaczeniu, które należało spełnić, a życie stawało się piękniejsze i lepsze. Nawet teraz gdy on czekał na dziecko. Nadszedł czas, gdy siódemka podróżnych opuściła bramy Leśnego Królestwa udając się w stronę Gór Mrocznej Puszczy z nadzieją na lepsze dni. Gimli, który dotychczas jeździł tylko i wyłącznie na koniu z Legolasem, teraz musiał ‘zadowolić’ się Nivis. Bardzo polubił blond włosom elfkę. Po raz kolejny doświadczył mądrości i przyjaźni tej rasy, bowiem nie wszystkie elfy przywykły do krasnoludów, spoglądając i traktując ich jak gorszych od siebie. Niestety to działała w dwie strony. Nie każdy krasnolud byłby zdolny do takiego modelu przyjaźni.
Gdy w końcu wyszli z lasu mogli spokojnie udać się na pola Gladen. Długo zastanawiała się jak przejdą przez Rzekę Anduina, gdyż jesienią wody wzbierają. Jadąc po brązowo zielonej równinie zauważyli w oddali leżącą postać. Pognali konie do galopu. Po paru minutach zatrzymali konie widząc blond włosą kobietę. Alwina natychmiast zsunęła się z wierzchowca klepiąc go. Wyjęła bukłak i dała jej pić.
 - Dziękuję pani – uśmiechnęła się.
 - Kim jesteś i dokąd zmierzasz? – spojrzała na nią podejrzliwie.
 - Weaorne pani, a zmierzam do Rohanu – odparła patrząc na Legolasa.
 - W takim razie pojedziesz z nami, jeżeli ci to odpowiada – skinęła głową. Alwina pomogła wsiąść jej na konia Luthiasa uśmiechając się ciepło do przyjaciela. Po kilku minutach jazdy Legolas głowę w jej stronę.
 - Nie boisz się, że to szpieg?
 - Nie, mamy przewagę. A nawet jeśliby to chodzi im tylko o mnie – uśmiechnęła się co odwzajemnił i skupił się na drodze. Chwycił jej rękę oplatającą go w pasie. Czuła, że to jej miejsce. Znów zaczęła marzyć. Gdyby nie musiała wykonać zadania, Legolas odwzajemniał jej uczucia. I wiedziała, że choć nigdy nie powie mu ‘Kocham Cię’, życie bez niego byłoby jeszcze trudniejsze, a wiecznie w Pałacu Thranduila nie mogłaby przebywać. Zawsze się zastanawiała dlaczego się w nim zakochała w końcu zawsze znajdą się piękniejsi, mądrzejsi, odważniejsi. Więc dlaczego?
****
Cześć i czołem! Dawno mnie tu nie było! No, nw dlaczego wszędzie były smoki, ale tak jakoś, stwierdzałam, że to jej atrybuty.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale jestem bardzo zmęczona.

I teraz będę musiała się skupić na konkursie, na który pisze opowiadanie wiec przez święta niestety nie tknę blogów.

sobota, 12 grudnia 2015

Reklama

Przepraszam za zwłokę, ale musiałam Poprawić rozdział na innego bloga. Pisałam próbne testy, przygotowywałam się do zawodów z kosza i jestem przeziębiona, a teraz jeszcze będę miała próby na przedstawienie. Ale nowy 10 się już piesze :)
Te zdjęcia sama przerabiałam. Na drugim tego nie widać, ale z lewej są włosy Alwiny, bo screen zrobiłam z filmu. :)