środa, 11 listopada 2015

Rozdział 9 – „Tak za tobą tęsknie”

Obudził się bólem głowy. Czuł się jakby ork przywalił mu toporem w głowę. Gdy zorientował się, że leży nagi w łóżku Tauriel przeraził się. Kiedy do pokoju weszła elfka, natychmiast owinął się kocem i zamknął oczy. Nie mógł uwierzyć jaką głupotę popełnił. Jakie będą tego konsekwencje. Co będzie musiał zrobić. Przecież kocha Alwinę, nie może…
 - Proszę włóż coś na siebie – błagał. Zachichotała i ubrała swój szlafrok. – Czy… my… głos mu drżał. – Czy… m-my-y… - nie mógł nic powiedzieć.
 - Tak i to nie raz – zaśmiała się radośnie. Książę zrobił się blady i wybałuszył oczy. Nie będzie mógł spojrzeć dziewczynie w oczy, ojcu, przyjaciołom, wszystkim. Jak mógł być tak nie rozważny! Jak mógł do tego dopuścić. Przecież elfka może zajść teraz w ciążę. Podeszła do niego i chciała pocałować, ale odepchnął ją od siebie.
 - Proszę wyjdź, chciałbym się ubrać – przełknął silne nadal wybałuszając oczy.
 - Kochanie przecież…
 - Nie nazywaj mnie tak. Nie cofnę tego co się stało. Widziałaś, że byłem pijany! – warknął nerwowo. – Widziałaś. Dla mnie to nic nie znaczyło. Proszę nie mów nikomu.
 - Jak chcesz – burknęła wściekła i wyszła trzaskając drzwiami…
Zmierzał w kierunku sali tronowej. Musiał powiedzieć ojcu. Nie mógł tego ukrywać, każdy musi brać odpowiedzialność za swoje czyny. Teraz jest już za późno. Ukrywanie tego tak czy siak kiedyś by się skończyło. Wszedł zmieszany ze wzrokiem przykutym w podłogę. Król widząc kamienny wyraz twarzy syna nakazał opuścić wszystkim salę.
 - Co się stało? – zapytał gdy tylko drzwi zamknęły się za strażnikami. Książę nie spojrzał mu w oczy. Nie potrafił. Czuł, że go zawiedzie, wychował go na dobrego elfa-sam, a teraz? Pomyśli pewnie, że to jego wina. Zawiódł nie tylko go, ale także siebie. – Powiesz? – uśmiechnął się ciepło.
 - Spałem z T-tauriel – wydukał. Thranduil wyprostował się przerażony na swoim tronie. Spojrzał na niego z góry.
 - To jakiś żart? – zaśmiał się nerwowo. Legolas nie spuszczał wzroku z podłogi. – Odpowiedz! – warknął uderzając pięścią w oparcie.
 - Nie. Byłem pijany. Wiedziała o tym. Nie kocham jej. Nie mogę jej poślubić. Alwina…
 - Wiem – przytulił go przerywając mu. – Porozmawiam z nią. Módl się by nie zaszła w ciąże. A teraz idź do Valatimpe (Alwina).
 - Ja…
 - Wiem Legolas, tak samo było z Twoją matką, dokładnie tak samo – uśmiechnął się na samo wspomnienie. Tak właściwie to nie pochodziła z żadnego szlachetnego rodu elfów, ale pokochał ją jak córkę.
 - Dlatego…
 - Wiedziałem, że Tauriel to nie partia dla Ciebie, i miałem racje. Idź do niej. Nadal śpi. Lekarze powiedzieli, że może to potrwać nawet do miesiąca – uśmiechnął się pocieszająco.

 - Masz rację – wyszedł…
Nadal nie mógł uwierzyć w to co się stało. Miał pretensje do siebie o to, że nie wspierał syna dostatecznie, tak jak powinien. Co jeśli zrobił by coś gorszego? Pociął się, albo zabił? Nawet nie mógł sobie tego wyobrazić. Obiecywał Laurëariel, tyle razy…Gdy do pomieszczenia weszła rudowłosa elfka przerywając jego myśli, strażnicy opuścili salę. Elf zmroził elfkę spojrzeniem pełnym wyższości i pogardy. Zastanawiał się czy nie wydalić jej ze służby, ale to mogłoby dać poddanym do myślenia.
 - Witaj ada (tato) – uśmiechnęła się.
 - Nie zwracaj się tak do mnie – warknął. – Był pijany! – uderzył pięścią w tron. – Wiedziałaś!
 - To nie zmienia faktu…
 - Właśnie, że tak! Taki czyn musi być świadomy! Nie pozwolę mu zmarnować życia – warknął przez zaciśnięte zęby. Podszedł do niej i staną tuż przed nią.
 - Masz na to dowód? – zapytała z chytrym uśmiechem pewna siebie.
 - Myślisz, że jestem taki głupi? – zaśmiał się i przyniósł jej księgę po czym pokazał fragment prawa. Jej uśmiech tak szybko jak się pojawił tak szybko znikł, a on zaśmiał się triumfalnie. Nie pozwoliłby nawet na ten ślub, wywiózł ją gdzieś, wymazał pamięć. – Jeśli będziesz w ciąży dostaniesz pieniądze na wychowanie dziecka.
 - Nie pozbędziecie się mnie tak szybko, a on jeszcze będzie mój – warknęła wściekła i wyszła…
Od trzech tygodni nie opuszczał jej pokoju. Nie wiedział jak jej to powiedzieć, z czego też często płakał; a myśl, że go w tedy odtrąci tylko pogarszała sprawę. Nie ma nic gorszego od strachu. On włada naszymi emocjami, i bez otrząśnięcia się nie jest do wygrania. Ludzie bojąc się doprowadzają do nieodwracalnych decyzji. Nią w tedy też kierował strach. Pocałował jej rękę, czoło i policzek, kiedy chciał usta do pokoju niespodziewanie weszła Uriel. Na widok zmieszanego elfa zachichotała pod nosem, chociaż wiedziała, że to nie na miejscu. Legolas tylko smutno odwzajemnił jej uśmiech.
 - Thranduil cię woła, Tauriel przyszła – westchnął ciężko i wyszedł. Obawiał się najgorszego. Dziecka. Brzemię, na które jeszcze nie był gotowy. Nawet nie chciał zostać ojcem, do póki nie znajdzie swojej wybranki. Nie wyobrażał sobie takiego życia z doskoku. Nikt na pewno nie będzie chciała się z nim w takiej sytuacji związać. Miał znaleźć drugą połówkę i mieć dzieci, ale w takiej opcji z przyszłością Valatimpe (Alwina) nie było to możliwe. Nie pokochałby drugi raz. Nie mógłby. Zawsze widzi jej szare oczy, które śmieją się z niego, olśniewający uśmiech, rumiane policzki i niesforne włosy, które pod wpływem obrotu owijały jej twarz. Wszedł do sali nie spuszczając wzroku z ziemi. Gdy zobaczył elfkę z powrotem go spuścił. Było mu wstyd.
 - Jestem w ciąży – powiedziała radośnie chwytając go za rękę, którą natychmiast wyrwał przerażony. Tego się obawiał. Najgorszy koszmar właśnie się ziścił. Jeden haniebny czyn, który doprowadził do katastrofy w jego życiu. – Nie cieszysz się, że urodzę nasze dziecko?
 - To n-nie możliwe – szepnął przerażony.
 - Jesteś aż taki głupi czy tylko udajesz? – spytała ironicznie poirytowana. – Od trzech tygodni spóźnia mi się okres, mam mdłości, zawroty głowy i zaczęłam więcej jeść, a po za tym lekarze potwierdzają diagnozę. Ten sam, który powiedział twojej matce, że jest w ciąży.
 - Nie przyznam się do niego! – warknął i wyszedł trzaskając z hukiem drzwiami. Bez namysłu wrócił do dziewczyny złapał jej rękę i trzymając przy policzku zaczął ponownie płakać. Nadal czuł ciepło jej pocałunku na policzku. Myślał, że go pocałuje, ale nie…

Uśmiechnął się widząc jak próbuje wymknąć się z pałacu w spodniach. Podszedł do niej od tyłu i złapał za dłoń. Odwróciła się wykręcając jego rękę do tyłu. Gdy uświadomiła sobie kogo chciała zaatakować natychmiast uwolniła go z uścisku i wtuliła się w jego tors. Zaskoczony tym gestem stanął nie ruchomo patrząc na jej czubek głowy. Po chwili przytulił ją najmocniej jak mógł. Oparł głowę o jej i zamknął oczy jak ona. Stali tak przez piętnaście minut, żadne z nich nie chciało puszczać się nawzajem, a zwłaszcza ona, ale już postanowiła. Uśmiechnęła się patrząc w jego lodowato-niebieskie oczy. Stanęła na palcach i pocałowała w policzek szepcząc „Do zobaczenia” i odbiegła. Stał przez chwilę nie rozumiejąc za bardzo co się stało. Dopiero gdy zniknęła mu z oczu pobiegł za nią. Nie znalazłszy jej skierował się w stronę komnaty. Nie wiedział o co jej chodziło jednak uśmiechnął się przypominając sobie zaszłe przed chwilą zdarzenie. Wrócił do sypialni, nie mogąc zasnąć usiadł w kacie balkonu i patrzył w czyste niebo usypane gwiazdami.

Przymknął oczy usiłując przestać płakać, jednak nie potrafił. Było tylko coraz gorzej, obraz coraz bardziej się zamazywał, nawet nie próbował ich już ocierać.
 - Dlaczego płaczesz? – wyszeptał kobiecy głos. Spojrzał na uśpionego anioła. Zdziwił się, gdy dziewczyna nadal spała. Nikogo w pokoju po za nimi nie było. Począł się niepokoić. – Nie bój się – po raz kolejny usłyszał szept cichego melodyjnego głosu. Rozejrzał się ponownie, ale i tym razem nikogo nie zobaczył. Z okna zwiał chłodny, ale przyjemny ciepły wiatr. Czuł na policzku chłód, który przyniósł ukojenie. – Nie bój się synku – czuł, że ktoś go przytula.
 - Nanah (mama)? – zapytał niedowierzająco. – Czy to ty? – poderwał się z miejsca.
 - Nie bój się, ona nie odjedzie – stanęła przed nim. Jej złote falujące włosy sięgające do pasa odpadły kaskadami na ramiona Turkusowe oczy patrzyły na niego z największą miłością, jaką matka darzy dziecko. Nie ma większej miłości, ona pozostaje z nami na zawsze. Blada cera przypominała najczystszy pierwszy śnieg. Długa błękitno –biała suknia przeszywana srebrzystą nięcia podkreślała jej talię. – Jesteś taki dorosły – zaśmiała się, a po jej policzku spłynęła srebrno-biała łza. – Pokochałeś ją.
 - Ona odejdzie – wyszeptał bliski płaczu.
 - Jeszcze nie teraz. Powinieneś wiedzieć, że nawet najgorsze świństwo umie wybaczyć, nie zapomnieć, ale wybaczyć owszem – uśmiechnęła się. – A… - do pokoju niespodziewanie wszedł Thranduil. Widząc żonę rozpłakał się jak małe dziecko. Nie sądził, że jeszcze zobaczy ją kiedykolwiek przed śmiercią. Legolas pierwszy raz widział płaczącego ojca. Laurëariel podeszłą do niego położyła dłoń na mokrym policzku. Tak bardzo za nią tęsknił. Chwycił jej twarz w dłonie i pocałował. Nie był to zwykły pocałunek, tylko pełen pasji, tęsknoty, wdzięczności i namiętności. Książę widząc tak szczęśliwego ojca uśmiechnął się szeroko, po raz pierwszy od dłuższego czasu. Gdy w końcu z niechęcią odsunęli się od siebie przytulił ją. – Kocham cię najdroższy – wyszeptała trzymając głowę przy jego klatce piersiowej.
 - Bezgranicznie – dodał. – Tak za tobą tęsknie – wyszeptał całując ją w głowę. Puściła go i podeszła do Alwiny. Wiedziała co czuł syn, wiedziała, że będą razem. Bardzo dobrze to wiedziała. Usiadła na łóżku podpierając się łokciem o poduszkę, a drugą ręką odgarnęła włosy.
 - Czas się obudzić kochanie – szepnęła z uśmiechem na ustach. Pocałowała ją w czoło i wstała. – Na mnie już czas. Kocham was – powiedziawszy to zniknęła wraz ze śnieżnobiałym światłem. Przynajmniej to mogłam dla nich zrobić.
Otworzyła oczy. Słyszała ją, a nawet widziała, śniła jej się. A może to w cale nie był sen? Może to wszystko widziała? Jak Legolas płakał przy niej każdego dnia, jak Thranduil wchodził by zmusić go do odpoczynku, kiedy sam siadał i opowiadał o swojej żonie. Pięknej jak pierwsza gwiazda wschodząca na niebie, świecąca najjaśniej, którą nawet za dnia widać, która nigdy nie pozawala zapomnieć o sobie. Mówiąc ci po cichu: „Przepraszam. Jestem mu. Spójrz na mnie”.
Patrzyła lekko rozwartymi powiekami na dwie rozmazane postacie. Nie chciała widzieć zawiedzionych oczu księcia, które na pewno by jej nie wybaczyły; rozczarowanego tchórzostwem króla. Bo tak to wyglądało. Prawda? Stchórzyła i uciekła jak ostatnie dziecko. Nie warte nawet uwagi.
Jak się teraz wytłumaczy? Mieli się już nigdy nie spotkać. A tymczasem co? Musiał ją w tedy ratować? Musiał? Wsparła się trochę na łokciach. Ból. Wiedziała, że teraz jeszcze trudniej jej będzie stąd odejść, a przecież nie może stchórzyć. Ona musi pomóc. Nie może patrzeć na siebie, tylko i wyłącznie. Usiadła, a książę w jednej chwili słysząc szelest odwrócił się. Przesiadł się na łóżko i przytulił ją wtulając się w jej miękkie włosy. Nie pozostała mu dłużna. Trzymała się kurczowo jego koszuli zaciskając ręce w pięści. Trzymali się tak jakby świat, dotychczasowe ich życie i przeznaczenie miało się właśnie skończyć, jakby wszystko po kolei znikało.
 - Nie rób mi tego więcej – szepnął usiłując nie rozpłakać się. Przerażała go myśl tego, że kiedyś odejdzie; w tedy nie będzie w stanie już jej pomóc. Zostanie tylko głuche uczucie, niepozwalające mu żyć. Mówiące: ”Skończ to. Dołącz o niej. Ona tam na Ciebie czeka. Nie pozwól jej dłużej czekać na siebie”. Przymknął mocniej powieki. Thranduil widząc ich, wyszedł z pokoju z uśmiechem na twarzy. Przez okno przemknął chłodny wiatr, rozwiewając ich włosy i łącząc je na nowo. Tak jak ich serca pragnęły od tak dawna złączyć się ze sobą. Już nigdy nie znosić rozłąki. Odsunął się od niej i pocałował w czoło. Spojrzała na niego dużymi lśniącymi oczami, na co uśmiechnął się. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, a potem dał jej odpocząć.
 - Widziałam ja – szepnęła, gdy nacisnął klamkę.
 - My też. Nigdy nie widziałem jak ada (tata) płacze- uśmiechnął się i zniknął za białymi drzwiami. Kiedy był mały bał się, że zapomni jak wygląda. Non stop spoglądał na obrazy i oglądał je z największym skupieniem starając się zapamiętać najdrobniejszy szczegół. A teraz? Ogarnęło go takie szczęście. Znów ją zobaczył… Jego nanah, Laurëariel. Pomogła wybudzić się Alwinie, która błądziła w snach i szukała wyjścia. Oparł się o drzwi i odetchnął z ulgą. Nigdy nie wiedział co to znaczy stara. Śmierć jego matki nie była tak bolesna, jak to…
 - Legolas nie wiem czy powinniśmy – krzyknęła zasłaniając oczy. Mimo, że zdjął tylko koszulę czuła, że się rumieni. Gdyby wiedziała, że ta przejażdżka nad jezioro tak się skończy nie zgodziła by się na to, wymyśliłaby coś, ale na to już za późno. – I tak nie wejdę – krzyknęła robiąc mała szparę miedzy palcami by spojrzeć na elfa, który uśmiechnął się szeroko i zaczął śmiać.
 - Wszystko widziałem! No chodź, wiem że chcesz. Nie zaszkodzi ci! Wręcz przeciwnie! Alwina! – zawahała się.
 - No dobrze! Ale musisz się odwrócić! – postawiła warunek.
 - Jak chcesz – zaśmiał się uśmiechając chytrze. Odwrócił się, ale tak, że kątem oka widział dziewczynę.
 - Ej! – krzyknęła ściągnąwszy koszule. – Odwracasz się!
 - Już dobrze, dobrze – zaśmiał się odwracając. Zdjęła dolna część garderoby i pozostając w bieliźnie weszła do wody. Powoli podeszłą do księcia, ale nim zdążyła złapać go za ramie momentalnie odwrócił się do niej za co został ochlapany, nie pozostając jej dłużny oddał, a potem ona mu, nie dając za wygraną. Rozpętała się dziesięcio minutowa bitwa, w której przegrała gdyż książę wynurzył się tuż przed nią i spojrzał w oczy. Patrzyli przez chwile na siebie, a woda sięgała im do szyi. Ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Legolas już postanowił, postawi wszystko na jedną kartę; zrobił krok do przodu. Dziewczyna nie wiedząc co robić cofnęła się o krok wpadając do wody. Poślizgnęła się. Czuła pod swoja stopą gładką deskę, wiec nie wynurzając się próbowała wydostać ją ze szmalu.
 - Alwina? Nie wygłupiaj się – zaśmiał się nerwowo. – Alwina?! – zaczęła jej szukać rękoma. – Alwina! – już miał zanurkować, ale ona niespodziewanie wynurzyła się z wody tuż przy jego twarzy, trzymając skrzynkę pod taflą wody. Patrzyli sobie w oczy, po czym ją wynurzyła tak, że było widać tylko jej płaskie wieko. Przeniósł niepewnie wzrok na skrzynkę. Już gdzieś widział znak wyryty na niej. Niestety nie mógł przypomnieć sobie gdzie.
 - Ekhem! – odchrząknęła Tauriel. – Król każe wam wracać – spojrzała wściekła na nich. Legolas odwrócił się i wziął od niej przedmiot po wodą, tak by nie zobaczyła, że coś ukrywają.
 - Idź pierwsza – uśmiechnął się, co odwzajemniła. Wyszła i ubrała się, po czym stanęła wraz z rudowłosą tyłem do jeziora.
 - Legolas już ci powiedział? – zapytała uśmiechając się triumfalnie. Spojrzała na nią zdziwiona.
 - O…
 - Możemy już iść – przerwał jej książę…
****
Pisząc to wiedziałam, że Thrandi nie będzie z Niv, ale to jeszcze nie jest w 100% postanowione, tylko tak w 89%. Do jedenastego rozdziału możecie głosować. Wiem, że długo czekaliście, ale się nie wyrabiam, a jak mam czas o 21 to zmęczona po 8/9 h w szkole jestem a mam jeszcze dwa blogi. Wiem, że ten rozdział nie ma ładu i składu, ale pisałam w różnych odcinkach czasowych. Nie podoba mi się ten rozdział. Przepraszam za wszystkie błędy.