sobota, 3 października 2015

Rozdział 8 – Samobójstwo to optymistyczna wersja

Nie miała odwagi, żeby pocałować go w usta, bo taki miała zamiar, więc ucałowała jego policzek. Nie wiedział, że ostatni raz przynajmniej w jej zamiarach widział ją. Postanowiła wyruszyć samemu, żeby nikogo nie narazić. To było jej zadanie, a wciągnęła w to wszystkich swoich przyjaciół. Oparła się o korę dębu i przygryzła wagę. Spojrzawszy w gwiazdy uśmiechnęła się promiennie i ruszyła w drogę, bez krasne granice, by ostatecznie osiąść. Dłonią trzymała spinkę, która podarowała jej Galadriela. Nigdy nie zapomni jej uśmiechu gdy ją żegnała. Wiedziała coś, czego nie chciała powiedzieć, teraz już wie…

 - Zmienisz zdanie gwiazdko – zaśmiała się. – Poczekaj trochę, a on sama cię znajdzie.
 - Powiesz mi w końcu o co chodzi? Co widziałaś w lustrze? Proszę powiedz! Nie mam nic do stracenia – zrobiła minę szczeniaczka.
 - Nie ma mowy, wiem co zrobisz jak ci powiem, to dla twojego dobra kochana – przytuliła mnie. – Nasze drogi jeszcze się zetkną. Pamiętaj, że serce nigdy nie zawodzi…

Pamiętaj, że serce nigdy nie zawodzi. Ale jak mogła je teraz posłuchać? Nie mogła tam zostać. Patrzeć na Legolasa i wiedzieć, że nawet jeśliby ją kochał, co jest nie możliwe, nie będą razem. Za każdym razem jej serce krwawi gdy uświadamia sobie, że jej marzenia nigdy się nie spełnią. Marzenia, których za każdym razem próbuje się pozbyć, by ułatwić sobie życie z samym sobą. Dużo łatwiej to skończyć samemu. Codziennie zastanawia się jak długo potrwa jeszcze jej udręka. Jak długo będzie musiała czekać na swój koniec i jednocześnie szczęście. Szła bezszelestnie, a jej obecność zdradzała tylko cicha melodia, która nuciła.

Świeć ma gwiazdeczko
Rozjaśnij drogi me
Zaprowadź tam gdzie
Chcesz bym udała się
Jestem tu, spójrz tu
Czy widzisz kruchą mnie?
Czekam na Ciebie
Prowadź mnie tam gdzie chcesz


Znikąd pojawiła się przed nią postać w czarnej pelerynie i kapturze. Mimo odczuwanego przez chwilę strachu nie cofnęła się. Nie mogła, w końcu wygrają. Prawda?
 - Haha… myślisz, że jak sama pójdziesz nic mu się nie stanie? – zaśmiała się kpiąco. – Może w tej chwili umiera – zrobiła krok do przodu zmniejszając odległość dzielącą je.
 - Nie waż się go tknąć – warknęła.
 - Bo co? Śmierć upozoruje na samobójstwo. Powiedzmy, że kłamstwo ojca i twoje tajemnice wykończyły go – uśmiechnęła się niewinnie.
 - Jeżeli go tylko tkniesz – wyciągnęła miecz – zawiśniesz nad jego grobem, modląc się o szybka śmierć!
 - Schowaj to badziewie bo teraz zginie – niechętnie posłucha jej. Miała ją w garści. – Nic nie zrobisz gdy zakocha się w innej. Zapomni o tobie, nie będzie chciał znać - Alwina nie mogąc wytrzymać chciała ruszyć się, ale kobieta sparaliżowała ją. – Oo… Czyżbyś była w stanie oddać życie dla niego? Aż tak go kochasz? Nie pamiętasz jak było z Luthiasem? – zapytała niewinnie.
 - Zamknij się! – krzyknęła bezsilna. – Rozumiesz?! Zamknij się! Zamknij! – zaczęła wrzeszczeć.

 - Jak sobie życzysz – zaśmiała się. – Ma być cała – rozkazała po czym zniknęła w oślepiającej bieli świtała. Przerażona rozejrzała się w koło. Zewsząd otaczali ją orkowie. Zaczęła gorączkowo próbować się ruszyć. Wiedziała, że to koniec. Jedna z kreatur kopnęła ją w tylną część kolana przez co upadła. Chorda nieprzyjaciół zaczęła ją szarpać, bić, kopać. Teraz pozostało jej tylko czekać…
Zerwał się z miejsca widząc smugę światła wydobywającą się z lasu. Już wiedział. Nie mogąc uwierzyć pobiegł do jej pokoju dziewczyny. Gdy nikogo tam nie zastał wybiegł na zewnątrz gdzie poinformowawszy przyjaciół i ojca pobiegł dalej. Nie mógł jej stracić. Nie teraz gdy ją odzyskał. Już wiedział dlaczego zachowywała się tak tajemniczo. Gdyby tylko pomyślał nie pozwoliłby jej odejść… Zatrzymał. Pocałował… Nie pogodził się z jej śmiercią, teraz to za wcześnie. Rozwścieczony widokiem zakrwawionej prawie nie przytomnej Alwiny wyjął Białe Noże i zaczął ścinać każdego orka jaki tylko ośmielił się mu przeciwstawić. Musiał dostać się do niej, bez względu na wszystko. Patrzyła na jego każdy ruch. Walczyła z własnymi powiekami. Miała taką ochotę je zamknąć. Zasnąć, ale widząc elfa i jego przerażenie powstrzymywała się. Po woli traciła siły. Przymykała na chwilę powieki po to by je znów otworzyć z coraz większym wysiłkiem…
Gimli dobiegając do przyjaciela rzucił się na orka, który chciał zabić księcia. Mimo niewielkiego wzrostu i krępej postawy ciała dawał sobie świetnie radę, jak za czasów drużyny pierścienia, a nawet lepiej. Jego topór z lekkością miażdżył czaszki kreatur, których więcej przybywało niż ubywało. Nagle ni stąd ni zowąd nadeszła odciecz. Niewielki odział na czele z Tauriel. Schylił się unikając ciosu siekierą głowę i z półobrotu kopnął wroga. Tracąc równowagę upadł, a poszczerbiona broń przeciwnika wbiła się w ziemie tuż obok jego głowy. Ork wyjął ją by trafić w czaszkę krasnoluda, ale nie udawało mu się to gdyż syn Glóina zaczął turlać się po ziemi. Gdy dostał się w ten sposób do miecza, wbił w go czarne cielsko, a z niego wytrysnęła kruczoczarna ciepła krew. Swoimi umiejętnościami wywołał podziw w śród swoich towarzyszy elfów. Tauriel patrzyła na niego z niedowierzaniem, próbując nie dać się zabić…
Tharnduil będąc w największym skupieniu zabił kolejnego orka. Walcząc z następnym próbował dostrzec walczącego syna. Wiedział, że jest gotów za nią zginać i choć traktował Alwinę jak córkę, przerażała go wizja martwego syna. Zapomniał na chwile o uwadze, czego o mały włos nie przypłaciłby życiem, gdyby nie żołnierz, który osłonił go własną piersią. Ork widząc jego roztargnienie wykorzystał chwile słabości i ranił go w prawe ramię. Z dziury zaczęła lecieć krew. Stracił czucie w całej ręce. Nivis widząc to całe zajście dostała się do niego i zaczęła bronić. Starł się pomagać jej jak tylko potrafił lewą ręką. Po kilkunastu minutach miejsce było usłane ciałami wroga jak i przyjaciela. Król Mrocznej Puszczy zawiązał ranę z pomocą Gimliego i po raz kolejny podziękował Nivis za ratunek. Zaczął gorączkowo rozglądać się za Legolasem. Zrozpaczony przekopał stosy martwych ciał. Gdy go nie znalazł upadł na kolana. Obiecał jej, że będzie go chronić, strzec. Siłą zmusili go by udał się do pałacu i opatrzył ranę, gdyż z prowizorycznego opatrunku zaczęła wyciekać krew…
Biegł przed siebie za śladami krwi. Zbliżając się do celu jego serce coraz bardziej łomotało. Bał się, że zobaczy ją martwą. Nie zniósł by tego. Samobójstwo wydawałoby się bardzo optymistyczna wersją. Wyciągnął Białe Noże, które wcześniej schował i naskoczył na kreaturę. Ona widząc to wyjęła poszczerbiony zardzewiały miecz. Klingi skrzyżowały się z niewyobrażalną siłą. Bestia wyszczerzyła dwa zęby kopiąc nieprzytomna Alwinę. Wściekły książę wybałuszył oczy widząc jej zakrwawioną twarz. Odepchnął orka od siebie. Zaczęła się walka wręcz. Potwor kopnął go z półobrotu w pierś przez co cofną się znacznie do tyłu. Zdeterminowany naskoczył na niego wyciągając praw rękę zgiętą w łokciu, przez co zmylił przeciwnika, a cios zadał lewą klingą wbijając mu ją w lewą stronę pleców na wysokości serca. Potwór odrzucił go i przerażony odbiegł. Książę przewrócił Alwinę na plecy, w jej brzuchu tkwił nóż. Zbadał jej puls. Nie wyczuwał go. Przerażony zawiązał swoją pelerynę w około broni. Wyszeptał coś po elficku. Gdy to nie podziałało, powtarzał to do skutku. W końcu po około pięciu minutach wyczuł go, a ona otworzyła oczy i uśmiechnęła się do niego, wkładając w to dużo wysiłku. Wziął ją delikatnie na ręce, czując się jakby niósł porcelanową lalkę gotową w każdej chwili by się stłuc. Szedł tak szybko jak to było możliwe. Czasem nawet biegł, ale widząc, że sprawia jej tym ból, truchtał. Nie odrywała wzorku od jego oczu, które były skupione na drodze. Znów by ją stracił. Dlaczego jej w tedy nie zatrzymał? Nie zapytał gdzie idzie? Nie zaproponował swojego towarzystwa? Obiecał sobie, że będzie ją chronił na tyle ile będzie mógł, za wszelka cenę, a tym czasem co? Gdy ona odejdzie, odejdzie i on. Życie bez niej nie miałoby żadnego sensu. Wszystko pryśnie jak bańka mydlana. Widząc zarys bramy zaczął biec…
„Ada (tata)” – pomyślał z ulgą.
 - Weź ją i uratuj błagam! – krzyknął podając mu dziewczynę. Posłusznie wykonał polecenie syna…
Siedział przy niej kolejny dzień. Nadal miał w głowie jej radosny uśmiech, którym obdarzyła go za nim uciekła. Nie rozumiał jej. Za pięć dni mieli wyruszyć. A teraz? Walczą o jej życie. Będzie przy niej choćby wszystko się waliło, nie zostawi jej kolejny raz.
Patrzył na jej bladą twarz. Tak bardzo pragnął zobaczyć jej szare oczy, które raz wydawały się zielone, a za drugim razem niebieskie. Trzymał jej rękę i całował co chwile modląc się o powrót do zdrowia osoby, na której mu tak bardzo zależało. Dziewczyny, która zmieniła jego życie i tak wysoce go intrygowała swoją tajemniczością, powalającym uśmiechem.
Patrzyłam na to i płakałam, po raz kolejny nie mogłam jej pomóc. To psuje jej szczęście, którego nie ma wcale za wiele. To co później się stało wywołało u mnie wściekłość, ale niestety nie mogłam zareagować.
Nie wytrzymywał. Myślał, że to zniesie, ale nie. Zaczął płakać. Wyciągnął sztylet. Pierwszy raz w życiu pomyślał o samobójstwie. Chciał tego. Już prawie to zrobił, ale nóż mu wypadł z trzęsącej się ręki. Schował twarz w dłoniach. Nie radził sobie z tym wszystkim. Ciężar przygniatał go do ziemi coraz bardziej, by zmiażdżyć doszczętnie…
Pił kolejna butelkę wina. Był spity. Cała skrzynka takiego trunku robi swoje. Gdy skończył udał się w kierunku domu Tauriel. Gdy otworzyła w ciemnozielonym szlafroku wszedł bez słowa i zamknął drzwi. Widząc jego stan uśmiechnęła się po nosem. Podszedł do niej i zaczął całować po szyi. Wykorzystała to. Zaczęła odpinać mu koszulę…
****
Macie ankietę z boku! Aa osobiście nie chciałabym, ale razem z wami tworzę tego bloga, więc muszę się też was zapytać. I zajrzyjcie do zakładki bohaterów
polecam MagicDreams
Nie zabijajcie mnie za czyny Legolasa! To nie moja wina! Od razu mówię, że on jest w pełni świadomy co robi xD. Mam koszmarny plan i ledwo wyrabiam psychicznie w trzeciej klasie gimnazjum więc rozdziały rzadko będą się pojawiały, przynajmniej przez pierwszy semestr do stycznia.
Jak myślicie kto jest ukryta postacią? Czy Legolas odpowie za swoje czyny?
Wszystko w kolejnych rozdziałach.