czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 7 – Niezapowiedziana wizyta

Thranduil syn Orophera podszedł do skrzyni pod ścianą komnaty. Wyciągnął z niej trzy zawiniątka i rozłożył na łóżku. Zawahał się przez chwile, ale w końcu usiadł koło nich i zaczął otwierać. Z pierwszego wyjął delikatnie koronę swojej żony. Przypomniał sobie chwile gdy stali przed wielkimi drzwiami prowadzącymi do sali tronowej. Bardzo dobrze pamiętał ten dzień.
Stali przed drzwi do sali tronowej. Za chwilę mieli złożyć przysięgę i zostać władcami Mrocznej Puszczy. Przyjąć ogromny obowiązek i ciężar. Od tamtej chwili mieli decydować i postępować jak najlepiej, zapewnić bezpieczeństwo i godne życie mieszkańcom. Złapał zdenerwowaną żonę za rękę i przytulił.
 - Kochanie wszystko będzie dobrze, spokojnie – pocałował ją. – Nie denerwuj się.
 - Jak to możliwe, że przed ślubem denerwowałeś się, a teraz nie? Hę? – uśmiechnęła się patrząc w jego oczy. Za każdym razem gdy to robiła miękły jej nogi stając się niczym jak z waty. Nadal była w nim szaleńczo zakochana.

 - Bo mam Ciebie – pocałował ją po raz kolejny, kiedy drzwi otworzyły się, wybuchły churale oklaski skierowane w ich stronę. Para uśmiechnęła się do siebie i ruszyła dostojnym krokiem ku wyrzeźbionym tronom z drzewa…
Następie wziął suknię ślubną. Nie mógł oderwać w tedy od niej wzroku. Wyglądała jak prawdziwy anioł. Cały stres związany ze ślubem zniknął. Długa aksamitna peleryna ciągnęła się za nią z tyłu, a naturalnie lokowane blond włosy opadały na jej ramiona. Czas się nie liczył. Był tylko jego anioł, za którego był w stanie oddać życie…
 - Tak biorę – uśmiechnął się do wybranki wkładając obrączkę na palec. Długo czekał na tę chwilę. Nadal pamiętał jak poznali się na naradzie. Towarzyszyła ojcu za matkę, którą zabili wraz z nienarodzonymi bliźniętami. Była smutna i przygnębiona, ubrana w długą czarną suknie, a w oczach patrzących tylko i wyłącznie na podłogę były łzy. Gdy spojrzeli na siebie i uśmiechnął się do niej odwzajemniła go, co bardzo zaszokowało jej ojca, ale i uszczęśliwiło.
 - Tak biorę – elfka powtórzyła czynność.
Chwile potem, trwali w długim i pełnym bezgranicznej miłości pocałunku. Nie przejmując się zupełnie niczym, ignorując wiwaty i oklaski publiczności, pogłębili pocałunek namiętności. Gdy się w końcu od siebie oderwali, poczuli jakby wszystko wylądowało na swoim miejscu…
Za chwile wejdzie na salę gdzie już od piętnastu minut tańczą pary. Będzie go unikała chcąc zapomnieć i oszukać własne serce. Tak trudno jest czasem o czymś zapomnieć, a wtedy myśli się o tym jeszcze więcej, teraz też tak było, zwłaszcza gdy kocha się kogoś całym sercem, coś praktycznie niemożliwego. Błękitno szary materiał sukni idealnie podkreślał jej barwę oczu i talię ciała. Tiulowa peleryna ciągnęła się za nią po schodach. Delikatnie stawiła kroki w szklanych pantofelkach tak by nie nadepnąć kreacji. Gorset wyszywany we wzory gałązek i kwiatów ze srebrnych nici wyglądał przepięknie. Dolna część także sukni była puszczona luzem tworząc zasłonę i poświatę. Półkoliste miseczki bez ramiączek w okazałości pokazały prześliczny wisiorek jej matki, a włosy spływały kaskadami na ramiona. Nikt jednak nie zwrócił na nią uwagi. Ku jej smutku Legolas był tak pochłonięty Tauriel, że zdawał się nie widzieć świata po za nią. Stanęła pod ściągał chwytając dłonią łokieć drugiej ręki. Z zazdrością obserwowała tańczące zakochane pary, takie szczęśliwe i beztroskie. Wpatrywała się w Legolasa odkrywając jego kolejną cechę – jest świetnym tancerzem. Mimowolnie kąciki jej ust podniosły się do gór. Gdy melodia dobiegła końca Thranduil zaprosił ją do tańca wyciągając dłoń w jej stronę. Zawahała się, jednak widząc jego zachęcający uśmiech chwyciła ją z lekkim ukłonem. Nikt nie zwrócił uwagi na to z kim tańczy król, zawsze tańczył z każdą elfką, ponieważ się o niego biły, tak teraz miał najmniejsze zainteresowanie. Po przetańczonych trzech kawałkach, drzwi nagle otworzyły się, a do środka wszedł postawny młodzieniec ubrany po szlachecku w odcieniach ciemnego brązu i zieleni. Swoim czarującym uśmiechem wywołał konkurencje wśród zgromadzonych. Jednak szukał jednej osoby.
Nie mogła uwierzyć, że to on. Tak bardzo za nim tęskniła. Żałowała, że nie powiedziała mu o niczym wcześniej, tylko zostawiła bez znaku życia, ale w tedy nie widziała innej opcji. A teraz? Mała szansę naprawić to co zaprzepaściła. Gdy ich spojrzenia zetknęły się uśmiechnęli się do siebie szeroko. Bez chwili zwłoki oboje ruszyło w sowim kierunku.
Legolas obserwując całe to zdarzenie poczuł ogromną zazdrość… Nigdy się tak nie czuł, nawet jak wcześniej, kiedy jej nie pamiętał strażnicy flirtowali z Tauriel. Wyglądała tak pięknie jak anioł, którego wcześniej nie zauważył. Wyprostował się i westchnął ciężko. Patrzył na nowo przybyłego jakby miał go zabić. Nie dopuszczał myśli, że może mieć w tej kwestii rywala.
„Idiota ze mnie. Jak mogłem w ogóle jej nie zauważyć! Teraz zajmie się nim. W czym jest lepszy ode mnie? No w czym? Przystojniejszy? Bardziej umięśniony? Na pewno mądrzejszy… No, ale… Gdybym zaczął się za nią rozglądać, może inaczej by to wyglądało” -  skarcił się w myślach.
 - Luthias – szepnęła przytulając go i nie mogąc uwierzyć.
 - Witaj Alwina – uśmiechnął się jeszcze szczerzej, gdy oderwali się od siebie. – Wszyscy na nas patrzą Może porozmawiamy w tańcu? – zapytał szeptem. Skinęła głową, a on pokazał, że maja wrócić do zabawy. Mężczyzna skłonił się nisko i wyciągnął do niej rękę, którą z chęcią chwyciła. Położyła głowę na jego ramieniu i czekała na ruch. Nie chciała zaczynać rozmowy. Zazdrosny Legolas tańczący z Tauriel wodził za nią ciągle wzrokiem. Miał ochotę podejść i dać Luthiasowi w twarz gdy zobaczył co dziewczyna robi. Myślał już nad tym jakby jej wynagrodzić swoje zachowanie, ale nic mu nie chciało wpaść do głowy. – Tak dawno się nie widzieliśmy. Myślałem, że to nigdy się nie zmieni. Tęskniłem – szepnął do jej ucha.
 - Ja też. Nic się nie zmieniłeś – zachichotała. Obrócił ją, by z powrotem spojrzeć w jej oczy. – Szarmancki, dobrze wychowany, oddany i…
 - Dlaczego zniknęłaś? – z jej twarzy zniknął uśmiech. – bałem się o ciebie. Traciłem powoli nadzieję, ale gdy usłyszałem, że jesteś w Rivendell, chciałem tam natychmiast wyruszyć, ale coś mnie tu ciągnęło. Dobrze wybrałem. Dni spędzone bez ciebie były puste. Kiedy nie słyszałem twojego śmiechu, głosu. Brakowało mi twojego uśmiechu, brakowało mi ciebie – patrzył jej cały czas w oczy, próbując wyczytać z nich cokolwiek.
 - Ja… - nie skończyła gdyż uklęknął przed nią wyciągając niebieskie pudełeczko.
 - Wyjdziesz za mnie? Nie obchodzi mnie co musisz zrobić – dodał by ją upewnić. Patrzyła na niego osłupiała. Nie kochała go. Nie mogła mu dawać żadnej nadziei. Nie miała takiego prawa. Jej serce już ktoś zajął. Kucnęła przed nim i spojrzawszy w oczy uśmiechnęła. Już wiedział. Musiał chociaż spróbować. Zamknęła pudełeczko i wybiegła.
Legolas widząc tą scenę stał w szoku. Przez chwilę czuł, że ją stracił. Dopuścił do tego, czego nigdy nie miał. Już miał ruszyć w ich kierunku, ale ojciec go zatrzymał łapiąc za łokieć. Spojrzał na niego zły, ale widząc stanowczy wzrok Thranduila uległ. Gdy wybiegła, bez namysłu ruszył za nią. Stanął przed drzwiami rozglądając się, nigdzie jej nie było. Nie miał wyboru, musiał do niej iść, chociażby ze względu na to co do niej czuł. Mimo iż musiała zostać sama, nie chciał. Po piętnastu minutach usiadł pod rozłożystym dębem, gdzie lubiła przesiadywać. Zaczął patrzeć przed siebie, gdy niespodziewanie kropla spadła na jego policzek. Natychmiast otarł go i spojrzał w górę. Dziewczyna napotykając jego wzrok Odwrócił głowę. Nie czekając na nic znalazł się koło niej. Zastanawiał się co powiedzieć, ale w końcu uświadomił sobie, że nie potrzebuje żadnych słów, więc ją przytulił. Pozostało mu tylko przeprosić.
 - Przepraszam – wyszeptał tuląc ją mocniej. – Jestem totalnym kretynem – nie miał najmniejszego zamiaru puszczać drobnej, ale jakże silnej osóbki. Nie odpowiedziała. Miała gdzieś jego zachowanie jak i przeprosiny. Liczyło się tylko to, że przyszedł. Wszystko było na swoim miejscu. Z nikim nie było jej tak dobrze jak właśnie z nim. Czas zatrzymał się, przestał istnieć, byli tylko oni, i nic więcej. Wszystko czego ich serca chciały.
 - Ja też przeprasza – szepnęła w końcu. – Mogłam ci to wcześniej powiedzieć, nic mnie nie usprawiedliwia.
 - To mnie nie usprawiedliwia - uśmiechnął się. Chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej. - Uznajmy, że jesteśmy kwita – dziewczyna skinęła głową. – Miło mi się tu z tobą siedzi, ale co ty na to, żeby tam wrócić? W końcu ta suknia nie może się zmarnować – uśmiechnęła się. Skoczyła na miękką trawę i wyjęła buty z ukrycia. Legolas widząc, że chce włożyć obuwie chwycił je i sam to zrobił rozbawiając tym samym elfkę. Weszli tak by nikt ich nie zauważył i zaczęli tańczyć. Położyła rękę na jego ramieniu, a drugą położyła na jego dłoni. Oboje uwielbiali tańczyć walca, a muzycy widząc to zdarzenie zaczęli go grać…
Po pięciu godzinach dziewczynę ogarnęła ‘senność’, wiec przeprosiła towarzysza i udała się do komnaty. Legolas odprowadził ją do schodów i podziękował za wieczór uśmiechem. Przebrała się w swoje ubranie i położyła na chwilę…
Zazdrosna Tauriel tańczyła z Luthiasem, jednak cały czas miała na uwadze księcia. Gdy jego towarzyszka odeszła ukłoniła się partnerowi, a ten zajął się kolejną damą. Podeszła do blondwłosego elfa chcąc znów zwróci na siebie całą jego uwagę.
 - Legolasie odprowadził byś mnie do domu? Nie czuję się za dobrze – chwyciła się za brzuch.
 - Oczywiście – uśmiechnął się wyrwany z rozmyślań. Szli ścieżką w kierunki małego domu. Bardzo często kiedyś tam bywał, więc znał drogę na pamięć. Widząc brak zainteresowania udała, że słabnie. Chwycił ją i podniósł. Oplotła ręce wokół jego szyi i położyła głowę na ramieniu. Legolas zaniósł ją do łóżka widząc, że śpi mając w głowie cały czas Alwinę. Gdy ją kład obudziła się, wiec porozmawiali jeszcze trochę i pożegnał się z nią. Zastanawiał się jak wyznać miłość osobie, która musi zginąć, chociaż nie pogodził się jeszcze z ta myślą, ale musiał, nie miał wyjścia. Nigdy nie poznał tak dynamiczniej osoby. Cichej jak woda, gotowa wzburzyć się w każdej możliwej chwili. Zwinnej jak wiatr przemykający, przyjemny i jednocześnie zabójczy. Ostrej, zaciętej i upartej jak ogień, ale też ciepłej i kojącej. Uśmiechnął się widząc jak próbuje wymknąć się z pałacu w spodniach. Podszedł do niej od tyłu i złapał za dłoń. Odwróciła się wykręcając jego rękę do tyłu. Gdy uświadomiła sobie kogo chciała zaatakować natychmiast uwolniła go z uścisku i wtuliła się w jego tors. Zaskoczony tym gestem stanął nie ruchomo patrząc na jej czubek głowy. Po chwili przytulił ją najmocniej jak mógł. Oparł głowę o jej i zamknął oczy jak ona. Stali tak przez piętnaście minut, żadne z nich nie chciało puszczać się nawzajem, a zwłaszcza ona, ale już postanowiła. Uśmiechnęła się patrząc w jego lodowato-niebieskie oczy. Stanęła na palcach i pocałowała w policzek szepcząc „Do zobaczenia” i odbiegła. Stał przez chwilę nie rozumiejąc za bardzo co się stało. Dopiero gdy zniknęła mu z oczu pobiegł za nią. Nie znalazłszy jej skierował się w stronę komnaty. Nie wiedział o co jej chodziło jednak uśmiechnął się przypominając sobie zaszłe przed chwilą zdarzenie. Wrócił do sypialni, nie mogąc zasnąć usiadł w kacie balkonu i patrzył w czyste niebo usypane gwiazdami.
****
Na początku napisałam flanelowa pelerynę, ale szybko poprawiłam. Wyobrażacie to sobie?
Przepraszam za białe pole, ale nw o co z nim chodzi.
I bardzo was proszę zostawiajcie po sobie ślady nie tylko w wyświetleniach, przyjmę wszelka krytykę.
W ogóle miałam skończyć jak kucnęła, ale to jeszcze było postanowione zanim zaszły zmiany :P
O i kilka pytań:
Do czego posunie się Tauriel, żeby zatrzymać przy sobie elfa?
Jak zareaguje Luthias?
Gdzie pobiegła Alwina??
PS. Do września nie będzie rozdziału ponieważ musze napisać trochę ich do przodu bo mam rąbnięty plan lekcji. Do zobaczenia.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział 6 – Gorzka prawda

Otworzyła delikatnie oczy. Widok śpiącego na jej ręce Legolasa wywołał uśmiech na zmęczonej walką twarzy. Rozejrzała się po komnacie. Zauważyła wyszarpnięte zasłony i prawie rozerwany karnisz. Trochę zdziwił ją ten widok. Gdy ostatnio tu była wszystko było na swoim miejscu w idealnym ładzie. Dotknęła lewą ręką brzucha.
„Czyli to jednak nie był sen. A on naprawdę tu był i z przerażeniem patrzył co się ze mną dzieje. Nie mogę przed nim tego ukrywać, muszę mu to powiedzieć. To już dwie rzeczy. Nie wiem jak to zrobię. Jak patrzę mu w oczy za każdym razem gdy chce to w końcu powiedzieć zasycha mi w gardle tak, że nie mogę wydusić z siebie ani grama dźwięku.” – jej twarz spowił smutek i żal do samej siebie.
 Wstała ostrożnie nie narażając brzucha, a przynajmniej starając się nie narazić. Legolas teraz spał w połowie na łóżku, i krześle. Nie wiedziała, że Ta tajemnicza postać może posunąć się aż do tego stopnia. Zawsze myślała, że chcą ją schwytać i zapewnić tym samym sobie gwarantowaną wygraną. Wiedziała jedną rzecz, przynajmniej na tą chwile, no może dwie rzeczy. Pierwsza to jest to, że musi w końcu powiedzieć o ty Legolasowi, bo jako jedyny nie wie, a druga ta to, że go kocha. Ale chyba nigdy nie ośmieli się mu tego powiedzieć. Nie z jej przyszłością. Usiadła koło Legolasa. Uśmiechnęła się widząc jak on to robi przez sen. Zaczęła delikatnie gładzić wierzchnią część jego dłoni opuszkami palców. Był wykończony. Godzinę temu udało mu się zasnąć. Bał się. Wszystkiego co w tamtej chwili zagrażało jej życiu. Po piętnastu minutach położyła swoją dłoń na jego, przez co podskoczył jak oparzony prostując się jak strzała, stojąc tuż przed nią, tym samym wywołując u swojej towarzyszki napad śmiechu. Przez chwile nie wiedział o co chodzi, ale uprzytomniwszy dołączył do niej.
 - Spokojnie – próbowała się uspokoić – Nie umieram – złapała się za bolący brzuch. Po chwili uspokoili się, a ona wzięła czyste rzeczy leżące zwinięte w kostkę na fotelu.
 - Gdzież się wybierasz? – zapytał zdezorientowany.
 - Jedziemy na przejażdżkę? – zapytała znikając za drzwiami łazienki, ale czekając na odpowiedź, gdy jej nie uzyskała ubrała się szybciej, o ile w jej stanie to było możliwe. Gdy wyszła Legolasa nie było.
„Pewnie poszedł do Tauriel” – pomyślała ze smutkiem i zbiegła po schodach. Nie idąc na śniadanie wyszła przed pałac. Zdziwił ją widok syna Thranduila trzymającego za uzdę dwóch koni. Uśmiechnął się do niej. Podeszła do siwej klaczy i pogłaskała ją po głowie, całują przy tym lekko powiekę oka. Uśmiechając się włożyła lewą nogę w strzemię i spróbowała się odbić, ale to poszło na marne. Nie miała jeszcze wystarczającej siły. Poczuła jak sile ręce Legolasa podsadzają ją na siodło. Obdarzyła go ponownie ciepłym i pełnym wdzięczności spojrzeniem i dała koniu z łydki. Zaczęła uciekać podśmiechując się przy tym wesoło. Syn Thranduila nie dał za wygrana i wsiadając płynnym ruchem na konia próbował ją dogonić. Znów mogła zapomnieć o rzeczywistości, oderwać się od niej. To samo poświęcenie, które przypominało o sobie na każdym możliwym kroku prześladowało ją jeszcze bardziej. Myśl, że zgnijesz jest nie do opisania. Żadne słowa tego nie opiszą. W końcu zrobić to może tylko osoba czująca to, bez powodu nawet i ja tego nie umiem scharakteryzować. Dlatego pisząc i opowiadając tę historie nie opiszę wszystkiego, mimo tego, że doskonale wiem co czuje.
Tak niewiele trzeba do szczęścia, prawda? Trochę śmichu, żeby zobaczyć świat w kolorowych barwach. Jaka jest tego definicja? Dlaczego tak się dzieje? Nie odpowiem na to, zresztą nawet Eru tego nie wie, powiedzmy, że to efekt uboczny, albo może lepiej lekarstwo na wszystko. Dlatego właśnie kiedy elfka już nie wytrzymuje psychicznie zaczyna śmiać się z własnej głupoty i przyszłości jaka została jej wybrana.
Bała się, że gdy Legolas dowie się o tym, wyśmieję ją i zostawi, nie zrozumie, a nędzne tłumaczenia nic nie zmienią.
 - Legolas? – zatrzymała konia zostając tym samym w tyle. Elf odwrócił się do niej i widzą jej poważna minę podjechał do niej. – A co gdyby zostało ci jeszcze trochę życia i wiedziałbyś kiedy umrzesz. Dokładnie kiedy. Co byś zrobił? Jak się zachował? – wlepiła w niego wzrok. Oczy zaczęły świecić się od łez, które cała sobą powstrzymywała. Spojrzał uważnie w jej szare tęczówki zastanawiając się. Zaskoczyło go to pytanie i nie widział jak odpowiedzieć, ale po chwili burzliwych myśli doszedł do ładu.
 - Zrobiłbym to na co wcześniej nie miałem odwagi – podjechał jeszcze bliżej tak, że ocierali się strzemionami. Kiwnęła delikatnie głową zastanawiając się nad jego słowami. Rozważyła każde słowo po słowie, jak i całość. Doszła do wniosku, że nie może tego zrobić, nie ważne jakby mocno chciała, nie mogła, to ona musiała cierpieć, nie inni. To nie wykonalne. Przygryzła dolną wargę przypominając sobie widok Legolasa jak śpi na jej ręce. – Wszystko w porządku? Alwina? – pomachał jej ręką przed oczami gdyż od dłuższego czasu wpatrywała się w drzewa za nim.
 - Tak, tak – odpowiedziała pospiesznie uśmiechając się promiennie…
Tamta sytuacja dużo zmieniła. Oboje odsunęli się od siebie. Nie wiedziała jaki jest tego powód, ale była pewna tego, że pokochała go nie jak brata czy przyjaciela, ale tak jak kobieta kocha mężczyznę. Teraz znowu cierpiała. Jednakże wiele zrozumiała, co to prawdziwa miłość, a zauroczenie. Teraz naprawdę kogoś pokochała do tego stopnia, że tęskniła za nim mimo półgodzinnej rozłąki, to już nie chwilowe zauroczenie… Siedziała w pałacowej kuchni zastanawiając się czy nie lepiej byłoby dla niej i dla innych gdyby sama wyruszyła w drogę.
 - Nad czym myślisz? – zapytał Gimli siadając naprzeciwko niej.
 - Jak mu to powiedzieć? Że zaginę, i on jako jedyny o tym nie wie? Jak mam mu powiedzieć, że zginę po to, żeby on i reszta Śródziemia mogła żyć? Że zostało mi bardzo mało czasu? – Gimli spojrzał przerażony w stronę wyjścia. Nie rozumiała o co chodzi. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
 - Co?! – zapytał Legolas dziwnym tonem. Pełnym goryczy, nienawiści, rozpaczy i bólu. – Jak to umrzesz?!
 - Proszę wysłuchaj mnie – poprosiła błagalnym tonem. W oczach pojawiły się łzy. Nie tak to miało być. Miał się dowiedzieć w inny sposób od niej, lub gdy już będzie po, ale nie w taki.
 - Jako Jedyny?! – warknął. – Aż tak mi nie ufasz?! – krzyknął pełen złości. Kiedy wstała i chciała do niego podejść odwrócił się na piecie i wyszedł trzaskając drzwi, które o mały włos nie wyleciał z zawiasów. Wybiegła popychając je do przodu, z rozpędu wsiadła na konia, którego prowadził Thranduil i nie wytrzymując pokłusowała przed siebie nie zważając na krzyki Gimliego jak i króla. Z powolnego kłusu przeszła do galopu a następnie cwału, zostawiając za sobą wściekłego Legolasa i zmartwionych przyjaciół. Mogła byś sama ze sobą. Po jej policzkach zaczęły spływać krystalicznie białe zły, które zostawiając ślad na jej bladych policzkach, uniemożliwiły jej one widok.
„Nie rozumie, nikt nie rozumie. Z reszta czego mogłam się spodziewać?! Dlaczego dano mi coś co mi się zaraz odbierze? Jaki to ma sens? To niesprawiedliwe. Budzę się ze świadomością, że umrę, i nawet wiem kiedy! Może jak to przyśpieszę będą mieli święty spokój? Jak wyruszę sama wcześniej zginę? Po jaki kij on mnie w tedy ratował? Mógł tego nie robić! Nie potrzebna mi jest jego pomoc i łaska! Mam dość uciekania i chowania się byłe tego uniknąć. Niech ona mnie pochłonie, weźmie mnie całą. Chce wszystko stracić i mieć święty spokój. Chociaż pewnie już to się stało. Koniec…”- zsunęła się z siodła i upadła. Położyła się na miękkiej trawie i płakała, a pocieszenie znikąd nie nadeszło…
Usiadł wściekły pod starym dębem w najbardziej cichym miejscu w tym ogrodzie. Był na nią wściekły. Nie mógł pojąć dlaczego mu nie powiedziała. Myślał, że się przyjaźnią, że mu ufa, jednak mylił się, a przynajmniej tak sądził. Po kilkunastu minutach wściekłość zamieniała się w złość, a ona w żal do siebie. Nie zapytał o te dziwne sny, które powinny go zaniepokoić, nie zainteresował się nią w ogóle, jakby o niej zapomniał. Po jego bladym policzku spłynęła jedna samotna łza wyznaczając swoją ścieżkę. Ona musiała żyć. Kocha ją. Nie może patrzeć jak cierpi, a tym bardziej jak umiera. Siedzieć cicho gdy widzi jak zmaga się z czymś trudnym. Daje mu siły do życia, coś dziwnego czego żadne słowa nie opiszą. Już pierwszy raz gdy ją zobaczył, w jeziorze, poczuł coś dziwnego, a teraz? Żałował swojego prostackiego zachowania. Zaczął płakać patrząc w niebo i modląc się do Eru, żeby okazało się to tylko koszmarnym snem, z którego zaraz przebudzi się, nie będzie żadnej wojny i zobaczy śmiejąca się dziewczynę w spodniach siedzącą na drzewie z mieczem przy pasie.
 - Eru proszę nie pozwól jej odejść – wyszeptał łkając.
 - Co się stało? – zapytał z troską Tharnduil siadając koło syna.
 - Ona odejdzie, już niedługo – przytulił go. – Jak się czułeś kiedy nanah (mama) odeszła? – zapytał odrywając się od piersi ojca, tak jak kiedyś.
 - Na początku załamałem się, ciągle płakałem i nie wychodziłem z komnaty. Pewnej nocy usłyszałem twój płacz, wiec poszedłem do ciebie, gdy wziąłem cię na ręce uspokoiłeś się i natychmiast zasnąłeś, dotarło do mnie, że mam po co żyć, muszę wziąć się w garść i wychować cię na dobrego efla. W końcu kazałem przenieś twoje łóżeczko do mojego pokoju – zaśmiał się przypominając sobie miny zaspanych strażników. – Gdybym wiedział kiedy to się stanie, teraz ona by tu z tobą siedziała – uśmiechnął się smutno przypominając sobie uśmiech jakim obdarzyła go ukochana przed śmiercią. – Spędzał trzy razy więcej czasu z nią – spojrzał smutno przed siebie.
 - Czyli mam cieszyć się chwilami, które mi z nią zostały? – podparł łokcie o kolana, a dłonie oparł o czoło.
 - To jest najważniejsze – wstał i podał mu rękę. Chwycił ją i wstał z jego pomocą.
 - Jak przygotowania do balu?
 - Bardzo dobrze – uśmiechnął się i obaj udali się w stronę pałacu.
„Ada (tata) ma racje. Powinienem cieszyć się tymi chwilami, które nam zostały. Tak często narzekamy, a przecież zawsze może być gorzej. Nie ma w końcu sytuacji bez wyjścia. Kiedy zamykają się drzwi zostaje otwarte okno. Teraz muszę ją przeprosić i porozmawiać. A przede wszystkim wesprzeć, musi jej być teraz ciężko, a mnie przy niej nie ma. Musze zrobić coś, żeby od nowa mi zaufała. Kocham ją i nie wiem jak zniosę jej śmierć, ale muszę, jeżeli to uratuje Śródziemie. Jeszcze jedno zostaje… Wyznać jej prawdę. To, że nie mogę bez niej żyć, a kiedy jej przy mnie nie ma tęsknie. Chciałbym patrzeć jak budzi się wraz ze słońcem i zasypia gdy gwiazdy jaśnieją na niebie, że daje mi największe szczęście.” – uśmiechnął się smutno…
Nivis ćwiczyła strzelanie z łuku do tarczy. Lubiła się odprężyć. Mogła w tedy zapomnieć o otaczającym ją świcie. Napięła cięciwę ściągając łopatki do środka. Stojąc wyprostowana jak strzała stwierdziła, że jest w szczytowej formie. Co było prawdą. Jednak nawet to nie zapewniało jej stuprocentowej pewności przeżycia. Sprawności i czujności, nie dostaje się od tak, a zwłaszcza tego drugiego. Trzeba ją wyuczyć, harując. Puściła cięciwę, a strzała wbiła się w sam środek głowy manekina usadowionego na postawionej pionowo belce. Mimo, że stała piętnaście metrów od tarczy dla niej to za mało.
 - Nie cofniesz się dalej – zaśmiał się przyjaźnie Gimli.
 - Założymy się? – uniosła jedną brew do góry uśmiechając się ciepło.
 - Nie zakładam się z elfami – mruknął.
 - Nie nauczono cie, że elfa nie da się upić piwem? – zaśmiała się szturchając go łokciem w ramie. Spojrzał na nią, a następnie na manekina. Wziął łuk i strzałę, po czym założył ją niezgrabnie. – Odwróć łuk – roześmiała się elfka.
 - Wiedziałem – prychnął uśmiechając się. Gdy już poprawił broń powtórzył ten sam ruch co Nivis. Może strzała nie trafiła w głowę, ale prosto w „serce”. Blond włosa istota zaczęła mu klaskać. Krasnolud wzbudził u niej podziw, gdyż myślała, że od swojego topora reki nie może „odkleić”. Powtórzył ponownie czynność, tym razem trafiając w jej strzałę dzieląc ją na dwie części. – Nie masz wybranka? – zapytał niepozwiedzanie siadając koło niej.
 - Miałam, ale orkowie go zabili. Postanowił…
 - Nie musisz – przerwał jej.
 - Ale chce – uśmiechnęła się. – Postanowił wziąć udział w ostatecznej bitwie z Sauronem razem z Alwiną, a gdy chciałam iść z nim nie pozwolił mi. Miał orła, który co tydzień przylatywał do mnie z listem. Odpisywałam na każdy z nich, czas spędzony bez niego był w tedy udręka nie do wytrzymania, zwłaszcza, że byłam w ciąży. Pewnego dnia kiedy czekałam już miesiąc za kolejnym listem zrobiło mi się słabo i upadłam. Prawie bym poraniła. Gdy mu o tym napisałam chciał wracać, ale powstrzymałam go pisząc, że tam go bardziej potrzebują. Gdy urodzili się Alyaseldo i Fëaelda on zginął w bitwie. W końcu przyjechał orszak do Rivendell, a ja zdesperowana szukałam go z dziećmi na rękach, ale kiedy Elrond spuścił głowę dotarło do mnie, że zginął. Przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju. Jedynym sensem życia były dzieci, które były jego. Uriel i Shapiro obiecali mi, że kiedy umrę – a gdy jeszcze będą dziećmi - zajmą się nimi. Alwina milczała. Doskonale ją rozumiałam i starałam się jakoś pocieszyć, ale nie dałam rady, nikt nie dał. Nikogo nie słuchała. Po raz pierwszy przeżyła załamanie i prawie by się zabiła, ale zamiast tego niedługo potem zniknęła bez słowa.
Alyaseldo i Fëaelda są teraz u Elronda, który się nimi zajmuje. Przypłynął bo widział jakie czasy nadchodzą - skończyła. Przez chwile trwali w ciszy, póki nie przerwała. – No to co… Idziemy?
 - A zapomniałby - krasnolud nagle podskoczył. – Legolas przez zwykł niefortunny przypadek dowiedział się o misji Alwiny – spuścił głowę. – Był na nią zły za tę tajemnicę. Nie chciał słuchać, a ona wybiegła.
 - Dopiero teraz mówisz?! – spojrzała na niego zła. Widziałeś gdzie pobiegła? – zapytała zdenerwowana.
 - Niestety nie – mruknął zły na siebie.
 - Muszę ją poszukać – wybiegła…

****
Na początku napisałam flanelowa pelerynę, ale szybko poprawiłam. Wyobrażacie to sobie?
I mam pytanie, chcecie krótsze rozdziały a więcej czy dłuższe i mniej? Czyli takie? 4 strony w Wordzie?
I bardzo was proszę zostawiajcie po sobie ślad nie w tylko w wyświetleniach. :* Do zobaczenia :*