niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 4 – Postać w czarnym kapturze

Siedzieli w kole i opowiadali po kolei o jednej swojej przygodzie. Nie ważne z jakim zakończeniem byle tylko zabić czas, którego mieli aż nadto. Jedne były smutne, jeszcze inne tragiczne, a zaraz po tym przychodziły rozmyślania, póki ktoś nie zaczął opowiadać wesołej historii. Wyrywani z rozmyślań patrzyli na mówcę.
Zaczął wiać nie przyjemny wiatr. Mimo iż było zimno nie rozpalili ogniska przez wzgląd na bezpieczeństwo. Nie tylko swoje, ale i króla, który musiał dotrzeć cały na miejsce wędrówki. Zaledwie cząstki podróży. Jej podróży, która skończy się… Już niebawem… Czuła to i przeklinała swój los w duszy, ale wiedziała, że po to została naznaczona. Po to aby…
 - BACH! – krząknął elf co wyrwało ja z rozmyślań. – Okazało się, że to był strach na wróble wypchany słomą – wszyscy zaczęli śmiać się. Elfka odwróciła oczy ku słońcu, które jakby pocieszając ją wyszło zza chmur. Uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała, że nie długo ich spotka. Pustka znowu będzie pełna. Już niedługo. Jeszcze trochę…
- Już niedługo amil ar atar (matko i ojcze) – szepnęła prawie nie słyszalnie, ale nie dla niego. Potem znów zwróciła twarz do środka koła, napotykając wzrok Legolasa. Patrzyli przez chwile na siebie. Nie umiał nic odczytać z jej oczu. Już widziała je. Dzieciństwo. Bolesne wspomnienia powracały, a gdy powróciły nie mógł dużej patrzyć w jej oczy. Wiedział, że jest coś co bardzo ją boli. Westchnęła i popatrzyła na mówcę. Nadeszła kolej Legolasa. Słuchali z zaciekawienie, póki nie przerwał nagle w połowie.
 - Wiecie jak skończy się to. Może teraz ty Alwino – zwrócił się życzliwie do elfki. Westchnęła usiłują przewertować swoje życie i wybrała…
 - Odwiedzając Etosa, mojego wuja, napotkałam orka. Nienawidziłam ich, a teraz jeszcze bardziej. Natarłam na niego z ogromna furią. Kiedy miała przeciąć mu głowę, krzyknął „Alwina nie rób tego!”. Rozpoznała jego głos. Powiedział, że to miał być tylko głupi żart. Nie odzywałam się do niego przez dwa dni.
Potem przyszła kolej na innego towarzysza…
 - Widzę, że masz ciekawe życie – westchnął Legolas uśmiechając się do niej, gdy zostali sami.
 - Ty też niczego sobie – odwzajemniła gest. Ruszyli w dalszą drogę. W ich serca wstąpiła nadzieja na lepsze dni. Czas, kiedy wrócą spokojnie do żon i dzieci. Nie wszystkich, niektórych już dawno z nimi nie ma. Gdy zbliżali się do ostatniego postoju słońce zachodziło. Wielka ognisto – czerwona kula. Czuli jak ogrzewa ich plecy. Niebo skąpane w żółci i pomarańczy zapierało dech w piersiach. A jak to Uriel miała w zwyczaju szkicowała coś co chwile, a teraz ten widok był jej wzorcem. Nabrała wielkiej umiejętności jadąc na koniu.
Po ośmiu godzinach mieli serdecznie dosyć. Marzyli o spokojnym śnie i wypoczynku. Choć byli przyzwyczajeni do takich sytuacji ten dzień był ciężki, mimo, że chwilami było bardzo radośnie.
Gdy dotarli na miejsce Nivis z Uriel poszły przeszukać najbliższy obszar.
 - Masz plan na dalszą drogę? – zapytał jeden z elfów.
 - Nie mam. Alwina powiedziała, że zajmie się tym jak i rozplanowaniem żywności – odpowiedział Legolas zdejmując siodło z konia.

Wieczorem król dołączył do biesiady. Wyznaczyli zamiany na warty. Złoto włosa elfka wpatrywała się w niebo usłane gwiazdami. Musiała jeszcze raz wszystko sobie przemyśleć. Nie wiedziała co robić. Zarówno z listem jak i ogromną pustką w sercu, która z każdym dniem robiła się coraz bardziej nie do zniesienia. Postanowiła przejść się. Po jej policzkach spływały łzy. Nie wiedziała co robić. Czuła się tak bardzo samotna. Mimo iż przyjaciele zapewniali ją, że jej pomogą, nie stracili rodziców. Ona ich nie miała od małego. Chciała targnąć się na swoje życie, ale miała misje do wykonania, która miała okazać się końcem. To była odpowiedz na pytanie co zrobić z tą wielką pustką. Nie mogła się do nikogo przywiązać, by ta osoba nie cierpiała, żeby nie miała za dużo do stracenia. Przetarła po raz kolejny oczy pełne łez. Podciągnęła nosem i usiadła na skale. Schowała twarz w dłonie.
 - Amil ar atar, dlaczego? Czemu akurat ja? Muszę wszystko poświęcić? Odpowiadać za tych wszystkich ludzi? Dlaczego tylko ja mogę powstrzymać orków i… - urwała. – Dlaczego? – kolejne strumienie zaczęły spływać po jej policzkach. Uspokoiła się jednak i wytarła czerwone policzki.
- Coś się stało? – zapytał Legolas siadając koło niej. Odwróciła twarz tak by jej nie widział.
 - Co jeśli jej nie znajdę? – zapytała uświadamiając sobie kolejną ważną rzecz.
 - To jej poszukamy.
 - A dlaczego nie spisz? – zmieniła temat.
 - O to samo mogę spytać ciebie – próbował dojrzeć jej twarz, jednak nie mógł. – Nie mogłem spać. A po za tym za piękne niebo jest dzisiaj. Nie uważasz?
 - Tak – westchnęła łapiąc łapczywie powietrze.
 - A jeśli chodzi o konia… To znajdzie się. Bardziej bym się teraz obawiał goblinów, w końcu to ich teren. W jaskini trzeba by wyznaczyć warty i…
 - Wiesz o nas? – przerwała mu.
 - Tak. Powiedział mi całą prawdę. Cóż… To może nawet dobrze, że to wszystko potoczyło się akurat tak.
 - Może. Czyli wszystko dobrze? – zapytała dla upewnienia.
 - Tak. Musimy być czujni. Wystawiać warty, jak nas złapią, jak kompanie Bilba?
 - Tak. Szkoda, że nie da się ich wytępić – westchnęła po raz kolejny.
Posiedzieli jeszcze trochę i musieli wracać na zamianę. Warty wyznaczyli dwu godzinne. Tak aby wszyscy się wyspali.
Teraz było zupełnie inaczej. Rozmawiali, śmiali się. Byli na najlepszej drodze do przyjaźnie. Czasem jak niewiele trzeba, żeby zrozumieć człowieka. Niby nic. Taka rozmowa. Jednak późniejsze efekty są niespodziewane. Brak rozmowy, wyjaśnienia, chęci wysłuchania drugiej istoty jest częstym podwodem wojen, kłótni i rozstań. Tylko dlatego, że nie chciało się nam porozmawiać. A może po prostu nam nie zależy?
Nad ranem posilili się (jak można domyślić się Lembasami) i zaczęli zbierać się do drogi. Niestety ona nie nadawała się do jazdy konnej, więc musieli prowadzić wierzchowce. Król miał wątpliwości co do przejścia przez góry, ale zgodził się. Zaufał jej. Nie wiedział dlaczego, ale miał przeczucie, że nic nie stanie się mu ani Legolasowi przy niej. Przynajmniej żywił taką nadzieje. Bardzo kochał syna i choć Legolas nie rozumiała czasem postępowania ojca, robił to dla jego dobra.
Droga po której szli stawała się coraz bardziej skalista. Rozglądali się niespokojnie na boki, przed obawą niespodziewanego ataku, wystarczy chwila nie uwagi by stracić cenny dar – życie. Chłodne blade skały działały odpychająco. Nic innego przez najbliższe godziny nie ujrzeli. Mieli bardzo dużo czasu do namysłu. Jedni obawiali się ostatecznej walki, drudzy cieszyli się z powrotu do domu, jeszcze inni myśleli o swoich zmarłych małżonkach, dzieciach. Niektóre serca podupadły, jeszcze inne zaczęły bardziej wierzyć w lepsze dni, mimo iż niektóre wydarzenia wydawały się złudne. W końcu jak mają pokonać armię orków, które Seldomorna wskrzesił jakimś cudem. Mieli nadzieje, która była w dziewczynie, nie wiedzieli o tym, jeszcze…
Gdy droga robiła się łagodniejsza gdzieniegdzie rosły lecznicze roślinie niegdzie indziej nie spotykane. Uriel z Nivis na prośbę Alwiny zrywały je jak tylko je zobaczyły. Czuła, że przydadzą się jeszcze nie raz.
Na rozchmurzone niebo naszły ponure chmury zasłaniając słońce. Zerwał się porywisty wiatr, który zaczął gwizdać w szczelinach niepokojąc elfy. Jednak nikt nie podzielił się swoim strachem. Podejrzewając najgorsze król wysłał dwóch zawiadowców, kiedy wyszli na „polanę” tworzącą koło otoczone zewsząd skałami z przejściem na drugiej stronie. Zdziwiła ich ilość trawy i wolnej ziemi od skał. Nie podobało im się to. Weszli niepewnie na ziemie i idąc przed siebie coraz bardziej zaczęli oglądać się do tyłu. Wiatr stał się mocniejszy, naszły kolejne czarne chmury… Zbili się w ciaśniejszą grupkę, żeby trudno było ich rozbić. Robili krok za krokiem. Zostało już tak niewiele… Udało się.
Szli dalej bardziej znużeni i wycieńczeni obawą i lękiem. Coraz bardziej tęsknili za słońcem, które od pewnego czasu nie przebiło się przez kołdrę z chmur. Lecz wstąpiła nowa nadzieja bowiem odsłoniły one tej nocy księżyc, następnie coraz więcej gwiazd, które świeciły jakoś jaśniej, jakby pocieszając wędrowców i dodając im otuchy, w szczęśliwy powrót, a tańczące płomyki ogrzewały zmarzniętych. Próbowali osuszyć się po ostatniej ulewie, a gdy już wreszcie wycieńczeni kładli się spać mieli dziwne wrażenie, że ktoś ich obserwuje, przez co nie mogli długo zasnąć i podwoili wartę…

Siedziała na trawie przy wodospadzie. Szum wody uspokajał jej skołatane nerwy. Z przyjemnością patrzył jak woda łamie tafle błękitnej cieczy. Przymknęła na chwile oczy. Znów była szczęśliwa. Tak dawno tego nie czuła. Tęskniła za tym. Za lekkością ducha. Teraz ceni to o wiele bardziej niż kiedyś. Uśmiechnęła się ukazując szereg białych zębów. Zamoczyła rękę w wodzie, gdzie złożyła ją w koszyczek, podniosłą do góry. Ciecz zaczęła skapywać jej z ręki, aż zupełnie zniknęła, zamoczyła więc drugi raz, ale tym razem zaczęła bawić się w niej.
 - Szukaj nas pośród gwiazd – odezwał się mężczyzna. Rozpoznała go po głosie.
 - Co to znaczy Norsa? – zapytała nie odwracając się.
 - Dobrze wiesz o co chodzi – odparł szarooki brunet.
 - Aragorn? – spojrzała na nich. – Co ty tu robisz? Nie jesteś w Arnorze?
 - Przyszedłem pożegnać się… Ciebie, Legolasa, Gimliego, pożegnaj ich ode mnie. I prosić abyś pozdrowiła mojego syna, córki i Arwenę.
 - Elessar (Aragorn) co masz na myśli? Nie rozumiem. Dlaczego mam pozdrowić Eldariona i Arwenę?
 - Wiesz o co chodzi. Nie chcesz tego przyznać – oboje zniknęli a ją otoczyła mgła. Zaczęła biec przed siebie wpadając co rusz na drzewa lub potykając się o ich korzenie czy też kamienie. Leżąc na ziemi dostrzega zbliżającą się postać w czarnym płaszczu z kapturem zarzuconym na głowę, przez co nie mogła dostrzec jej twarzy. Chwyciła ją za gardło i rzucił o skałę. Nie wiedziała co się dzieje. Nigdy nie był tak zagubiona. Bała się. Chciała podnieść się, ale ból w plecach był tak duży, że ledwo co odwróciła się, za co dostała w twarz. Podniosła ją i rzuciła z dwa razy mocniejszą siłą. Poczuła ucisk w głowie. Obraz stawał się coraz bardziej nie wyraźny po to by znikł całkowicie…

 - Polepszyło się jej?
 - Nie nadal pozostaje w śpiączce. A jak Twoje ramie? Goi się?
 - Tak, idź odpocząć, ja tu teraz posiedzę – uśmiechnął się do przyjaciela.
 - Dobrze, tylko proszę obudź mnie jak obudzi się – już miał iść. – Legolasie- zatrzymał się. – Jak myślisz było to zaplanowane? – zapytał Shapiro.
 - Nie mam zielonego pojęci – westchnął. – Dlaczego akurat… Nie ważne, idź – pognał go. Patrzył na jej spokojną twarz. Wydawało mu się jakby już dawno odeszła z tego świata, gdyby nie jej systematyczne oddechy, które go uspokajały. Otworzyła ledwo co oczy na chwilę. Ujrzała twarz elfa.
Uśmiechnęła się nikle.
Nie trwało to długo.
Zasnęła.


Po przebytych kolejnych milach Starą Drogą Leśną nic się nie zmieniło. Nikt nie ucierpiał, ona nadal spała, przez co zaczęli martwić się o nią…
Gdy znaleźli się przy Wielkiej Rzece Anduina nastąpił przełom. Obudziła się. Sam król usiadł koło niej. Widząc go również usiadła. W głowie miała kompletna pustkę. Myślała, że to już koniec, jednak nie. Nadal żyła.
Żyła i cierpiała.
Z tego powodu.
Chciała mieć to za sobą, jednak do celu i jego spełnienia jeszcze daleka dogra.
Trudna droga.
Pełna cierpienia, wyrzeczeń i samotności. Tego najbardziej bała się – samotności. Chociaż widziała, że tak musi być i to jest jedyne wyjście by nikogo nie skrzywdzić, żeby nikt nie cierpiał aż tak bardzo. Dlatego całe życie hamowała się. A miłość wyrzucała z siebie. Gdy zakochała się zniknęła. Nie zobaczyła go już. Myślała, że to podziała. W późniejszych latach tak, niestety wcześniejsze były pełne samobójczych myśli. Wiedziała, że nie może tego skończyć w ten sposób, że ma misje do wykonania, od której zaważą losy wszystkich jej najbliższych, ale nie tylko.
 - Co się stało? – zapytała patrząc na przyjaciół, którzy przyszli do niej.
 - Gdy nocowaliśmy napadły na nas gobliny – zaczęła Uriel tuląc się do Shapira, co nie uszło jej uwadze. Uśmiechnęła się do niej znacząco. Na co ona wybuchnęłam śmiechem. Alwina odwzajemniła to.
 - Jeden z nich chwycił Cie za gardło i rzucił o ścianę jaskini – ciągnęła daje Nivis widząc, że Uriel nie jest w stanie skończyć.
 - I od tamtej pory raz otworzył oczy, aż do teraz – przerwał Nivis Shapiro.
 - Nie było tam Norsa i Aragorna? – zapytała.
 - Musiało przyśnić się coś Tobie – odpowiedział Legolas.
 - Najważniejsze, że obudziłaś się – uśmiechnął się do niej Thranduil co zdziwiło obecnych. Nie rozmawiali więcej, dali jej odpocząć, chociaż chciała ich zatrzymać jak najdłużej. Jednak osłabiona zasnęła niemal od razu.
Zadecydowali, że przejdą wpław przez rzekę. Wiec wyznaczyli elfy, które maja poszukać płytszego miejsca, a reszta miała zwijać obóz. Alwina, która teraz jechała z Legolasem na koniu zastanawiała się nad znaczeniem snu. Na myśl sunęły się różne rozwiązania. Niektóre z nich przerażały ją. Kolejne osoby? Na to wygadało.
„Może Norsa i Aragorn nie żyją? A ta postać w kapturze to śmierć? Ale to przecież za wcześnie! Nie tak miało być! W ogóle, dlaczego nie mogę żyć jak inni? Tylko mam głupią misje do wykonania, też mam uczucia. Mimo tego, że ich nie okazuje, mam je. Boje się, zakochuje się, jestem szczęśliwa – poczuła wodę na nogach, przez na zacisnęła bardziej ręce na lejcach. – To…”
 - Spokojnie – szepnął Legolas. Spojrzała na niego, a następnie znów przed siebie. Chwilę milczała, a on cierpliwe czekał na jakąkolwiek odpowiedź.
 - Zamyśliłam się – mruknęła. Nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Miała być czujna, a nie myśleć o czymś co nigdy nie zmieni się.
 - Mogę wiedzieć nad czym? – znów spojrzała na jego twarz. Wydawał się szczęśliwy. Miał szczęście, którego jej w życiu zawsze brakowało. Nie było dnia kiedy nic by się nie stało. Ból, strach, cierpienie nigdy jej nie opuszczało. Stała się podejrzliwa i nie ufna. Inna niż kiedyś. To cierpienie dotykało ją lub ważne dla niej osoby.
 - Kiedy spałam… Miałam sen, który zamienił się w koszmar. Postać w czarnym płaszczu chciała… - przerwała przerażona własnymi słowami i ufnością do elfa. Jednak skończyła wypowiedź. – Aragorn i Norsa zniknęli, kazali was pozdrowić i pożegnali się ze mną…
 - Myślisz, że nie żyją? – przerwał jej elf patrząc w horyzont, tym samym odgadując myśli elfki. Aragorn byłe jego przyjacielem, był bratem. Cierpiał z tego powodu. Wiedział, że kiedyś to nastąpi i dlatego nienawidził swojej nieśmiertelności. Chciał być jak człowiek, którego życie w końcu kiedyś kończy się i nie musi męczyć się z przykrymi wspomnieniami, ale nie tylko. W końcu w tedy ból i cierpienie też ustają.
 - Tak właśnie – patrzyła na jego smutną i poważną twarz. – Aragorn był dla Ciebie jak brat, prawda? – skinął głową.
Gdy przedostali się przez rzekę robili obóz by osuszyć szaty jak i rozgrzać się, ponieważ woda okazała się lodowata. Gobliny teraz nie były zmartwieniem jedynie pająki, które mogą ich w każdej chwili zaatakować i zabić. Wielkie, czarne, włochate bestie zaczęły schodzić na główną drogę, a ich jedyną strategią było bronić się, a przede wszystkim króla i jego syna. A wystarczy jeden fałszywy ruch, jedno potkniecie by stracić życie. Najpierw zawiną Cie w ciasny kokon połączony dziwnym lepkim śluzem, potem tracisz dech aż w końcu dusisz się, następnie wysysają z Ciebie wnętrzności żywiąc się Tobą.
Postanowili przenocować i ruszyć dalej. Grono elfów zebrało się przy ognisku i zaczęło wesoło śpiewać. Szum wody dodawał tylko kontrastu. Mieli nadzieje, że dotrą pod las wieczorem. Po spożytej wieczerzy zaczęli martwic się, że nie starczy im żywności, jednak dobre rozplanowanie uspokoiło ich choć trochę.
Rano przywitała ich mgła tak gęsta, że ledwo co widzieli się. Alwina spała blisko króla więc pomogła mu dojść do Legolasa, gdyż ten zmienił swoje miejsce noclegu wieczorem, po czym zostawiła ich samych i poszła poszukać przyjaciół.
 - Przepraszam Legolasie – powiedział ściszonym głosem. Myśląc, że elf nie usłyszał go powtórzył głośniej. – Przepraszam Legolasie. Bałem się w tedy… Jeżeli połączyłoby was coś… - nie umiał ułożyć sensownego zdania. – Nie wiem czy będzie żyła tak długo jak my. Jej ojciec był śmiertelnikiem, jeśli umarłaby po sześćdziesięciu latach… Chciałem oszczędzić Ci bólu jaki został mi po twojej matce. Bardzo Cie kocham, gdyby nie ty, dawno bym załamał się – skończył. Nie widział jego twarzy, co uniemożliwiało mu kontakt wzrokowy.
 - Ada (tato) rozumiem Cie, ale dlaczego chciałeś wymazać pamięć? To nie tłumaczy Twojego zachowania. Pewnie gdyby nie to nigdy bym jej nie spotkał.
 - Musiałem mieć pewność. Jeżeli coś was połączy…
 - Wątpię w to. Tauriel …– przerwał mu
 - Jeśli coś was połączy nie będę miał nic przeciwko – dokończył. – A jeśli chodzi o Tauriel to… - przerwał mu.
 - Znam Twoje zdanie – ponownie mu przerwał.
 - Znasz ją zbyt krótko. Poczekaj dwa lata. W tedy – zastanowił się przez chwile. – Przystanę na ten związek. Wszystko wyjaśnię się. Proszę.
 - Przystaniesz? – Legolas nie wierzył własnym uszom.
 - Tak – kiwnął twierdząco głową. – Chce tylko twojego dobra. Jesteś dla mnie najważniejszy – przytulił go. Bał się, że może nie zakochać się w innej, ale postawił wszystko na jedna kartę, widząc jak opiekował się blondynką. Miał nadzieje, która nigdy go nie zawodziła. Nie chciał widzieć Tauriel przy jego boku. Nie była dla niego. Wiedział to, ale Legolas najwyraźniej musiałam sam przekonać się o tym.
W końcu ruszyli, kiedy mgła opadła. Pomiędzy złotowłosym elfem a jego ojcem było już lepiej. Zielony liść (Legolas) starał się zrozumieć postępowanie ojca, i im bardziej nad tym myślał, tym bardziej mu to wychodziło. W dodatku Thranduil nie martwił się już o przyszłość swojego syna. Wiedział, że zakocha się w Alwinie, a o Tauriel zapomni. W końcu brunetka zakochała się w nim długo po śmierci Kiliiego. Dla przeciętnego człowieka było to sto dwadzieścia lat. Wiedział, że mądrze wybierze, a drugi ślub nie grał nawet roli, gdyż elfy wiążą się na całe życie. W historii raz zdarzył się przypadek, kiedy elf związał się z druga kobietą, ale skutki tego były tragiczne.
Smocza księżniczka nie miała wyboru, jak jechać tylko z Legolasem ze względu na Uriel, która bała się, że spadnie z konia, a z nim była po prostu bezpieczniejsza. Dziewczyna nie chcąc robić jej przykrości tylko uśmiechnęła się. Nie krepowała ją obecność elfa, ale słysząc śmiechy jego kolegów obawiała się wymyślonej historii, która mogła by mu zaszkodzić. Bała się, że ma elfkę, na której mu zależy, bo co ona może sobie w tedy pomyśleć? Plotki mogą go zniszczyć, z resztą jak każdego z nas. Znienawidziłby ją. Tylko dlaczego jej tak zależało? Sama nie umaiła na to pytanie odpowiedzieć. Może chciała zaprzyjaźnić się z nim przed tym? Oczywiście to był jeden z powodów, ale nie ten właściwy. Ten, do którego za wszelka cenę nie chciała dopuścić.
 - Nie teraz – szepnęła zapominając o słuchu Legolasa.
 - Co nie teraz? – uśmiechnął się do niej. Zauważyła jaki ma cudowny uśmiech. Odwzajemniła go z miła chęcią. – Co? – przypomniał jej o pytaniu.
 - Nie, nic. Widziałeś u was na dworze Luthiasa? – zapytała z nadzieją.
 - Tak. Znaczy był. Wyruszył dzień po nas z Leśnego Królestwa.
 - Aha - jej nadzieja znikła. – Mimo to dziękuje – mruknęła. Znali się piętnaście lat. Luthias wielokrotnie próbował wyznać jej miłość, lecz każda próba kończyła się fiaskiem. Gdy patrzył w jej oczy mieszał się, a serce przyśpieszało. Bał się, że zniszczy ich długoletnia przyjaźń. Była dla niego najważniejsza. Jak dla człowieka woda. A zwłaszcza teraz, kiedy niedługo już nigdy jej nie zobaczy. Jedynie w snach, gdzie będzie ubrana w przepiękną biała długą suknie, z długimi rękawami, gdzie przy dłoni przedłużają się rękawki jak sopel lodu. Od góry będzie haftowana srebrną nicią, a na głowie będzie miała wianek, oznakę jej władzy.
 - Jesteście ze sobą? – zapytał niespodziewanie elf.
 - Kto? – zapytała wyrwana z rozmyślań.
 - Luthias i ty.
 - Jest moim przyjacielem. Znamy się piętnaście lat – uśmiechnęła się. – Nic po za tym.
 - Rozumiem. Nie wiem co takiego powiedziałaś mojemu ojcu, ale zgodził się na mój związek z Tauriel. No może jedynym warunkiem jest bym poczekał dwa lata. – Dziewczyna jakby osłabła. – Alwina? – szturchnął ja lekko.
****
Wiem, wiem ten rozdział jest bezsensu, ale tak właściwie akcja dzieje się w piątym. Ja to rozwinę, ale początki zawsze są trudne, tak wiec poczekajcie jeszcze trochę, a mam nadzieje, że nie zawiedziecie się. Nie sugerujcie się matką Legolasa, tak mi pasowało do opowiadania więc dałam.

poniedziałek, 16 marca 2015

Zapowiedź nr. duo

Zdziwiła ich ilość trawy i wolnej ziemi od skał. Nie podobało im się to. Weszli niepewnie na ziemie i idąc przed siebie coraz bardziej zaczęli oglądać się do tyłu. Wiatr stał się mocniejszy, naszły kolejne czarne chmury… Zbili się w ciaśniejszą grupkę, żeby trudno było ich rozbić. Robili krok za krokiem. Zostało już tak niewiele…

niedziela, 15 marca 2015

Zapowiedź

(...)Przetarła po raz kolejny oczy pełne łez. Podciągnęła nosem i usiadła na skale. Schowała twarz w dłonie.
 - Amil ar atar, dlaczego? Czemu akurat ja? Muszę wszystko poświęcić? Odpowiadać za tych wszystkich ludzi? Dlaczego tylko ja mogę powstrzymać orków i… - urwała. – Dlaczego? – kolejne strumienie zaczęły spływać po jej policzkach. Uspokoiła się jednak i wytarła czerwone policzki.
- Coś się stało? – zapytał Legolas siadając koło niej. Odwróciła twarz tak by jej nie widział.
 - Co jeśli jej nie znajdę? – zapytała uświadamiając sobie kolejną ważną rzecz.
 - To jej poszukamy.
 - A dlaczego nie spisz? – zmieniła temat.(...)