poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 3 – Pożegnanie i początek nowej przygody


    Obudziła się trzy godziny później, nie mogła spać. Przebrała się i zaczęła szykować broń, włożyła strzały do kołczana, przygotowała krótki kord. Wisiorek, portret i srebrny wianek zawinęła w skórę. Osiodłała konie i naostrzyła bronie. Nie mając już nic do roboty usiadła przy kominku wpatrując się w ogień.
 - Eh… Draco… Gdybyś tu był… Nie wiem co mam zrobić, tęsknię. - Legolas, który stał w cieniu przysłuchiwał się całemu zdarzeniu. – Jak ja mogłam przyjaźnić się z Legolasem? Może pomyliła imiona? Nie wiem. Najlepiej będzie jak o tym zapomnę. W dodatku nie mam pewności. Może on wczoraj nie spał? Z resztą…
 - Przy…- wymsknęło się Legolasowi. Dziewczyna poderwała się nagle. Podeszła do cienia skąd pochodził odgłos. Podniosła rękę dotykając policzka elfa. Jej ciało przeszedł dreszcz, cofnęła się i wyszła.
Zeszła prosto do kuchni poszukać jakiś przekąsek, którymi mogłaby nakarmić konie. Wzięła parę jabłek i marchewek, po czym udała się do stajni.
Stał jakby zobaczył ducha, nadal czuł jej delikatną i aksamitną dłoń na swoim policzku. Usiadł w fotelu, na którym ona wcześniej i wpatrywał się tępo w ścianę. Nie wiedział co ma o tym myśleć.
„Nie możliwe. Przyjaźniłem się z nią? W sumie widziałem już gdzieś wcześniej te tajemnicze oczy. Ojciec mówił, że to Alyatoron. W sumie też był blondynem, ale jeżeli ma takie włosy jakie miała kiedyś… To znaczy, że ojciec mnie okłamał, musze z nim porozmawiać… A jeżeli nie on to Elrond. On na pewno mi powie. Jeśli to prawda to co? Może nie jest taka zła… Muszę ją lepiej poznać, to najlepsze wyjście.
Ale ciekawi mnie jeszcze sprawa mojego dzieciństwa. Prawie w ogóle niczego nie pamiętam. Oczywiście zapewniał mnie, że nic ważnego się nie zdarzyło, co mogłoby być warte uwagi…”
 - Legolasie – wyrwał mnie z zamyślenia ojciec.
 - Ojcze mam do Ciebie pytanie – dopiero teraz zauważył, że do środka weszły inne elfy.
 - Słucham.
 - Wytłumacz mi proszę… - przerwał namyślając się. - A może wyjdziemy, Elrondzie pójdziesz z nami?
 - Dobrze – odpowiedział uśmiechając się. Cała trójka wyszła na taras. – O co chodzi?
 - Chciałem zapytać sie o co chodzi.
 - Legolasie jaśniej – zdziwił się Thranduil.
 - Alwina…
 - Co z nią? – zmartwił się pan domu tym samym przerywając elfowi.
 - Nie rozumiem – na czole króla pojawiła się zmarszczka.
 - Co się stało, że jej w ogóle nie pamiętam? Dlaczego? Może mi w końcu powiesz? Przyjaźniłem się z nią, to wiem, ale co z moją pamięcią?
 - Wiedziałem, że to kiedyś nastąpi. Legolasie, synu… Byłem u czarodzieja, by wymazał Ci pamięć. Nie chciałem, żeby coś was połączyło. Nie jest z naszego rodu. Przepraszam Cie – skończył, a Legolas z niedowierzaniem patrzył na niego.
 - Czyli to prawda?
 - Tak.
 - Elrondzie… Powiedz jaki czarodziej by tak postąpił?
 - Saruman. U niego byłeś? – zapytał syna Orophera. Skinął głową.
Legolas wyszedł, a dwóch dostojników stało patrząc na siebie. Thranduil wiedział, że źle zrobił, ale w tamtej chwili wydawało się to jedyne wyjście. Wrócili do pozostałych gości. Jak łatwo dało się domyślić Legolasa wśród nich nie było.
Również można było się domyślić, że był w swojej komnacie, co było prawdą. Leżał na łóżku ze spuszczonymi nogami. To czego się dowiedział… Nie spodziewał się, że to prawda. „Zgubionego” we własnych myślach zaczęła boleć głowa, ale gdy zamkną oczy i rozluźnił się, ból ustał.
Patrzył na zdobiony sufit.

„Jednak się z nią przyjaźniłem. To stąd znałem te oczy. A wracając to może nie jest taka zła. Nie wiem jeszcze co zrobię, ale coś na pewno. Ciekawe co u Tauriel. Ma śliczne oczy, słodko wygląda – uśmiechnął się na samą myśl o niej.-Może ojciec w końcu przekona się do niej. I pomyśleć, że gdyby nas w tedy ojciec nie rozdzielił, nie zakochałbym się w niej. No cóż i tak bywa. Dzięki temu poznałem piękną elfka bliżej, chociaż nie jest z rodu Sindarów. A Alwina? Nie wiem, spróbuje poznać ją…”




Leżała w wannie ciepłej wody. Myślała nad pożegnalnym listem do Elronda, nie miała pojęcia co w nim napisać, przynajmniej nie umiała tego napisać. Nie lubiła pożegnań, a zwłaszcza takich. Już nigdy go nie zobaczy, a on jej. Jest dla niej jak ojciec i dziadek w jednym. Zawsze śmiała się, że ma czterech ojców. Jednego, z którym niebawem miała się spotkać, Draco, którego również zobaczy, Bowen’a i Elrond’a. Byli jej rodziną, najbliższą.
Namoczyła szmatkę i spłukała cało. Przesz dwie godziny próbowała się odprężyć, ale jej wysiłki poszły na marne. Wysuszyła się i ubrała długą białą tunikę. Przeczesała włosy patrząc w lustro. Wszyscy, którzy znali jej matkę mówili i nadal mówią, że jest do niej bardzo podobna, jak dwie krople wody, niemal, że identyczne. Wyjęła pióro, atrament, kartkę i zaczęła pisać…

Drogi Elrondzie

Dobrze wiesz dlaczego do Ciebie piszę.
Nienawidzę pożegnań, a zwłaszcza takich. Nigdy już się nie zobaczymy. Specjalnie dla mnie wróciłeś za morza, uparłeś się, ale co na to poradzić.
Pamiętasz jak byłam mała? Weszłam w tedy na drzewo. Zdaje się, że od miesiąca nie widziałam Legolasa, nie chciałam uwierzyć, że to mógłby być on, myślałam, że nie żyje, a imiona to zbieg okoliczności. Nadal zastanawiam sie, dlaczego go nie poznałam. Gdy teraz przypomnę sobie te oczy… Wiesz o co mi chodzi. Niczego nie obiecuję, ale postaram się. Wracając… Szukaliście mnie chyba z pięć godzin. Mama odchodziła od zmysłów i płakała, tak przynajmniej mi powiedziano. Ciągle zadawała pytanie „Co jeśli ją zabili?” Bowen… On w tedy był z ukochaną. Nie mógł wam pomóc. Nawet nie wiedział o tym, dopiero później o tym usłyszał. Pamiętasz jego reakcję? Bo ja bardzo dobrze.

Przypomniałeś sobie o tym orzechu, na którym zawsze siedziałam kiedy było mi źle. Nikt mnie wtedy nie widział, mogłam być sama ze sobą. Przyszedłeś… Długo Ci zajęło uspokajanie mnie. Tuliłeś mnie w ramionach tak długo póki nie przestałam płakać, a potem nie zasnęłam. Zaniosłeś mnie do rodziców. Tato powiedział, że jeśli go zabraknie macie się mną zaopiekować. Przyrzekłeś. Nie rozumiałam jeszcze w tedy tamtych słów. Teraz wiem o co mu chodziło. Kocham Cie jak ojca. Trudno mi pisać ten list. Nie wiem gdzie bym była gdyby nie ty. Pamiętaj, że nie ważne gdzie będę daleko czy blisko, a może nawet mnie już nie będzie, zawszę będziesz w moim sercu. Pożegnaj wszystkich. Wiesz o co mi chodzi.
Alwina

Pisząc to miała łzy w oczach. Złożyła go i zostawiła na biurku. Wyszła ostatni raz na balkon. Legolas też tam był.
 - Znasz plan drogi? I to, że puścili pochód, który ma sprawdzić drogę i to, że przesunęło się o dzień? – zadała szereg pytań. Elf w odpowiedzi skinął głową. Wróciła do środka, położyła się i zasnęła…
Obudzała się dość wcześnie, ubrała się, a na wszystko założyła płaszcz, który dostała od Galadrieli z zapinką. Wzięła list i zeszła do biura Elrond’a. Gdy go tam nie zastała wróciła do siebie. Wzięła szkatułkę i zeszłą do jadalni gdzie siedzieli Elrond, Thranduil, Uriel, Shapiro, Legolas i Nivis. Przywitała ich i zajęła miejsce koło ‘ojca’. Pierwszy raz od pobytu tuta śmiała się, aż Legolas zwrócił uwagę. Dlaczego? Odkąd tu przybyła rzadko kiedy sie uśmiechała, oczy cały czas były ‘ponure’, a o śmiechu nie było w ogóle mowy, przynajmniej przy gościach.
A wracając do niego czar najprawdopodobniej prysł, ponieważ zaczął przypominać sobie dzieciństwo. Uśmiechnął się na samą myśl o iskrzących się oczach. Jednak kiedy napotkali swoje spojrzenia spoważnieli. Nie mogli przełamać muru, który pomiędzy nimi powstał.
Po skończonym śniadaniu przyszło się im pożegnać. Stali przed brama, która rozdzielała dzicze od miasta. Konie nerwowo stąpały przeczuwając co je czeka. Alwina przytuliła ostatni raz Elrond’a podając mu list.
 - Zacznij jak odjedziemy – szepnęła mu na ucho. Uśmiechnęli się do siebie. Wsiadła na konia gdzie siedziała już Nivis.
 - Żegnaj przyjacielu – westchnął Thranduil.
 - Żegnaj, niech los wam sprzyja.
 - Dziękuję Elrondzie, dzięki Tobie zapewne przypomina sobie dzieciństwo.
 - Spróbują ją poznać, nie jest taka zła – mrugnął do Legolasa, po czym roześmiał się.
Ruszyli całą kompanią przez wielką bramę do ścieżki wiodącej do Starej Drogi Leśnej. Musieli zjeść z koni bo pewnym memencie zrobiła się zbyt wąska by jechać na niej konno. W jednym miejscu było urwisko, Legolas źle nadeptując by spadł, ale Alwina przytrzymała go za kołczan.
 - Nie chce mieć elfa na sumieniu – syknęła.
 - Synu proszę uważaj trochę bardziej dziej – poprosił go ojciec.
Potem spojrzał na nią, a gdy uśmiechnęła się zignorował to. Nie zawiodła się bowiem nie oczekiwała niczego w zamian. Szli więc dalej nad urwiskiem. Wczoraj dowiedziała się, że Gimli jest już w Leśnym Królestwie. Nie mogła się doczekać spotkania z nim, miała do niego wiele pytań. Znała Kiliiego, a gdy dowiedziała się o jego śmierci dowiedziała jego grób. Znała też matkę rudego krasnoluda. Kiedy Smauga zaatakował chciała pomóc, ale miała ważne zadanie do wykonania.
Gdy w końcu wyszli na ścieżkę majaczyły przed nimi szczyty Gór Mglistych. Srogie i surowe, które odstraszały już z daleka swoja „potęgą” i ogromem. Często zdarzało się, że ludzie nie wytrzymując z zimna umierali, dlatego też walono chodzić na około, ale też ze względu na gobliny. Wędrowcy mieli szczęście, ponieważ był i mimo środku jesieni liście nie zmieniły jeszcze aż tak bardzo koloru.
 - Przed nami dwadzieścia sześć godzin marszu – powiedziała Alwina.
 - Ile to mili? – zapytała Uriel.
 - To jest… Chyba 50. Czyli, że osiemdziesiąt kilometrów – westchnęła. – Nivis podjedziesz bliżej króla, proszę? – zapytała uśmiechając się. Ta skinęła z rozweseloną twarzą. – Thranduirze – zwróciła się do niego. Spojrzał na nią. – Po dziesięciu milach zatrzymamy się. To jest szesnaście kilometrów. Za jakieś pięć i pół godziny można by zrobić przerwę, żeby dać wypocząć koniom.
 - Masz rację. Dziękuję za słuszna uwagę. Nawet nie pomyślałem o tym – uśmiechnął się delikatnie (prawie niezauważalnie) do blondynki, jednak ona to zauważyła. Nivis zwolniła kroku.

Na ich nieszczęście zaczął padać deszcz. Nie mieli gdzie się schronić, wiec założyli kaptury na głowy i ruszyli dalej. Gdy doszli na miejsce chmury odsłoniły słońce, zaraz zaczęli zwracać twarze ku gwieździe, za której sprawą ich serca nabierały otuchy, gdyż ulewa strasznie utrudniała im podróż jak i wiele czynności.
 - Jak zamierzasz rozłożyć podróż? – zapytał Król Leśnego Królestwa. Zaskoczyła ją to pytanie, ale odpowiedziała.
 - Pokonałabym jeszcze dziesięć mili. W tej chwili mamy… - spojrzała na Shapiro.
 - Coś po południu.
 - Zrobimy pół godzinną przerwę pokonamy te dziesięć mili i to będzie coś po osiemnastej. Jutro o godzinie piątej ruszymy i pokonamy piętnaście mili, godzinna przerwa i powtórzymy to jeszcze raz. Wieczorem powinniśmy stanąć przed górami.
 - Niech tak będzie – odszedł.
 - Nie martwisz się o gobliny? – zapytał Legolas.
 - Mam nadzieje, że ich unikniemy…
****
Flaki z olejem, ale w następnym zacznie się dziać. Staram się rozkręcać stopniowo akcję, ale w tedy jest nudno. Sama nie wiem. Potrzebuje waszej opinii  ;).
WAŻNA INFORMACJA DOTYCZACA WSZYSTKICH MOICH BLOGÓW PRÓCZ JEDNEGO
Skończę jeden blog co spowoduje zatrzymanie pozostałych, ale chce go skończyć ponieważ mam już ułożoną całą historię i musze tylko napisać rodziły, bo opisowe mam zrobione. A do tego bloga mam już zaplanowane wszystko na najbliższe rozdziały z wyprzedzeniem jednego, który mam napisany już w zeszycie  :).