sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 10 – Naga prawda

Wesołych i spokojnych świąt :*
Pijanego sylwestra :* :D :P

Przez całą drogę miała w głowie słowa Tauriel. Gdyby nie Legolas, który im przerwał. Żywiła tylko nadzieje, że to nic poważnego. Miała dość, jak na jakiś czas wiadomości dobrych i złych – zwłaszcza tych. Patrząc w oczy księcia czuła, że coś jest nie tak. Owszem nie uszło jej uwadze, że odkąd wybudziła się elf zrobił się bardzo skryty. Czasem nawet żałuje, że musiał ją uratować. Nie lubi być przyczyną zmartwień. Próbowała się nawet parę razy o to zapytać, ale za każdym razem kończyło się to fiaskiem. Przed salą tronową stało dwóch dumnie wyprostowanych strażników. Z uśmiechem na twarzy pełnili służbę w złotej zbroi. W oczach mieli już nie jedną bitwę wygraną, ale i przegraną. W końcu nie da się ciągle wygrywać. Prawda? Gdy tylko zobaczyli Legolasa ukłonili się i otworzyli nam drzwi.
Król uśmiechnął się życzliwie na widok Legolasa i Alwiny. Wiedział jak ich do siebie ciągnie i mimo, że dziewczyna próbowała to ukryć, on wszystko widzi. Jak na niego patrzy gdy jest prawie pewna, że nikt jej nie widzi. Z jaką czułością go przytula. Jej szczery pełen miłości uśmiech, którym dążyła go żona. Widząc, jak dziewczyna widocznie chowa coś za plecami podszedł do nich, a jego długa aksamitna zielono-szara peleryna ciągnęła się za nim, buty zaś wystukiwały rytm o posadzkę. Spojrzał zdziwiony na obojga.
 - Kąpaliście się razem? – zapytał próbując powstrzymać śmiech.
 - Nie! – wypalili szybko oboje, za szybko. - To znaczy tak! – znów to samo. Król Nie mogąc się powstrzymać wybuchł śmiechem, który odbijał się od ścian przekazując go dalej.
 - No dobrze, a co tam chowasz księżniczko? – dziewczyna podała mu zawiniątko zdziwiona, gdyż zawinęła je by nie wzbudzić podejrzeń.
 - Wiedziałeś – spojrzała na niego zdziwiona wytrzeszczając oczy.
 - Oczywiście że tak – ponownie się zaśmiał.
 - Księżniczka? – zapytał zdziwiony książę.
 - Z twoim ojcem wiedzą cztery osoby. – zaczęła bawić się swoimi palcami spuszczając wzrok. Gdy już miał je odwinąć do sali weszła Tauriel.
 – Możesz wyjść nie jesteś na razie potrzebna – schował skrzynkę pod pelerynę. Naburmuszona elfka ukłoniła się i niechętnie wykonała rozkaz. Tharnduil oddał Alwinie wierzchnią cześć jej stroju i zaczął przyglądać się wieku. Podszedł do tronu i zaczął się uważnie przyglądać rzeczom. Uśmiechnęli się do siebie. Legolas korzystając z chwili nieuwagi ojca chciał wziąć rękę dziewczyny co ukradkiem zobaczyła, ale gdy tylko ojciec księcia odwrócił się do nich cofnął ją natychmiast. – Widziała ją?
 - Chyba nie, nie miała jak – założyła pelerynę dla niepoznaki.
 - To dobrze. Nie wyruszy z wami ze względu na pewna okoliczność, którą Legolas ci wytłumaczy – wymieniał smutne spojrzenie z elfem. Spojrzała na nich pytająco.

„Może ma z nią dziecko? To by wyjaśniało jego dziwne zachowanie. Wszystko jasne. To o tym chciała mi Tauriel powiedzieć. No, ale nie mogę go odtrącić. Załamie się całkowicie. Muszę go wesprzeć. Ze mną rodziny i tak by nie stworzył. To w sumie nawet dobrze. Problem tylko w tym, że go kocham,. Przyszłego męża Tauriel i jej dziecka.” – patrzyła tępo w posadzkę.
Nie wiedziała co myśleć. Kolejny raz życie rzuciło jej kłody pod nogi. Czemu zawiniła? Tak często zadawała sobie to pytanie. Kiedy inni byli szczęśliwi ona zawsze cierpiała. Nigdy nie miała spokoju. Może w końcu nadejdzie ten dzień kiedy go odzyska. Nie będzie musiała się martwić. Na pewno nadejdzie.
 - Wyruszycie za trzy dni. A teraz trzeba ją otworzyć – wpatrywał się w jej kamienny wyraz twarzy. – Alwina? – dziewczyna spojrzała na niego wyrwana z rozmyślań.
 - Tak? – spojrzała na niego smutnym wzrokiem. – A tak – podniosła wieko, a z wnętrza wydobył się na krótką chwile blask.
 - Twoje atrybuty – uśmiechnął się lekko Legolas.
 - Na to wychodzi… - podała skrzynkę Legolasowi, a sama wyjęła medalion ze smokiem. Trzymała go w ręce wpatrując się w mały biały kamyk - diament, który trzymał smok w paszczy. Matka, zawsze mówiła, że ma patrzeć na najjaśniejszą gwiazdę i już nigdy nie będzie sama. Obejrzała go z każdej strony aż w końcu zawiesiła na szyi i schowała pod koszulą. Następna była korona, która przypominała diadem. Wykonany z lekkiego elfickiego metalu. Było również berło, którego trzon rozgałęział się i plątaniną oplatał diament. Wysadzany było mały kryształkami, które odbijając światło dawały niesamowite kolory na ścianach. Jak niebo roziskrzone od gwiazd. Znalazł się również pierścień ze smokiem.
 - Kiedy się ujawnisz? – zapytał ze smutkiem w głosie Thranduil. Jej matka sprawiedliwie władała, ale kiedy poznała swojego ukochanego zrzekła się tronu i nastał chaos; i pomyśleć, że gdyby nie upartość nadwornych urzędników jej królestwo by nie upadło.
Niegdyś piękne królestwo. Kwiaty kwitły na drzewach przez cały rok. Najczystsza woda płynęła strumieniami. Ludzie żyli w zgodzie z naturą i smokami. Kiedy młoda królowa zakochała się w prostym wieśniak, a ich miłość wyszła na jaw zakazano jej kontaktu z ukochanym pod groźbą detronizacji. Wiedziała, że sprowadzenie obcych ludzi, na urzędy nie było dobrym pomysłem. Niestety w tedy nie miała władzy. Jej ojciec stwierdził, że to dobre przedsięwzięcie. Oszukano go. Nie mając wyboru matka Alwiny zrzekła się tronu. Władzę objął w tedy jej brat, jednak w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął. Królestwo znów pozostało bez władcy. Na ziemiach zapanował chaos. Ludzie zabijali ludzi, okradali się nawzajem z braku pieniędzy i pożywienia. Ziemia wyjałowiała i porosła dzikim lasem. Smoki opuściły góry, doprowadzając do całkowitego wyniszczenia. Nowy król nadany przez królestwo, które zdradziło władców zaczęło wyniszczać jeszcze bardziej lud Królowej Smoków. Na jakiś czas wprowadzili szlachtę, ale nie widząc przyszłości, dla niegdyś najpotężniejszego królestwa opuszczono je pozostawiając już niewielu potomków smoków. Zaczęto na nich najeżdżać. Pozostały tylko stare ruiny.
 - Elrond to zrobi po mojej śmierci. Wcześniej to nawet sensu nie ma. Nikt już o nas nie pamięta. Zostałam najprawdopodobniej sama. Nasz ród wraz z moją śmiercią całkowicie wyginie.
 - Czuje się odpowiedzialny za tą tragedie – spojrzał smutno w jej oczy, ale ona uśmiechnęła się ciepło.
 - To wina tylko tamtych ludzi. Jeżeli miałby się ktoś o to obwiniać to właśnie oni, nikt więcej.
 - Dobrze więc. Wybaczcie, ale obowiązki wzywają – uśmiechnął się do niech i odszedł.

Już wiedział i był tego pewny. Kochał ją nad życie, a wizja wspólnej przyszłości napawała go ogromnym optymizmem. Schował srebrny pierścionek do pudełeczka, a je włożył do kieszeni. Planował to zrobić w inny sposób, ale brakło na to czasu. Stwierdził, że nawet jeśli nie będą to najromantyczniejsze oświadczyny, będzie to dowód jego bezgranicznej miłości. Zapukał do jej pokoju z samego rano, po czym w ciemno zielonej tunice i brązowych spodniach wszedł bez wahania do środka. Pocałował policzek śpiącej elfki i uklęknął przy łóżku. Zaspana elfka przetarła oczy i odwróciła się w jego stronę. Zaskoczona zamrugała parę razy oczami, myśląc że nadal pozostaje w krainie snu. Otworzył szaro-niebieskie pudełeczko i uśmiechnął czule.
 - Uriel jesteś gwiazdą na niebie, która świeci dla mnie w najciemniejszą noc. Motylem, który zwiastuje odrodzenie – dostrzegła w jego oczach łzy, przez co po jej policzku spłynęła łza, a zaraz za nią kolejne. – Wyjdziesz za mnie? Zechcesz towarzyszyć mi do końca życia? – zapytał z nadzieją.

 - Tak – wyszeptała ledwo słyszalnie nadal płacząc ze szczęścia. Włożył jej pierścionek na palec i pocałował. – Możesz mnie tak budzić codziennie – stwierdziła rozpromieniona.

Przyjaciele byli w niebo wzięci gdy dowiedzieli się o oświadczynach, a ich humory poprawiły się. Jutro z samego rana muszą wyruszyć, a ona nadal nie dowiedziała się o co chodziło Tauriel i Thranduilowi. Cieszyła się szczęściem przyjaciół, ale tajemnica nie dawała jej spokoju. Nie łudziła nawet sobie nadziei, że zobaczy przyjaciółkę w śnieżnobiałej sukni. Nie mogąc wysiedzieć w czterech ścianach swojego pokoju wybiegła do ogrodu. Wpatrywała się w ścieżkę usypaną białymi kamykami. Podnosząc na chwilę wzrok spostrzegła postać siedzącą na ławce. Ruszyła szybszym i zdecydowanym korkiem ku niej. Im bliżej niej była, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to załamany Legolas. Siedział zgarbiony podpierając się łokciami o kolan, a twarz miał ukrytą dłoniach. Usiadła koło niego i położyła rękę na ramieniu. Nawet nie drgnął. Nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Czując, że chce zostać sam chciała wstać.
 - Tauriel jest ze mną w ciąży – szepnął bliski płaczu. – Nie chce go. Byłem spity, wiedziała o tym. Nie kocham jej nawet – spojrzał w jej oczy. Widział w nich zawód i coś jeszcze, ale nie mógł tego określić. Czuł, że tak będzie. Stanie się w jej oczach nic nie wartym elfem, który sypia ze wszystkimi na prawo i lewo. Czekał więc cierpliwe aż odejdzie, da mu w twarz, wyśmieje. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło. Nic nie powiedziała tylko patrzyła tępym wzrokiem w jego oczy, w których miał łzy. Widziała jak cierpi. Nie mogła być bezuczuciowa. Owszem dobiło to ją całkowicie, ale był jej przyjacielem, a nawet kimś więcej. – Błagam powiedź coś – po jego policzku spłynęła łza. Nadal stała i patrzyła na niego. Patrzyła i nie wiedziała co zrobić jak zareagować, czy wybuchnąć płaczem, nakrzyczeć na niego, pocieszyć. Spuścił wzrok. Czuł, że to koniec, nie zasługiwał na to wszystko co miał.

„Czyli jednak. I co teraz? Będzie musiał ją poślubić… Dziecko musi mieć ojca. Nie można go pozbawiać żądnych z rodziców. To nie ludzkie. Dlaczego to takie trudne dać komuś odejść? Musiałam się to właśnie w nim zakochać? Co mnie oczarowało? Jego lodowato niebieskie oczy, a może oniemiający uśmiech, który rozjaśnia najciemniejszy mrok? Muszę go wesprzeć, nie mogę patrzeć jak cierpi. Nie potrafię, kiedy widzę jego łzy świat nie jest już taki wesoły.”
Przytuliła go przymykając oczy. Zacisnął bardziej ramiona. Nie chciał by odchodziła. Na pewno nie z takiego powodu. Liczy się tylko ona. Po dłużej chwili czując, że uspokoił się odsunęła się i spojrzała w jego oczy przepełnione wstydem.
 - Musisz je uznać – uśmiechnęła się pocieszająco. – Ale to nie znaczy przecież, że musisz kochać Tauriel – chwyciła go za rękę. Ulżyło mu. – Obiecaj, że nie wiem co by się działo będziesz je wspierał, nie musisz nawet Tauriel, ale to jest twoje małe maleństwo.
 - Obiecuję – ponownie ją przytulił. – Dziękuję. Bardzo cię cenię – wyszeptał zamykając oczy. – Zawsze wiesz jak mi pomóc, a ja tobie?

 - Zrobiłeś dla mnie o wiele więcej niż ci się zdaje. Nie chodzi mi o to kiedy uratowałeś mi życie – uśmiechnęła czując jak oplata ją mocniej. Potem już nic nie mówili. Siedzieli wtuleni w siebie nawzajem.

Po trzydziestu minutach zorientował się, że dziewczyna śpi. Uśmiechnął się widząc jak się uśmiecha. Podniósł ją, a ona oplotła swoje ręce wokół jego szyi. Zaniósł ją do pokoju mijając po drodze uśmiechy służby i ojca. Położył ją delikatnie na łóżku i przykrył aksamitną białą kołdrą. Wychodząc stanął w drzwiach i szepnął ciche „Kocham Cię”.
Uśmiechnął się do siedzącej z tyłu Alwiny, co z miłą chęcią odwzajemniła. Przy nim zapominała o przeznaczeniu, które należało spełnić, a życie stawało się piękniejsze i lepsze. Nawet teraz gdy on czekał na dziecko. Nadszedł czas, gdy siódemka podróżnych opuściła bramy Leśnego Królestwa udając się w stronę Gór Mrocznej Puszczy z nadzieją na lepsze dni. Gimli, który dotychczas jeździł tylko i wyłącznie na koniu z Legolasem, teraz musiał ‘zadowolić’ się Nivis. Bardzo polubił blond włosom elfkę. Po raz kolejny doświadczył mądrości i przyjaźni tej rasy, bowiem nie wszystkie elfy przywykły do krasnoludów, spoglądając i traktując ich jak gorszych od siebie. Niestety to działała w dwie strony. Nie każdy krasnolud byłby zdolny do takiego modelu przyjaźni.
Gdy w końcu wyszli z lasu mogli spokojnie udać się na pola Gladen. Długo zastanawiała się jak przejdą przez Rzekę Anduina, gdyż jesienią wody wzbierają. Jadąc po brązowo zielonej równinie zauważyli w oddali leżącą postać. Pognali konie do galopu. Po paru minutach zatrzymali konie widząc blond włosą kobietę. Alwina natychmiast zsunęła się z wierzchowca klepiąc go. Wyjęła bukłak i dała jej pić.
 - Dziękuję pani – uśmiechnęła się.
 - Kim jesteś i dokąd zmierzasz? – spojrzała na nią podejrzliwie.
 - Weaorne pani, a zmierzam do Rohanu – odparła patrząc na Legolasa.
 - W takim razie pojedziesz z nami, jeżeli ci to odpowiada – skinęła głową. Alwina pomogła wsiąść jej na konia Luthiasa uśmiechając się ciepło do przyjaciela. Po kilku minutach jazdy Legolas głowę w jej stronę.
 - Nie boisz się, że to szpieg?
 - Nie, mamy przewagę. A nawet jeśliby to chodzi im tylko o mnie – uśmiechnęła się co odwzajemnił i skupił się na drodze. Chwycił jej rękę oplatającą go w pasie. Czuła, że to jej miejsce. Znów zaczęła marzyć. Gdyby nie musiała wykonać zadania, Legolas odwzajemniał jej uczucia. I wiedziała, że choć nigdy nie powie mu ‘Kocham Cię’, życie bez niego byłoby jeszcze trudniejsze, a wiecznie w Pałacu Thranduila nie mogłaby przebywać. Zawsze się zastanawiała dlaczego się w nim zakochała w końcu zawsze znajdą się piękniejsi, mądrzejsi, odważniejsi. Więc dlaczego?
****
Cześć i czołem! Dawno mnie tu nie było! No, nw dlaczego wszędzie były smoki, ale tak jakoś, stwierdzałam, że to jej atrybuty.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale jestem bardzo zmęczona.

I teraz będę musiała się skupić na konkursie, na który pisze opowiadanie wiec przez święta niestety nie tknę blogów.

sobota, 12 grudnia 2015

Reklama

Przepraszam za zwłokę, ale musiałam Poprawić rozdział na innego bloga. Pisałam próbne testy, przygotowywałam się do zawodów z kosza i jestem przeziębiona, a teraz jeszcze będę miała próby na przedstawienie. Ale nowy 10 się już piesze :)
Te zdjęcia sama przerabiałam. Na drugim tego nie widać, ale z lewej są włosy Alwiny, bo screen zrobiłam z filmu. :)




środa, 11 listopada 2015

Rozdział 9 – „Tak za tobą tęsknie”

Obudził się bólem głowy. Czuł się jakby ork przywalił mu toporem w głowę. Gdy zorientował się, że leży nagi w łóżku Tauriel przeraził się. Kiedy do pokoju weszła elfka, natychmiast owinął się kocem i zamknął oczy. Nie mógł uwierzyć jaką głupotę popełnił. Jakie będą tego konsekwencje. Co będzie musiał zrobić. Przecież kocha Alwinę, nie może…
 - Proszę włóż coś na siebie – błagał. Zachichotała i ubrała swój szlafrok. – Czy… my… głos mu drżał. – Czy… m-my-y… - nie mógł nic powiedzieć.
 - Tak i to nie raz – zaśmiała się radośnie. Książę zrobił się blady i wybałuszył oczy. Nie będzie mógł spojrzeć dziewczynie w oczy, ojcu, przyjaciołom, wszystkim. Jak mógł być tak nie rozważny! Jak mógł do tego dopuścić. Przecież elfka może zajść teraz w ciążę. Podeszła do niego i chciała pocałować, ale odepchnął ją od siebie.
 - Proszę wyjdź, chciałbym się ubrać – przełknął silne nadal wybałuszając oczy.
 - Kochanie przecież…
 - Nie nazywaj mnie tak. Nie cofnę tego co się stało. Widziałaś, że byłem pijany! – warknął nerwowo. – Widziałaś. Dla mnie to nic nie znaczyło. Proszę nie mów nikomu.
 - Jak chcesz – burknęła wściekła i wyszła trzaskając drzwiami…
Zmierzał w kierunku sali tronowej. Musiał powiedzieć ojcu. Nie mógł tego ukrywać, każdy musi brać odpowiedzialność za swoje czyny. Teraz jest już za późno. Ukrywanie tego tak czy siak kiedyś by się skończyło. Wszedł zmieszany ze wzrokiem przykutym w podłogę. Król widząc kamienny wyraz twarzy syna nakazał opuścić wszystkim salę.
 - Co się stało? – zapytał gdy tylko drzwi zamknęły się za strażnikami. Książę nie spojrzał mu w oczy. Nie potrafił. Czuł, że go zawiedzie, wychował go na dobrego elfa-sam, a teraz? Pomyśli pewnie, że to jego wina. Zawiódł nie tylko go, ale także siebie. – Powiesz? – uśmiechnął się ciepło.
 - Spałem z T-tauriel – wydukał. Thranduil wyprostował się przerażony na swoim tronie. Spojrzał na niego z góry.
 - To jakiś żart? – zaśmiał się nerwowo. Legolas nie spuszczał wzroku z podłogi. – Odpowiedz! – warknął uderzając pięścią w oparcie.
 - Nie. Byłem pijany. Wiedziała o tym. Nie kocham jej. Nie mogę jej poślubić. Alwina…
 - Wiem – przytulił go przerywając mu. – Porozmawiam z nią. Módl się by nie zaszła w ciąże. A teraz idź do Valatimpe (Alwina).
 - Ja…
 - Wiem Legolas, tak samo było z Twoją matką, dokładnie tak samo – uśmiechnął się na samo wspomnienie. Tak właściwie to nie pochodziła z żadnego szlachetnego rodu elfów, ale pokochał ją jak córkę.
 - Dlatego…
 - Wiedziałem, że Tauriel to nie partia dla Ciebie, i miałem racje. Idź do niej. Nadal śpi. Lekarze powiedzieli, że może to potrwać nawet do miesiąca – uśmiechnął się pocieszająco.

 - Masz rację – wyszedł…
Nadal nie mógł uwierzyć w to co się stało. Miał pretensje do siebie o to, że nie wspierał syna dostatecznie, tak jak powinien. Co jeśli zrobił by coś gorszego? Pociął się, albo zabił? Nawet nie mógł sobie tego wyobrazić. Obiecywał Laurëariel, tyle razy…Gdy do pomieszczenia weszła rudowłosa elfka przerywając jego myśli, strażnicy opuścili salę. Elf zmroził elfkę spojrzeniem pełnym wyższości i pogardy. Zastanawiał się czy nie wydalić jej ze służby, ale to mogłoby dać poddanym do myślenia.
 - Witaj ada (tato) – uśmiechnęła się.
 - Nie zwracaj się tak do mnie – warknął. – Był pijany! – uderzył pięścią w tron. – Wiedziałaś!
 - To nie zmienia faktu…
 - Właśnie, że tak! Taki czyn musi być świadomy! Nie pozwolę mu zmarnować życia – warknął przez zaciśnięte zęby. Podszedł do niej i staną tuż przed nią.
 - Masz na to dowód? – zapytała z chytrym uśmiechem pewna siebie.
 - Myślisz, że jestem taki głupi? – zaśmiał się i przyniósł jej księgę po czym pokazał fragment prawa. Jej uśmiech tak szybko jak się pojawił tak szybko znikł, a on zaśmiał się triumfalnie. Nie pozwoliłby nawet na ten ślub, wywiózł ją gdzieś, wymazał pamięć. – Jeśli będziesz w ciąży dostaniesz pieniądze na wychowanie dziecka.
 - Nie pozbędziecie się mnie tak szybko, a on jeszcze będzie mój – warknęła wściekła i wyszła…
Od trzech tygodni nie opuszczał jej pokoju. Nie wiedział jak jej to powiedzieć, z czego też często płakał; a myśl, że go w tedy odtrąci tylko pogarszała sprawę. Nie ma nic gorszego od strachu. On włada naszymi emocjami, i bez otrząśnięcia się nie jest do wygrania. Ludzie bojąc się doprowadzają do nieodwracalnych decyzji. Nią w tedy też kierował strach. Pocałował jej rękę, czoło i policzek, kiedy chciał usta do pokoju niespodziewanie weszła Uriel. Na widok zmieszanego elfa zachichotała pod nosem, chociaż wiedziała, że to nie na miejscu. Legolas tylko smutno odwzajemnił jej uśmiech.
 - Thranduil cię woła, Tauriel przyszła – westchnął ciężko i wyszedł. Obawiał się najgorszego. Dziecka. Brzemię, na które jeszcze nie był gotowy. Nawet nie chciał zostać ojcem, do póki nie znajdzie swojej wybranki. Nie wyobrażał sobie takiego życia z doskoku. Nikt na pewno nie będzie chciała się z nim w takiej sytuacji związać. Miał znaleźć drugą połówkę i mieć dzieci, ale w takiej opcji z przyszłością Valatimpe (Alwina) nie było to możliwe. Nie pokochałby drugi raz. Nie mógłby. Zawsze widzi jej szare oczy, które śmieją się z niego, olśniewający uśmiech, rumiane policzki i niesforne włosy, które pod wpływem obrotu owijały jej twarz. Wszedł do sali nie spuszczając wzroku z ziemi. Gdy zobaczył elfkę z powrotem go spuścił. Było mu wstyd.
 - Jestem w ciąży – powiedziała radośnie chwytając go za rękę, którą natychmiast wyrwał przerażony. Tego się obawiał. Najgorszy koszmar właśnie się ziścił. Jeden haniebny czyn, który doprowadził do katastrofy w jego życiu. – Nie cieszysz się, że urodzę nasze dziecko?
 - To n-nie możliwe – szepnął przerażony.
 - Jesteś aż taki głupi czy tylko udajesz? – spytała ironicznie poirytowana. – Od trzech tygodni spóźnia mi się okres, mam mdłości, zawroty głowy i zaczęłam więcej jeść, a po za tym lekarze potwierdzają diagnozę. Ten sam, który powiedział twojej matce, że jest w ciąży.
 - Nie przyznam się do niego! – warknął i wyszedł trzaskając z hukiem drzwiami. Bez namysłu wrócił do dziewczyny złapał jej rękę i trzymając przy policzku zaczął ponownie płakać. Nadal czuł ciepło jej pocałunku na policzku. Myślał, że go pocałuje, ale nie…

Uśmiechnął się widząc jak próbuje wymknąć się z pałacu w spodniach. Podszedł do niej od tyłu i złapał za dłoń. Odwróciła się wykręcając jego rękę do tyłu. Gdy uświadomiła sobie kogo chciała zaatakować natychmiast uwolniła go z uścisku i wtuliła się w jego tors. Zaskoczony tym gestem stanął nie ruchomo patrząc na jej czubek głowy. Po chwili przytulił ją najmocniej jak mógł. Oparł głowę o jej i zamknął oczy jak ona. Stali tak przez piętnaście minut, żadne z nich nie chciało puszczać się nawzajem, a zwłaszcza ona, ale już postanowiła. Uśmiechnęła się patrząc w jego lodowato-niebieskie oczy. Stanęła na palcach i pocałowała w policzek szepcząc „Do zobaczenia” i odbiegła. Stał przez chwilę nie rozumiejąc za bardzo co się stało. Dopiero gdy zniknęła mu z oczu pobiegł za nią. Nie znalazłszy jej skierował się w stronę komnaty. Nie wiedział o co jej chodziło jednak uśmiechnął się przypominając sobie zaszłe przed chwilą zdarzenie. Wrócił do sypialni, nie mogąc zasnąć usiadł w kacie balkonu i patrzył w czyste niebo usypane gwiazdami.

Przymknął oczy usiłując przestać płakać, jednak nie potrafił. Było tylko coraz gorzej, obraz coraz bardziej się zamazywał, nawet nie próbował ich już ocierać.
 - Dlaczego płaczesz? – wyszeptał kobiecy głos. Spojrzał na uśpionego anioła. Zdziwił się, gdy dziewczyna nadal spała. Nikogo w pokoju po za nimi nie było. Począł się niepokoić. – Nie bój się – po raz kolejny usłyszał szept cichego melodyjnego głosu. Rozejrzał się ponownie, ale i tym razem nikogo nie zobaczył. Z okna zwiał chłodny, ale przyjemny ciepły wiatr. Czuł na policzku chłód, który przyniósł ukojenie. – Nie bój się synku – czuł, że ktoś go przytula.
 - Nanah (mama)? – zapytał niedowierzająco. – Czy to ty? – poderwał się z miejsca.
 - Nie bój się, ona nie odjedzie – stanęła przed nim. Jej złote falujące włosy sięgające do pasa odpadły kaskadami na ramiona Turkusowe oczy patrzyły na niego z największą miłością, jaką matka darzy dziecko. Nie ma większej miłości, ona pozostaje z nami na zawsze. Blada cera przypominała najczystszy pierwszy śnieg. Długa błękitno –biała suknia przeszywana srebrzystą nięcia podkreślała jej talię. – Jesteś taki dorosły – zaśmiała się, a po jej policzku spłynęła srebrno-biała łza. – Pokochałeś ją.
 - Ona odejdzie – wyszeptał bliski płaczu.
 - Jeszcze nie teraz. Powinieneś wiedzieć, że nawet najgorsze świństwo umie wybaczyć, nie zapomnieć, ale wybaczyć owszem – uśmiechnęła się. – A… - do pokoju niespodziewanie wszedł Thranduil. Widząc żonę rozpłakał się jak małe dziecko. Nie sądził, że jeszcze zobaczy ją kiedykolwiek przed śmiercią. Legolas pierwszy raz widział płaczącego ojca. Laurëariel podeszłą do niego położyła dłoń na mokrym policzku. Tak bardzo za nią tęsknił. Chwycił jej twarz w dłonie i pocałował. Nie był to zwykły pocałunek, tylko pełen pasji, tęsknoty, wdzięczności i namiętności. Książę widząc tak szczęśliwego ojca uśmiechnął się szeroko, po raz pierwszy od dłuższego czasu. Gdy w końcu z niechęcią odsunęli się od siebie przytulił ją. – Kocham cię najdroższy – wyszeptała trzymając głowę przy jego klatce piersiowej.
 - Bezgranicznie – dodał. – Tak za tobą tęsknie – wyszeptał całując ją w głowę. Puściła go i podeszła do Alwiny. Wiedziała co czuł syn, wiedziała, że będą razem. Bardzo dobrze to wiedziała. Usiadła na łóżku podpierając się łokciem o poduszkę, a drugą ręką odgarnęła włosy.
 - Czas się obudzić kochanie – szepnęła z uśmiechem na ustach. Pocałowała ją w czoło i wstała. – Na mnie już czas. Kocham was – powiedziawszy to zniknęła wraz ze śnieżnobiałym światłem. Przynajmniej to mogłam dla nich zrobić.
Otworzyła oczy. Słyszała ją, a nawet widziała, śniła jej się. A może to w cale nie był sen? Może to wszystko widziała? Jak Legolas płakał przy niej każdego dnia, jak Thranduil wchodził by zmusić go do odpoczynku, kiedy sam siadał i opowiadał o swojej żonie. Pięknej jak pierwsza gwiazda wschodząca na niebie, świecąca najjaśniej, którą nawet za dnia widać, która nigdy nie pozawala zapomnieć o sobie. Mówiąc ci po cichu: „Przepraszam. Jestem mu. Spójrz na mnie”.
Patrzyła lekko rozwartymi powiekami na dwie rozmazane postacie. Nie chciała widzieć zawiedzionych oczu księcia, które na pewno by jej nie wybaczyły; rozczarowanego tchórzostwem króla. Bo tak to wyglądało. Prawda? Stchórzyła i uciekła jak ostatnie dziecko. Nie warte nawet uwagi.
Jak się teraz wytłumaczy? Mieli się już nigdy nie spotkać. A tymczasem co? Musiał ją w tedy ratować? Musiał? Wsparła się trochę na łokciach. Ból. Wiedziała, że teraz jeszcze trudniej jej będzie stąd odejść, a przecież nie może stchórzyć. Ona musi pomóc. Nie może patrzeć na siebie, tylko i wyłącznie. Usiadła, a książę w jednej chwili słysząc szelest odwrócił się. Przesiadł się na łóżko i przytulił ją wtulając się w jej miękkie włosy. Nie pozostała mu dłużna. Trzymała się kurczowo jego koszuli zaciskając ręce w pięści. Trzymali się tak jakby świat, dotychczasowe ich życie i przeznaczenie miało się właśnie skończyć, jakby wszystko po kolei znikało.
 - Nie rób mi tego więcej – szepnął usiłując nie rozpłakać się. Przerażała go myśl tego, że kiedyś odejdzie; w tedy nie będzie w stanie już jej pomóc. Zostanie tylko głuche uczucie, niepozwalające mu żyć. Mówiące: ”Skończ to. Dołącz o niej. Ona tam na Ciebie czeka. Nie pozwól jej dłużej czekać na siebie”. Przymknął mocniej powieki. Thranduil widząc ich, wyszedł z pokoju z uśmiechem na twarzy. Przez okno przemknął chłodny wiatr, rozwiewając ich włosy i łącząc je na nowo. Tak jak ich serca pragnęły od tak dawna złączyć się ze sobą. Już nigdy nie znosić rozłąki. Odsunął się od niej i pocałował w czoło. Spojrzała na niego dużymi lśniącymi oczami, na co uśmiechnął się. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, a potem dał jej odpocząć.
 - Widziałam ja – szepnęła, gdy nacisnął klamkę.
 - My też. Nigdy nie widziałem jak ada (tata) płacze- uśmiechnął się i zniknął za białymi drzwiami. Kiedy był mały bał się, że zapomni jak wygląda. Non stop spoglądał na obrazy i oglądał je z największym skupieniem starając się zapamiętać najdrobniejszy szczegół. A teraz? Ogarnęło go takie szczęście. Znów ją zobaczył… Jego nanah, Laurëariel. Pomogła wybudzić się Alwinie, która błądziła w snach i szukała wyjścia. Oparł się o drzwi i odetchnął z ulgą. Nigdy nie wiedział co to znaczy stara. Śmierć jego matki nie była tak bolesna, jak to…
 - Legolas nie wiem czy powinniśmy – krzyknęła zasłaniając oczy. Mimo, że zdjął tylko koszulę czuła, że się rumieni. Gdyby wiedziała, że ta przejażdżka nad jezioro tak się skończy nie zgodziła by się na to, wymyśliłaby coś, ale na to już za późno. – I tak nie wejdę – krzyknęła robiąc mała szparę miedzy palcami by spojrzeć na elfa, który uśmiechnął się szeroko i zaczął śmiać.
 - Wszystko widziałem! No chodź, wiem że chcesz. Nie zaszkodzi ci! Wręcz przeciwnie! Alwina! – zawahała się.
 - No dobrze! Ale musisz się odwrócić! – postawiła warunek.
 - Jak chcesz – zaśmiał się uśmiechając chytrze. Odwrócił się, ale tak, że kątem oka widział dziewczynę.
 - Ej! – krzyknęła ściągnąwszy koszule. – Odwracasz się!
 - Już dobrze, dobrze – zaśmiał się odwracając. Zdjęła dolna część garderoby i pozostając w bieliźnie weszła do wody. Powoli podeszłą do księcia, ale nim zdążyła złapać go za ramie momentalnie odwrócił się do niej za co został ochlapany, nie pozostając jej dłużny oddał, a potem ona mu, nie dając za wygraną. Rozpętała się dziesięcio minutowa bitwa, w której przegrała gdyż książę wynurzył się tuż przed nią i spojrzał w oczy. Patrzyli przez chwile na siebie, a woda sięgała im do szyi. Ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Legolas już postanowił, postawi wszystko na jedną kartę; zrobił krok do przodu. Dziewczyna nie wiedząc co robić cofnęła się o krok wpadając do wody. Poślizgnęła się. Czuła pod swoja stopą gładką deskę, wiec nie wynurzając się próbowała wydostać ją ze szmalu.
 - Alwina? Nie wygłupiaj się – zaśmiał się nerwowo. – Alwina?! – zaczęła jej szukać rękoma. – Alwina! – już miał zanurkować, ale ona niespodziewanie wynurzyła się z wody tuż przy jego twarzy, trzymając skrzynkę pod taflą wody. Patrzyli sobie w oczy, po czym ją wynurzyła tak, że było widać tylko jej płaskie wieko. Przeniósł niepewnie wzrok na skrzynkę. Już gdzieś widział znak wyryty na niej. Niestety nie mógł przypomnieć sobie gdzie.
 - Ekhem! – odchrząknęła Tauriel. – Król każe wam wracać – spojrzała wściekła na nich. Legolas odwrócił się i wziął od niej przedmiot po wodą, tak by nie zobaczyła, że coś ukrywają.
 - Idź pierwsza – uśmiechnął się, co odwzajemniła. Wyszła i ubrała się, po czym stanęła wraz z rudowłosą tyłem do jeziora.
 - Legolas już ci powiedział? – zapytała uśmiechając się triumfalnie. Spojrzała na nią zdziwiona.
 - O…
 - Możemy już iść – przerwał jej książę…
****
Pisząc to wiedziałam, że Thrandi nie będzie z Niv, ale to jeszcze nie jest w 100% postanowione, tylko tak w 89%. Do jedenastego rozdziału możecie głosować. Wiem, że długo czekaliście, ale się nie wyrabiam, a jak mam czas o 21 to zmęczona po 8/9 h w szkole jestem a mam jeszcze dwa blogi. Wiem, że ten rozdział nie ma ładu i składu, ale pisałam w różnych odcinkach czasowych. Nie podoba mi się ten rozdział. Przepraszam za wszystkie błędy.

sobota, 3 października 2015

Rozdział 8 – Samobójstwo to optymistyczna wersja

Nie miała odwagi, żeby pocałować go w usta, bo taki miała zamiar, więc ucałowała jego policzek. Nie wiedział, że ostatni raz przynajmniej w jej zamiarach widział ją. Postanowiła wyruszyć samemu, żeby nikogo nie narazić. To było jej zadanie, a wciągnęła w to wszystkich swoich przyjaciół. Oparła się o korę dębu i przygryzła wagę. Spojrzawszy w gwiazdy uśmiechnęła się promiennie i ruszyła w drogę, bez krasne granice, by ostatecznie osiąść. Dłonią trzymała spinkę, która podarowała jej Galadriela. Nigdy nie zapomni jej uśmiechu gdy ją żegnała. Wiedziała coś, czego nie chciała powiedzieć, teraz już wie…

 - Zmienisz zdanie gwiazdko – zaśmiała się. – Poczekaj trochę, a on sama cię znajdzie.
 - Powiesz mi w końcu o co chodzi? Co widziałaś w lustrze? Proszę powiedz! Nie mam nic do stracenia – zrobiła minę szczeniaczka.
 - Nie ma mowy, wiem co zrobisz jak ci powiem, to dla twojego dobra kochana – przytuliła mnie. – Nasze drogi jeszcze się zetkną. Pamiętaj, że serce nigdy nie zawodzi…

Pamiętaj, że serce nigdy nie zawodzi. Ale jak mogła je teraz posłuchać? Nie mogła tam zostać. Patrzeć na Legolasa i wiedzieć, że nawet jeśliby ją kochał, co jest nie możliwe, nie będą razem. Za każdym razem jej serce krwawi gdy uświadamia sobie, że jej marzenia nigdy się nie spełnią. Marzenia, których za każdym razem próbuje się pozbyć, by ułatwić sobie życie z samym sobą. Dużo łatwiej to skończyć samemu. Codziennie zastanawia się jak długo potrwa jeszcze jej udręka. Jak długo będzie musiała czekać na swój koniec i jednocześnie szczęście. Szła bezszelestnie, a jej obecność zdradzała tylko cicha melodia, która nuciła.

Świeć ma gwiazdeczko
Rozjaśnij drogi me
Zaprowadź tam gdzie
Chcesz bym udała się
Jestem tu, spójrz tu
Czy widzisz kruchą mnie?
Czekam na Ciebie
Prowadź mnie tam gdzie chcesz


Znikąd pojawiła się przed nią postać w czarnej pelerynie i kapturze. Mimo odczuwanego przez chwilę strachu nie cofnęła się. Nie mogła, w końcu wygrają. Prawda?
 - Haha… myślisz, że jak sama pójdziesz nic mu się nie stanie? – zaśmiała się kpiąco. – Może w tej chwili umiera – zrobiła krok do przodu zmniejszając odległość dzielącą je.
 - Nie waż się go tknąć – warknęła.
 - Bo co? Śmierć upozoruje na samobójstwo. Powiedzmy, że kłamstwo ojca i twoje tajemnice wykończyły go – uśmiechnęła się niewinnie.
 - Jeżeli go tylko tkniesz – wyciągnęła miecz – zawiśniesz nad jego grobem, modląc się o szybka śmierć!
 - Schowaj to badziewie bo teraz zginie – niechętnie posłucha jej. Miała ją w garści. – Nic nie zrobisz gdy zakocha się w innej. Zapomni o tobie, nie będzie chciał znać - Alwina nie mogąc wytrzymać chciała ruszyć się, ale kobieta sparaliżowała ją. – Oo… Czyżbyś była w stanie oddać życie dla niego? Aż tak go kochasz? Nie pamiętasz jak było z Luthiasem? – zapytała niewinnie.
 - Zamknij się! – krzyknęła bezsilna. – Rozumiesz?! Zamknij się! Zamknij! – zaczęła wrzeszczeć.

 - Jak sobie życzysz – zaśmiała się. – Ma być cała – rozkazała po czym zniknęła w oślepiającej bieli świtała. Przerażona rozejrzała się w koło. Zewsząd otaczali ją orkowie. Zaczęła gorączkowo próbować się ruszyć. Wiedziała, że to koniec. Jedna z kreatur kopnęła ją w tylną część kolana przez co upadła. Chorda nieprzyjaciół zaczęła ją szarpać, bić, kopać. Teraz pozostało jej tylko czekać…
Zerwał się z miejsca widząc smugę światła wydobywającą się z lasu. Już wiedział. Nie mogąc uwierzyć pobiegł do jej pokoju dziewczyny. Gdy nikogo tam nie zastał wybiegł na zewnątrz gdzie poinformowawszy przyjaciół i ojca pobiegł dalej. Nie mógł jej stracić. Nie teraz gdy ją odzyskał. Już wiedział dlaczego zachowywała się tak tajemniczo. Gdyby tylko pomyślał nie pozwoliłby jej odejść… Zatrzymał. Pocałował… Nie pogodził się z jej śmiercią, teraz to za wcześnie. Rozwścieczony widokiem zakrwawionej prawie nie przytomnej Alwiny wyjął Białe Noże i zaczął ścinać każdego orka jaki tylko ośmielił się mu przeciwstawić. Musiał dostać się do niej, bez względu na wszystko. Patrzyła na jego każdy ruch. Walczyła z własnymi powiekami. Miała taką ochotę je zamknąć. Zasnąć, ale widząc elfa i jego przerażenie powstrzymywała się. Po woli traciła siły. Przymykała na chwilę powieki po to by je znów otworzyć z coraz większym wysiłkiem…
Gimli dobiegając do przyjaciela rzucił się na orka, który chciał zabić księcia. Mimo niewielkiego wzrostu i krępej postawy ciała dawał sobie świetnie radę, jak za czasów drużyny pierścienia, a nawet lepiej. Jego topór z lekkością miażdżył czaszki kreatur, których więcej przybywało niż ubywało. Nagle ni stąd ni zowąd nadeszła odciecz. Niewielki odział na czele z Tauriel. Schylił się unikając ciosu siekierą głowę i z półobrotu kopnął wroga. Tracąc równowagę upadł, a poszczerbiona broń przeciwnika wbiła się w ziemie tuż obok jego głowy. Ork wyjął ją by trafić w czaszkę krasnoluda, ale nie udawało mu się to gdyż syn Glóina zaczął turlać się po ziemi. Gdy dostał się w ten sposób do miecza, wbił w go czarne cielsko, a z niego wytrysnęła kruczoczarna ciepła krew. Swoimi umiejętnościami wywołał podziw w śród swoich towarzyszy elfów. Tauriel patrzyła na niego z niedowierzaniem, próbując nie dać się zabić…
Tharnduil będąc w największym skupieniu zabił kolejnego orka. Walcząc z następnym próbował dostrzec walczącego syna. Wiedział, że jest gotów za nią zginać i choć traktował Alwinę jak córkę, przerażała go wizja martwego syna. Zapomniał na chwile o uwadze, czego o mały włos nie przypłaciłby życiem, gdyby nie żołnierz, który osłonił go własną piersią. Ork widząc jego roztargnienie wykorzystał chwile słabości i ranił go w prawe ramię. Z dziury zaczęła lecieć krew. Stracił czucie w całej ręce. Nivis widząc to całe zajście dostała się do niego i zaczęła bronić. Starł się pomagać jej jak tylko potrafił lewą ręką. Po kilkunastu minutach miejsce było usłane ciałami wroga jak i przyjaciela. Król Mrocznej Puszczy zawiązał ranę z pomocą Gimliego i po raz kolejny podziękował Nivis za ratunek. Zaczął gorączkowo rozglądać się za Legolasem. Zrozpaczony przekopał stosy martwych ciał. Gdy go nie znalazł upadł na kolana. Obiecał jej, że będzie go chronić, strzec. Siłą zmusili go by udał się do pałacu i opatrzył ranę, gdyż z prowizorycznego opatrunku zaczęła wyciekać krew…
Biegł przed siebie za śladami krwi. Zbliżając się do celu jego serce coraz bardziej łomotało. Bał się, że zobaczy ją martwą. Nie zniósł by tego. Samobójstwo wydawałoby się bardzo optymistyczna wersją. Wyciągnął Białe Noże, które wcześniej schował i naskoczył na kreaturę. Ona widząc to wyjęła poszczerbiony zardzewiały miecz. Klingi skrzyżowały się z niewyobrażalną siłą. Bestia wyszczerzyła dwa zęby kopiąc nieprzytomna Alwinę. Wściekły książę wybałuszył oczy widząc jej zakrwawioną twarz. Odepchnął orka od siebie. Zaczęła się walka wręcz. Potwor kopnął go z półobrotu w pierś przez co cofną się znacznie do tyłu. Zdeterminowany naskoczył na niego wyciągając praw rękę zgiętą w łokciu, przez co zmylił przeciwnika, a cios zadał lewą klingą wbijając mu ją w lewą stronę pleców na wysokości serca. Potwór odrzucił go i przerażony odbiegł. Książę przewrócił Alwinę na plecy, w jej brzuchu tkwił nóż. Zbadał jej puls. Nie wyczuwał go. Przerażony zawiązał swoją pelerynę w około broni. Wyszeptał coś po elficku. Gdy to nie podziałało, powtarzał to do skutku. W końcu po około pięciu minutach wyczuł go, a ona otworzyła oczy i uśmiechnęła się do niego, wkładając w to dużo wysiłku. Wziął ją delikatnie na ręce, czując się jakby niósł porcelanową lalkę gotową w każdej chwili by się stłuc. Szedł tak szybko jak to było możliwe. Czasem nawet biegł, ale widząc, że sprawia jej tym ból, truchtał. Nie odrywała wzorku od jego oczu, które były skupione na drodze. Znów by ją stracił. Dlaczego jej w tedy nie zatrzymał? Nie zapytał gdzie idzie? Nie zaproponował swojego towarzystwa? Obiecał sobie, że będzie ją chronił na tyle ile będzie mógł, za wszelka cenę, a tym czasem co? Gdy ona odejdzie, odejdzie i on. Życie bez niej nie miałoby żadnego sensu. Wszystko pryśnie jak bańka mydlana. Widząc zarys bramy zaczął biec…
„Ada (tata)” – pomyślał z ulgą.
 - Weź ją i uratuj błagam! – krzyknął podając mu dziewczynę. Posłusznie wykonał polecenie syna…
Siedział przy niej kolejny dzień. Nadal miał w głowie jej radosny uśmiech, którym obdarzyła go za nim uciekła. Nie rozumiał jej. Za pięć dni mieli wyruszyć. A teraz? Walczą o jej życie. Będzie przy niej choćby wszystko się waliło, nie zostawi jej kolejny raz.
Patrzył na jej bladą twarz. Tak bardzo pragnął zobaczyć jej szare oczy, które raz wydawały się zielone, a za drugim razem niebieskie. Trzymał jej rękę i całował co chwile modląc się o powrót do zdrowia osoby, na której mu tak bardzo zależało. Dziewczyny, która zmieniła jego życie i tak wysoce go intrygowała swoją tajemniczością, powalającym uśmiechem.
Patrzyłam na to i płakałam, po raz kolejny nie mogłam jej pomóc. To psuje jej szczęście, którego nie ma wcale za wiele. To co później się stało wywołało u mnie wściekłość, ale niestety nie mogłam zareagować.
Nie wytrzymywał. Myślał, że to zniesie, ale nie. Zaczął płakać. Wyciągnął sztylet. Pierwszy raz w życiu pomyślał o samobójstwie. Chciał tego. Już prawie to zrobił, ale nóż mu wypadł z trzęsącej się ręki. Schował twarz w dłoniach. Nie radził sobie z tym wszystkim. Ciężar przygniatał go do ziemi coraz bardziej, by zmiażdżyć doszczętnie…
Pił kolejna butelkę wina. Był spity. Cała skrzynka takiego trunku robi swoje. Gdy skończył udał się w kierunku domu Tauriel. Gdy otworzyła w ciemnozielonym szlafroku wszedł bez słowa i zamknął drzwi. Widząc jego stan uśmiechnęła się po nosem. Podszedł do niej i zaczął całować po szyi. Wykorzystała to. Zaczęła odpinać mu koszulę…
****
Macie ankietę z boku! Aa osobiście nie chciałabym, ale razem z wami tworzę tego bloga, więc muszę się też was zapytać. I zajrzyjcie do zakładki bohaterów
polecam MagicDreams
Nie zabijajcie mnie za czyny Legolasa! To nie moja wina! Od razu mówię, że on jest w pełni świadomy co robi xD. Mam koszmarny plan i ledwo wyrabiam psychicznie w trzeciej klasie gimnazjum więc rozdziały rzadko będą się pojawiały, przynajmniej przez pierwszy semestr do stycznia.
Jak myślicie kto jest ukryta postacią? Czy Legolas odpowie za swoje czyny?
Wszystko w kolejnych rozdziałach.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 7 – Niezapowiedziana wizyta

Thranduil syn Orophera podszedł do skrzyni pod ścianą komnaty. Wyciągnął z niej trzy zawiniątka i rozłożył na łóżku. Zawahał się przez chwile, ale w końcu usiadł koło nich i zaczął otwierać. Z pierwszego wyjął delikatnie koronę swojej żony. Przypomniał sobie chwile gdy stali przed wielkimi drzwiami prowadzącymi do sali tronowej. Bardzo dobrze pamiętał ten dzień.
Stali przed drzwi do sali tronowej. Za chwilę mieli złożyć przysięgę i zostać władcami Mrocznej Puszczy. Przyjąć ogromny obowiązek i ciężar. Od tamtej chwili mieli decydować i postępować jak najlepiej, zapewnić bezpieczeństwo i godne życie mieszkańcom. Złapał zdenerwowaną żonę za rękę i przytulił.
 - Kochanie wszystko będzie dobrze, spokojnie – pocałował ją. – Nie denerwuj się.
 - Jak to możliwe, że przed ślubem denerwowałeś się, a teraz nie? Hę? – uśmiechnęła się patrząc w jego oczy. Za każdym razem gdy to robiła miękły jej nogi stając się niczym jak z waty. Nadal była w nim szaleńczo zakochana.

 - Bo mam Ciebie – pocałował ją po raz kolejny, kiedy drzwi otworzyły się, wybuchły churale oklaski skierowane w ich stronę. Para uśmiechnęła się do siebie i ruszyła dostojnym krokiem ku wyrzeźbionym tronom z drzewa…
Następie wziął suknię ślubną. Nie mógł oderwać w tedy od niej wzroku. Wyglądała jak prawdziwy anioł. Cały stres związany ze ślubem zniknął. Długa aksamitna peleryna ciągnęła się za nią z tyłu, a naturalnie lokowane blond włosy opadały na jej ramiona. Czas się nie liczył. Był tylko jego anioł, za którego był w stanie oddać życie…
 - Tak biorę – uśmiechnął się do wybranki wkładając obrączkę na palec. Długo czekał na tę chwilę. Nadal pamiętał jak poznali się na naradzie. Towarzyszyła ojcu za matkę, którą zabili wraz z nienarodzonymi bliźniętami. Była smutna i przygnębiona, ubrana w długą czarną suknie, a w oczach patrzących tylko i wyłącznie na podłogę były łzy. Gdy spojrzeli na siebie i uśmiechnął się do niej odwzajemniła go, co bardzo zaszokowało jej ojca, ale i uszczęśliwiło.
 - Tak biorę – elfka powtórzyła czynność.
Chwile potem, trwali w długim i pełnym bezgranicznej miłości pocałunku. Nie przejmując się zupełnie niczym, ignorując wiwaty i oklaski publiczności, pogłębili pocałunek namiętności. Gdy się w końcu od siebie oderwali, poczuli jakby wszystko wylądowało na swoim miejscu…
Za chwile wejdzie na salę gdzie już od piętnastu minut tańczą pary. Będzie go unikała chcąc zapomnieć i oszukać własne serce. Tak trudno jest czasem o czymś zapomnieć, a wtedy myśli się o tym jeszcze więcej, teraz też tak było, zwłaszcza gdy kocha się kogoś całym sercem, coś praktycznie niemożliwego. Błękitno szary materiał sukni idealnie podkreślał jej barwę oczu i talię ciała. Tiulowa peleryna ciągnęła się za nią po schodach. Delikatnie stawiła kroki w szklanych pantofelkach tak by nie nadepnąć kreacji. Gorset wyszywany we wzory gałązek i kwiatów ze srebrnych nici wyglądał przepięknie. Dolna część także sukni była puszczona luzem tworząc zasłonę i poświatę. Półkoliste miseczki bez ramiączek w okazałości pokazały prześliczny wisiorek jej matki, a włosy spływały kaskadami na ramiona. Nikt jednak nie zwrócił na nią uwagi. Ku jej smutku Legolas był tak pochłonięty Tauriel, że zdawał się nie widzieć świata po za nią. Stanęła pod ściągał chwytając dłonią łokieć drugiej ręki. Z zazdrością obserwowała tańczące zakochane pary, takie szczęśliwe i beztroskie. Wpatrywała się w Legolasa odkrywając jego kolejną cechę – jest świetnym tancerzem. Mimowolnie kąciki jej ust podniosły się do gór. Gdy melodia dobiegła końca Thranduil zaprosił ją do tańca wyciągając dłoń w jej stronę. Zawahała się, jednak widząc jego zachęcający uśmiech chwyciła ją z lekkim ukłonem. Nikt nie zwrócił uwagi na to z kim tańczy król, zawsze tańczył z każdą elfką, ponieważ się o niego biły, tak teraz miał najmniejsze zainteresowanie. Po przetańczonych trzech kawałkach, drzwi nagle otworzyły się, a do środka wszedł postawny młodzieniec ubrany po szlachecku w odcieniach ciemnego brązu i zieleni. Swoim czarującym uśmiechem wywołał konkurencje wśród zgromadzonych. Jednak szukał jednej osoby.
Nie mogła uwierzyć, że to on. Tak bardzo za nim tęskniła. Żałowała, że nie powiedziała mu o niczym wcześniej, tylko zostawiła bez znaku życia, ale w tedy nie widziała innej opcji. A teraz? Mała szansę naprawić to co zaprzepaściła. Gdy ich spojrzenia zetknęły się uśmiechnęli się do siebie szeroko. Bez chwili zwłoki oboje ruszyło w sowim kierunku.
Legolas obserwując całe to zdarzenie poczuł ogromną zazdrość… Nigdy się tak nie czuł, nawet jak wcześniej, kiedy jej nie pamiętał strażnicy flirtowali z Tauriel. Wyglądała tak pięknie jak anioł, którego wcześniej nie zauważył. Wyprostował się i westchnął ciężko. Patrzył na nowo przybyłego jakby miał go zabić. Nie dopuszczał myśli, że może mieć w tej kwestii rywala.
„Idiota ze mnie. Jak mogłem w ogóle jej nie zauważyć! Teraz zajmie się nim. W czym jest lepszy ode mnie? No w czym? Przystojniejszy? Bardziej umięśniony? Na pewno mądrzejszy… No, ale… Gdybym zaczął się za nią rozglądać, może inaczej by to wyglądało” -  skarcił się w myślach.
 - Luthias – szepnęła przytulając go i nie mogąc uwierzyć.
 - Witaj Alwina – uśmiechnął się jeszcze szczerzej, gdy oderwali się od siebie. – Wszyscy na nas patrzą Może porozmawiamy w tańcu? – zapytał szeptem. Skinęła głową, a on pokazał, że maja wrócić do zabawy. Mężczyzna skłonił się nisko i wyciągnął do niej rękę, którą z chęcią chwyciła. Położyła głowę na jego ramieniu i czekała na ruch. Nie chciała zaczynać rozmowy. Zazdrosny Legolas tańczący z Tauriel wodził za nią ciągle wzrokiem. Miał ochotę podejść i dać Luthiasowi w twarz gdy zobaczył co dziewczyna robi. Myślał już nad tym jakby jej wynagrodzić swoje zachowanie, ale nic mu nie chciało wpaść do głowy. – Tak dawno się nie widzieliśmy. Myślałem, że to nigdy się nie zmieni. Tęskniłem – szepnął do jej ucha.
 - Ja też. Nic się nie zmieniłeś – zachichotała. Obrócił ją, by z powrotem spojrzeć w jej oczy. – Szarmancki, dobrze wychowany, oddany i…
 - Dlaczego zniknęłaś? – z jej twarzy zniknął uśmiech. – bałem się o ciebie. Traciłem powoli nadzieję, ale gdy usłyszałem, że jesteś w Rivendell, chciałem tam natychmiast wyruszyć, ale coś mnie tu ciągnęło. Dobrze wybrałem. Dni spędzone bez ciebie były puste. Kiedy nie słyszałem twojego śmiechu, głosu. Brakowało mi twojego uśmiechu, brakowało mi ciebie – patrzył jej cały czas w oczy, próbując wyczytać z nich cokolwiek.
 - Ja… - nie skończyła gdyż uklęknął przed nią wyciągając niebieskie pudełeczko.
 - Wyjdziesz za mnie? Nie obchodzi mnie co musisz zrobić – dodał by ją upewnić. Patrzyła na niego osłupiała. Nie kochała go. Nie mogła mu dawać żadnej nadziei. Nie miała takiego prawa. Jej serce już ktoś zajął. Kucnęła przed nim i spojrzawszy w oczy uśmiechnęła. Już wiedział. Musiał chociaż spróbować. Zamknęła pudełeczko i wybiegła.
Legolas widząc tą scenę stał w szoku. Przez chwilę czuł, że ją stracił. Dopuścił do tego, czego nigdy nie miał. Już miał ruszyć w ich kierunku, ale ojciec go zatrzymał łapiąc za łokieć. Spojrzał na niego zły, ale widząc stanowczy wzrok Thranduila uległ. Gdy wybiegła, bez namysłu ruszył za nią. Stanął przed drzwiami rozglądając się, nigdzie jej nie było. Nie miał wyboru, musiał do niej iść, chociażby ze względu na to co do niej czuł. Mimo iż musiała zostać sama, nie chciał. Po piętnastu minutach usiadł pod rozłożystym dębem, gdzie lubiła przesiadywać. Zaczął patrzeć przed siebie, gdy niespodziewanie kropla spadła na jego policzek. Natychmiast otarł go i spojrzał w górę. Dziewczyna napotykając jego wzrok Odwrócił głowę. Nie czekając na nic znalazł się koło niej. Zastanawiał się co powiedzieć, ale w końcu uświadomił sobie, że nie potrzebuje żadnych słów, więc ją przytulił. Pozostało mu tylko przeprosić.
 - Przepraszam – wyszeptał tuląc ją mocniej. – Jestem totalnym kretynem – nie miał najmniejszego zamiaru puszczać drobnej, ale jakże silnej osóbki. Nie odpowiedziała. Miała gdzieś jego zachowanie jak i przeprosiny. Liczyło się tylko to, że przyszedł. Wszystko było na swoim miejscu. Z nikim nie było jej tak dobrze jak właśnie z nim. Czas zatrzymał się, przestał istnieć, byli tylko oni, i nic więcej. Wszystko czego ich serca chciały.
 - Ja też przeprasza – szepnęła w końcu. – Mogłam ci to wcześniej powiedzieć, nic mnie nie usprawiedliwia.
 - To mnie nie usprawiedliwia - uśmiechnął się. Chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej. - Uznajmy, że jesteśmy kwita – dziewczyna skinęła głową. – Miło mi się tu z tobą siedzi, ale co ty na to, żeby tam wrócić? W końcu ta suknia nie może się zmarnować – uśmiechnęła się. Skoczyła na miękką trawę i wyjęła buty z ukrycia. Legolas widząc, że chce włożyć obuwie chwycił je i sam to zrobił rozbawiając tym samym elfkę. Weszli tak by nikt ich nie zauważył i zaczęli tańczyć. Położyła rękę na jego ramieniu, a drugą położyła na jego dłoni. Oboje uwielbiali tańczyć walca, a muzycy widząc to zdarzenie zaczęli go grać…
Po pięciu godzinach dziewczynę ogarnęła ‘senność’, wiec przeprosiła towarzysza i udała się do komnaty. Legolas odprowadził ją do schodów i podziękował za wieczór uśmiechem. Przebrała się w swoje ubranie i położyła na chwilę…
Zazdrosna Tauriel tańczyła z Luthiasem, jednak cały czas miała na uwadze księcia. Gdy jego towarzyszka odeszła ukłoniła się partnerowi, a ten zajął się kolejną damą. Podeszła do blondwłosego elfa chcąc znów zwróci na siebie całą jego uwagę.
 - Legolasie odprowadził byś mnie do domu? Nie czuję się za dobrze – chwyciła się za brzuch.
 - Oczywiście – uśmiechnął się wyrwany z rozmyślań. Szli ścieżką w kierunki małego domu. Bardzo często kiedyś tam bywał, więc znał drogę na pamięć. Widząc brak zainteresowania udała, że słabnie. Chwycił ją i podniósł. Oplotła ręce wokół jego szyi i położyła głowę na ramieniu. Legolas zaniósł ją do łóżka widząc, że śpi mając w głowie cały czas Alwinę. Gdy ją kład obudziła się, wiec porozmawiali jeszcze trochę i pożegnał się z nią. Zastanawiał się jak wyznać miłość osobie, która musi zginąć, chociaż nie pogodził się jeszcze z ta myślą, ale musiał, nie miał wyjścia. Nigdy nie poznał tak dynamiczniej osoby. Cichej jak woda, gotowa wzburzyć się w każdej możliwej chwili. Zwinnej jak wiatr przemykający, przyjemny i jednocześnie zabójczy. Ostrej, zaciętej i upartej jak ogień, ale też ciepłej i kojącej. Uśmiechnął się widząc jak próbuje wymknąć się z pałacu w spodniach. Podszedł do niej od tyłu i złapał za dłoń. Odwróciła się wykręcając jego rękę do tyłu. Gdy uświadomiła sobie kogo chciała zaatakować natychmiast uwolniła go z uścisku i wtuliła się w jego tors. Zaskoczony tym gestem stanął nie ruchomo patrząc na jej czubek głowy. Po chwili przytulił ją najmocniej jak mógł. Oparł głowę o jej i zamknął oczy jak ona. Stali tak przez piętnaście minut, żadne z nich nie chciało puszczać się nawzajem, a zwłaszcza ona, ale już postanowiła. Uśmiechnęła się patrząc w jego lodowato-niebieskie oczy. Stanęła na palcach i pocałowała w policzek szepcząc „Do zobaczenia” i odbiegła. Stał przez chwilę nie rozumiejąc za bardzo co się stało. Dopiero gdy zniknęła mu z oczu pobiegł za nią. Nie znalazłszy jej skierował się w stronę komnaty. Nie wiedział o co jej chodziło jednak uśmiechnął się przypominając sobie zaszłe przed chwilą zdarzenie. Wrócił do sypialni, nie mogąc zasnąć usiadł w kacie balkonu i patrzył w czyste niebo usypane gwiazdami.
****
Na początku napisałam flanelowa pelerynę, ale szybko poprawiłam. Wyobrażacie to sobie?
Przepraszam za białe pole, ale nw o co z nim chodzi.
I bardzo was proszę zostawiajcie po sobie ślady nie tylko w wyświetleniach, przyjmę wszelka krytykę.
W ogóle miałam skończyć jak kucnęła, ale to jeszcze było postanowione zanim zaszły zmiany :P
O i kilka pytań:
Do czego posunie się Tauriel, żeby zatrzymać przy sobie elfa?
Jak zareaguje Luthias?
Gdzie pobiegła Alwina??
PS. Do września nie będzie rozdziału ponieważ musze napisać trochę ich do przodu bo mam rąbnięty plan lekcji. Do zobaczenia.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział 6 – Gorzka prawda

Otworzyła delikatnie oczy. Widok śpiącego na jej ręce Legolasa wywołał uśmiech na zmęczonej walką twarzy. Rozejrzała się po komnacie. Zauważyła wyszarpnięte zasłony i prawie rozerwany karnisz. Trochę zdziwił ją ten widok. Gdy ostatnio tu była wszystko było na swoim miejscu w idealnym ładzie. Dotknęła lewą ręką brzucha.
„Czyli to jednak nie był sen. A on naprawdę tu był i z przerażeniem patrzył co się ze mną dzieje. Nie mogę przed nim tego ukrywać, muszę mu to powiedzieć. To już dwie rzeczy. Nie wiem jak to zrobię. Jak patrzę mu w oczy za każdym razem gdy chce to w końcu powiedzieć zasycha mi w gardle tak, że nie mogę wydusić z siebie ani grama dźwięku.” – jej twarz spowił smutek i żal do samej siebie.
 Wstała ostrożnie nie narażając brzucha, a przynajmniej starając się nie narazić. Legolas teraz spał w połowie na łóżku, i krześle. Nie wiedziała, że Ta tajemnicza postać może posunąć się aż do tego stopnia. Zawsze myślała, że chcą ją schwytać i zapewnić tym samym sobie gwarantowaną wygraną. Wiedziała jedną rzecz, przynajmniej na tą chwile, no może dwie rzeczy. Pierwsza to jest to, że musi w końcu powiedzieć o ty Legolasowi, bo jako jedyny nie wie, a druga ta to, że go kocha. Ale chyba nigdy nie ośmieli się mu tego powiedzieć. Nie z jej przyszłością. Usiadła koło Legolasa. Uśmiechnęła się widząc jak on to robi przez sen. Zaczęła delikatnie gładzić wierzchnią część jego dłoni opuszkami palców. Był wykończony. Godzinę temu udało mu się zasnąć. Bał się. Wszystkiego co w tamtej chwili zagrażało jej życiu. Po piętnastu minutach położyła swoją dłoń na jego, przez co podskoczył jak oparzony prostując się jak strzała, stojąc tuż przed nią, tym samym wywołując u swojej towarzyszki napad śmiechu. Przez chwile nie wiedział o co chodzi, ale uprzytomniwszy dołączył do niej.
 - Spokojnie – próbowała się uspokoić – Nie umieram – złapała się za bolący brzuch. Po chwili uspokoili się, a ona wzięła czyste rzeczy leżące zwinięte w kostkę na fotelu.
 - Gdzież się wybierasz? – zapytał zdezorientowany.
 - Jedziemy na przejażdżkę? – zapytała znikając za drzwiami łazienki, ale czekając na odpowiedź, gdy jej nie uzyskała ubrała się szybciej, o ile w jej stanie to było możliwe. Gdy wyszła Legolasa nie było.
„Pewnie poszedł do Tauriel” – pomyślała ze smutkiem i zbiegła po schodach. Nie idąc na śniadanie wyszła przed pałac. Zdziwił ją widok syna Thranduila trzymającego za uzdę dwóch koni. Uśmiechnął się do niej. Podeszła do siwej klaczy i pogłaskała ją po głowie, całują przy tym lekko powiekę oka. Uśmiechając się włożyła lewą nogę w strzemię i spróbowała się odbić, ale to poszło na marne. Nie miała jeszcze wystarczającej siły. Poczuła jak sile ręce Legolasa podsadzają ją na siodło. Obdarzyła go ponownie ciepłym i pełnym wdzięczności spojrzeniem i dała koniu z łydki. Zaczęła uciekać podśmiechując się przy tym wesoło. Syn Thranduila nie dał za wygrana i wsiadając płynnym ruchem na konia próbował ją dogonić. Znów mogła zapomnieć o rzeczywistości, oderwać się od niej. To samo poświęcenie, które przypominało o sobie na każdym możliwym kroku prześladowało ją jeszcze bardziej. Myśl, że zgnijesz jest nie do opisania. Żadne słowa tego nie opiszą. W końcu zrobić to może tylko osoba czująca to, bez powodu nawet i ja tego nie umiem scharakteryzować. Dlatego pisząc i opowiadając tę historie nie opiszę wszystkiego, mimo tego, że doskonale wiem co czuje.
Tak niewiele trzeba do szczęścia, prawda? Trochę śmichu, żeby zobaczyć świat w kolorowych barwach. Jaka jest tego definicja? Dlaczego tak się dzieje? Nie odpowiem na to, zresztą nawet Eru tego nie wie, powiedzmy, że to efekt uboczny, albo może lepiej lekarstwo na wszystko. Dlatego właśnie kiedy elfka już nie wytrzymuje psychicznie zaczyna śmiać się z własnej głupoty i przyszłości jaka została jej wybrana.
Bała się, że gdy Legolas dowie się o tym, wyśmieję ją i zostawi, nie zrozumie, a nędzne tłumaczenia nic nie zmienią.
 - Legolas? – zatrzymała konia zostając tym samym w tyle. Elf odwrócił się do niej i widzą jej poważna minę podjechał do niej. – A co gdyby zostało ci jeszcze trochę życia i wiedziałbyś kiedy umrzesz. Dokładnie kiedy. Co byś zrobił? Jak się zachował? – wlepiła w niego wzrok. Oczy zaczęły świecić się od łez, które cała sobą powstrzymywała. Spojrzał uważnie w jej szare tęczówki zastanawiając się. Zaskoczyło go to pytanie i nie widział jak odpowiedzieć, ale po chwili burzliwych myśli doszedł do ładu.
 - Zrobiłbym to na co wcześniej nie miałem odwagi – podjechał jeszcze bliżej tak, że ocierali się strzemionami. Kiwnęła delikatnie głową zastanawiając się nad jego słowami. Rozważyła każde słowo po słowie, jak i całość. Doszła do wniosku, że nie może tego zrobić, nie ważne jakby mocno chciała, nie mogła, to ona musiała cierpieć, nie inni. To nie wykonalne. Przygryzła dolną wargę przypominając sobie widok Legolasa jak śpi na jej ręce. – Wszystko w porządku? Alwina? – pomachał jej ręką przed oczami gdyż od dłuższego czasu wpatrywała się w drzewa za nim.
 - Tak, tak – odpowiedziała pospiesznie uśmiechając się promiennie…
Tamta sytuacja dużo zmieniła. Oboje odsunęli się od siebie. Nie wiedziała jaki jest tego powód, ale była pewna tego, że pokochała go nie jak brata czy przyjaciela, ale tak jak kobieta kocha mężczyznę. Teraz znowu cierpiała. Jednakże wiele zrozumiała, co to prawdziwa miłość, a zauroczenie. Teraz naprawdę kogoś pokochała do tego stopnia, że tęskniła za nim mimo półgodzinnej rozłąki, to już nie chwilowe zauroczenie… Siedziała w pałacowej kuchni zastanawiając się czy nie lepiej byłoby dla niej i dla innych gdyby sama wyruszyła w drogę.
 - Nad czym myślisz? – zapytał Gimli siadając naprzeciwko niej.
 - Jak mu to powiedzieć? Że zaginę, i on jako jedyny o tym nie wie? Jak mam mu powiedzieć, że zginę po to, żeby on i reszta Śródziemia mogła żyć? Że zostało mi bardzo mało czasu? – Gimli spojrzał przerażony w stronę wyjścia. Nie rozumiała o co chodzi. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
 - Co?! – zapytał Legolas dziwnym tonem. Pełnym goryczy, nienawiści, rozpaczy i bólu. – Jak to umrzesz?!
 - Proszę wysłuchaj mnie – poprosiła błagalnym tonem. W oczach pojawiły się łzy. Nie tak to miało być. Miał się dowiedzieć w inny sposób od niej, lub gdy już będzie po, ale nie w taki.
 - Jako Jedyny?! – warknął. – Aż tak mi nie ufasz?! – krzyknął pełen złości. Kiedy wstała i chciała do niego podejść odwrócił się na piecie i wyszedł trzaskając drzwi, które o mały włos nie wyleciał z zawiasów. Wybiegła popychając je do przodu, z rozpędu wsiadła na konia, którego prowadził Thranduil i nie wytrzymując pokłusowała przed siebie nie zważając na krzyki Gimliego jak i króla. Z powolnego kłusu przeszła do galopu a następnie cwału, zostawiając za sobą wściekłego Legolasa i zmartwionych przyjaciół. Mogła byś sama ze sobą. Po jej policzkach zaczęły spływać krystalicznie białe zły, które zostawiając ślad na jej bladych policzkach, uniemożliwiły jej one widok.
„Nie rozumie, nikt nie rozumie. Z reszta czego mogłam się spodziewać?! Dlaczego dano mi coś co mi się zaraz odbierze? Jaki to ma sens? To niesprawiedliwe. Budzę się ze świadomością, że umrę, i nawet wiem kiedy! Może jak to przyśpieszę będą mieli święty spokój? Jak wyruszę sama wcześniej zginę? Po jaki kij on mnie w tedy ratował? Mógł tego nie robić! Nie potrzebna mi jest jego pomoc i łaska! Mam dość uciekania i chowania się byłe tego uniknąć. Niech ona mnie pochłonie, weźmie mnie całą. Chce wszystko stracić i mieć święty spokój. Chociaż pewnie już to się stało. Koniec…”- zsunęła się z siodła i upadła. Położyła się na miękkiej trawie i płakała, a pocieszenie znikąd nie nadeszło…
Usiadł wściekły pod starym dębem w najbardziej cichym miejscu w tym ogrodzie. Był na nią wściekły. Nie mógł pojąć dlaczego mu nie powiedziała. Myślał, że się przyjaźnią, że mu ufa, jednak mylił się, a przynajmniej tak sądził. Po kilkunastu minutach wściekłość zamieniała się w złość, a ona w żal do siebie. Nie zapytał o te dziwne sny, które powinny go zaniepokoić, nie zainteresował się nią w ogóle, jakby o niej zapomniał. Po jego bladym policzku spłynęła jedna samotna łza wyznaczając swoją ścieżkę. Ona musiała żyć. Kocha ją. Nie może patrzeć jak cierpi, a tym bardziej jak umiera. Siedzieć cicho gdy widzi jak zmaga się z czymś trudnym. Daje mu siły do życia, coś dziwnego czego żadne słowa nie opiszą. Już pierwszy raz gdy ją zobaczył, w jeziorze, poczuł coś dziwnego, a teraz? Żałował swojego prostackiego zachowania. Zaczął płakać patrząc w niebo i modląc się do Eru, żeby okazało się to tylko koszmarnym snem, z którego zaraz przebudzi się, nie będzie żadnej wojny i zobaczy śmiejąca się dziewczynę w spodniach siedzącą na drzewie z mieczem przy pasie.
 - Eru proszę nie pozwól jej odejść – wyszeptał łkając.
 - Co się stało? – zapytał z troską Tharnduil siadając koło syna.
 - Ona odejdzie, już niedługo – przytulił go. – Jak się czułeś kiedy nanah (mama) odeszła? – zapytał odrywając się od piersi ojca, tak jak kiedyś.
 - Na początku załamałem się, ciągle płakałem i nie wychodziłem z komnaty. Pewnej nocy usłyszałem twój płacz, wiec poszedłem do ciebie, gdy wziąłem cię na ręce uspokoiłeś się i natychmiast zasnąłeś, dotarło do mnie, że mam po co żyć, muszę wziąć się w garść i wychować cię na dobrego efla. W końcu kazałem przenieś twoje łóżeczko do mojego pokoju – zaśmiał się przypominając sobie miny zaspanych strażników. – Gdybym wiedział kiedy to się stanie, teraz ona by tu z tobą siedziała – uśmiechnął się smutno przypominając sobie uśmiech jakim obdarzyła go ukochana przed śmiercią. – Spędzał trzy razy więcej czasu z nią – spojrzał smutno przed siebie.
 - Czyli mam cieszyć się chwilami, które mi z nią zostały? – podparł łokcie o kolana, a dłonie oparł o czoło.
 - To jest najważniejsze – wstał i podał mu rękę. Chwycił ją i wstał z jego pomocą.
 - Jak przygotowania do balu?
 - Bardzo dobrze – uśmiechnął się i obaj udali się w stronę pałacu.
„Ada (tata) ma racje. Powinienem cieszyć się tymi chwilami, które nam zostały. Tak często narzekamy, a przecież zawsze może być gorzej. Nie ma w końcu sytuacji bez wyjścia. Kiedy zamykają się drzwi zostaje otwarte okno. Teraz muszę ją przeprosić i porozmawiać. A przede wszystkim wesprzeć, musi jej być teraz ciężko, a mnie przy niej nie ma. Musze zrobić coś, żeby od nowa mi zaufała. Kocham ją i nie wiem jak zniosę jej śmierć, ale muszę, jeżeli to uratuje Śródziemie. Jeszcze jedno zostaje… Wyznać jej prawdę. To, że nie mogę bez niej żyć, a kiedy jej przy mnie nie ma tęsknie. Chciałbym patrzeć jak budzi się wraz ze słońcem i zasypia gdy gwiazdy jaśnieją na niebie, że daje mi największe szczęście.” – uśmiechnął się smutno…
Nivis ćwiczyła strzelanie z łuku do tarczy. Lubiła się odprężyć. Mogła w tedy zapomnieć o otaczającym ją świcie. Napięła cięciwę ściągając łopatki do środka. Stojąc wyprostowana jak strzała stwierdziła, że jest w szczytowej formie. Co było prawdą. Jednak nawet to nie zapewniało jej stuprocentowej pewności przeżycia. Sprawności i czujności, nie dostaje się od tak, a zwłaszcza tego drugiego. Trzeba ją wyuczyć, harując. Puściła cięciwę, a strzała wbiła się w sam środek głowy manekina usadowionego na postawionej pionowo belce. Mimo, że stała piętnaście metrów od tarczy dla niej to za mało.
 - Nie cofniesz się dalej – zaśmiał się przyjaźnie Gimli.
 - Założymy się? – uniosła jedną brew do góry uśmiechając się ciepło.
 - Nie zakładam się z elfami – mruknął.
 - Nie nauczono cie, że elfa nie da się upić piwem? – zaśmiała się szturchając go łokciem w ramie. Spojrzał na nią, a następnie na manekina. Wziął łuk i strzałę, po czym założył ją niezgrabnie. – Odwróć łuk – roześmiała się elfka.
 - Wiedziałem – prychnął uśmiechając się. Gdy już poprawił broń powtórzył ten sam ruch co Nivis. Może strzała nie trafiła w głowę, ale prosto w „serce”. Blond włosa istota zaczęła mu klaskać. Krasnolud wzbudził u niej podziw, gdyż myślała, że od swojego topora reki nie może „odkleić”. Powtórzył ponownie czynność, tym razem trafiając w jej strzałę dzieląc ją na dwie części. – Nie masz wybranka? – zapytał niepozwiedzanie siadając koło niej.
 - Miałam, ale orkowie go zabili. Postanowił…
 - Nie musisz – przerwał jej.
 - Ale chce – uśmiechnęła się. – Postanowił wziąć udział w ostatecznej bitwie z Sauronem razem z Alwiną, a gdy chciałam iść z nim nie pozwolił mi. Miał orła, który co tydzień przylatywał do mnie z listem. Odpisywałam na każdy z nich, czas spędzony bez niego był w tedy udręka nie do wytrzymania, zwłaszcza, że byłam w ciąży. Pewnego dnia kiedy czekałam już miesiąc za kolejnym listem zrobiło mi się słabo i upadłam. Prawie bym poraniła. Gdy mu o tym napisałam chciał wracać, ale powstrzymałam go pisząc, że tam go bardziej potrzebują. Gdy urodzili się Alyaseldo i Fëaelda on zginął w bitwie. W końcu przyjechał orszak do Rivendell, a ja zdesperowana szukałam go z dziećmi na rękach, ale kiedy Elrond spuścił głowę dotarło do mnie, że zginął. Przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju. Jedynym sensem życia były dzieci, które były jego. Uriel i Shapiro obiecali mi, że kiedy umrę – a gdy jeszcze będą dziećmi - zajmą się nimi. Alwina milczała. Doskonale ją rozumiałam i starałam się jakoś pocieszyć, ale nie dałam rady, nikt nie dał. Nikogo nie słuchała. Po raz pierwszy przeżyła załamanie i prawie by się zabiła, ale zamiast tego niedługo potem zniknęła bez słowa.
Alyaseldo i Fëaelda są teraz u Elronda, który się nimi zajmuje. Przypłynął bo widział jakie czasy nadchodzą - skończyła. Przez chwile trwali w ciszy, póki nie przerwała. – No to co… Idziemy?
 - A zapomniałby - krasnolud nagle podskoczył. – Legolas przez zwykł niefortunny przypadek dowiedział się o misji Alwiny – spuścił głowę. – Był na nią zły za tę tajemnicę. Nie chciał słuchać, a ona wybiegła.
 - Dopiero teraz mówisz?! – spojrzała na niego zła. Widziałeś gdzie pobiegła? – zapytała zdenerwowana.
 - Niestety nie – mruknął zły na siebie.
 - Muszę ją poszukać – wybiegła…

****
Na początku napisałam flanelowa pelerynę, ale szybko poprawiłam. Wyobrażacie to sobie?
I mam pytanie, chcecie krótsze rozdziały a więcej czy dłuższe i mniej? Czyli takie? 4 strony w Wordzie?
I bardzo was proszę zostawiajcie po sobie ślad nie w tylko w wyświetleniach. :* Do zobaczenia :*

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 5 – Sen na jawie


Nie reagowała. Oparła głowę o jego klatkę piersiową. Miała otwarte oczy, ale wywrócone do góry nogami. Przerażony wziął ją na ręce i zsunął się z siodła. Poklepał ją po policzku.
 - Zatrzymajcie się! – krzyknął.
Miała coś we krwi, co dopiero teraz pokazało swoją obecność. Nasilające się drgawki i gorączka niczego nie wskazywały. Nie wiedzieli co jej jest. Do tego mieli mało czasu. Bardzo mało. Czemu tego nie powstrzymałam? Nie mogłam. Kocham ją jak córkę, mimo to mam surowy zakaz…
Od kilku dni byli w lesie. Ich twarze nie widziały słońca, a serca coraz bardziej tęskniły do domu. Każdy kogoś zostawił. Kogoś kto był dla nich najważniejszy. Wyobraźcie sobie, że wasza ukochana osoba jest na drugim końcu świata. Oglądasz obrazy, wspominasz i modlisz się aby powróciła cała. Słyszę miliony takich próśb, łkań matek, żon, córek. Choć chce pomóc nie mogę. Więc dlaczego ma tę moc?
Shapiro bardzo zbliżył się do Uriel. Kochał ją i chciał z nią być, ale nie wiedział, czy wyjdzie cało z tej wyprawy. Długo debatował ze samym sobą, kiedy w końcu postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Dziewczyna siedziała przy namiocie Alwiny. Nie wiedziała kiedy odejdzie, więc chciała być przy niej. Elf usiadł koło niej. Siedzieli chwilę, aż w końcu elfka zrobiła pierwszy krok i oparła głowę o jego ramię.
 - Myślisz, że wyzdrowieje? – spojrzała mu w oczy.
 - Mam nadzieje mélina (kochana) - pocałował ją. Nivis widząc całe zajście zaczęła śmiać się niekontrolowanym śmiechem. Miała swoją miłość. Niestety orkowie odebrali go jej. Gdyby nie przyjaciele załamałby się. Nie jadła, nie piła, nie widziała dalszego sensu życia. Na każdym kroku jej go brakuje i choć minęło od jego śmierci sto lat nadal pamięta i próbuje wrócić do normalnego życia. - Le melin (kocham cie).
Uśmiechnęła się do niego i wtuliła. Zazwyczaj elfy od razu wiedzą z kim chcą spędzić całe życie. Zazwyczaj… Jest pewien wyjątek, ale to już zupełnie inna historia związana z tajemnicami Rivendell…

Leżała osłabiona na ziemi. Podniosła się z ledwością jednak gdy zrobiła krok upadała. Była wyczerpana. Nie miała siły. Nic jej tego nie dodawało. Chciała po prostu sczeznąć. Znów podeszli do niej orkowie i zaczęli nowe tortury. Tortury, które trwały wieki.
 - Ma być cała – ostrzegł kobiecy głos. Napuchnięte oko z ledwością dostrzegało jej sylwetkę. Kolejny cios biczem z haczykami. Następne strzępki koszuli padały na ziemie, a na jej ciele powstawały kolejne rany i oderwane kawałki skóry. Chciała tego. Miała dosyć życia z myślą, że zginie. – Nie uda ci się – zaśmiała się szyderczo.
 - Skończ to wreszcie! No już! Chce mieć to za sobą! Dalej! – krzyczała ze Łazami w oczach.
 - Nie tak prędko kochana. Pomęczę cie trochę – splunęła na nią. – Brać ją!
Zaczęli ciągnąć ją po ziemi. Ból przestawał istnieć. Okazała słabość. Ale przecież w końcu jeszcze nie przegrała. Może wygrać, upragnione szczęście i…
 - Legolas trzymaj ją!- krzyknął Thranduil.
 - Alwina nie teraz – błagała zrozpaczona Nivis.
Jej ciało z minuty na minutę robiło się coraz bardziej blade, a puls zanikał. Drgawki nie ustawały, a z ust leciała krew.
Gasła.
Jak ognik tańczący wśród czerwieni.

Na rozgrzanym czole pojawiły się kropelki potu. Ostatkami sił walczyła. Uriel przyniosą papkę z roślin zerwanych w górach Mglistych. Nałożyła je na mokry cienki biały materiał i przyłożyła do czoła. Nic nie dawało. Po pół godzinie drgawki ustały. Towarzysze wpatrywali się w nią z niecierpliwieniem. Nivis płakała, nie chciała, żeby tak szybko odchodziła. Potrzebowała jej, chociaż nie wiedziała co przyniesie przyszłość i jaki los ją czeka. Otworzyła lekko oczy i spojrzała na Legolasa, a następnie znów porwał ją błogi sen.
Żyła.
Odetchnęli z ulgą. Syn Thranduila nie odstępował jej na kok. Nie wiedział dlaczego mu tak zależy. Miłość to za dużo powiedziane, ale dziwna więź, której nie potrafił nazwać. Trzymał ją za rękę, a kiedy budziła się dawał pic, żeby nie odwodniła się.
 - A… - próbowała otworzyć usta. – Le…
 - Ci… - przerwał jej. – Spokojnie. Pij. Jesteś bezpieczna – uspokajał ją. Patrzyła na niego przez chwilę, a potem znów zasypiała. Ten stan trwał dwa dni, a na trzeci wyruszyli. Czuła się znacznie lepiej odkąd dostała okład. Jechała na koniu wraz z Legolasem, jak wcześniej. Wszystko się ułożyło. Przez pierwsze mile nie ujrzeli nic po za tutejszymi zwierzętami leśnymi. Raz po raz elfka schodziła z konia, prowadząc go, żeby rozprostować nogi. Teraz też tak było, mimo iż Legolas wielokrotnie namawiał ją do wsiąść na wierzchowca. Nie słuchała i dalej szła na piechotę.
Słysząc szelest zatrzymała konia. Blondyn widząc to stanął koło niej i jak ona przygotował broń. Król wydał rozkaz przygotowania się do obrony…
Pierwszy nadszedł z lewej prosto na Nivis, lecz ta cięła z ukosa mieczem wykutym przez elfy, przecinając stwora na pół. Martwy odwłok pod wpływem impulsów nerwowych ruszał się jeszcze przez chwalę wypuszczając z siebie systematycznie krew. Rozwścieczone pająki widząc to zaatakowały pochód. Przestraszone konie uciekły w stronę Leśnego Królestwa.
Alwina mając Ninquëeel miała większe szanse od przyjaciół na przeżycie. Przebiegła pod cielskiem potwora. Podcinając mu parę odnóży. Ten wydarł z siebie przeraźliwy ryk, który było słychać w okolicy trzech mili. Podniósł przednia parę odnóży by z nią skończyć. Zrobiła przewrót w tył i skoczyła na jego głowotułów wbijając broń w mózg. Martwy trup padł na ziemie, a ona ruszyła na następnego. Wykonując zwinny ruch przecięła skórę pajęczak. Wściekły rzucił się na nią. Schyliła się. Chciała nadejść na niego, ale wytracił jej broń z ręki wbijając je w drzewo. Upadła.
Wyciągnął zwinnym ruchem dwa krótkie miecze i odbijając się od oczu stwora wspiął się na gałąź. Portów chciał wejść za nim, ale w tedy wbił je mu pomiędzy oczy, zeskoczył robiąc salto w powietrzu. Zajął się następnym, nieco większym od drugiego. Stwór przewidywał każdy jego ruch. Musiał skupić się i uprzedzić go. Jakoś mu to nie wychodziło w pierwszych minutach walki, jednak później pająk myśląc, że wygra zmniejszył siłę. Popełnił największy błąd w sowim oślizgłym życiu. Skoczył na niego i krzyżując miecze odciął mu głowotułów od odwłoku. Poszedł na następnego uśmiechając się pod nosem widząc jak Uriel i Shapiro bronią swoich pleców nawzajem. Od razu kiedy ich tylko poznał wiedział, że będą razem.
Podniosła się z ledwością. Stała twardo. Nie miała broni. Do czasu. Widząc kamienie koło nogi zaczęła nimi rzucać w potwora. On zaczął cofać się, a ona mogła swobodnie dostać się do miecza.

Chwyciła go mocno za rękojeść. Odchyliła lewą nogę prostując i wysuwając do przodu, prawą natomiast ugięła a stopą zwróciła się w prawą stronę. Trzymając wyprostowany sztywno pionowo miecz w dłoniach czekała aż ją zaatakuje. Chciał rzucić się na nią, ale widząc odwróconego tyłem Legolasa popchnął go na drzewo. Pobiegł szykując się do zadania śmiertelnego ciosu, ale elfka naskoczyła na niego. Przewidując atak odrzucił ją do tyłu. Wykorzystując tę chwilę chciał wpuścić w nią jad, gdyż elf nie podniósł się. Myślał, że ma czas. Czułki były coraz bliżej, miało coraz mniej czasu, a tak jak zaplątała się w korzenie, tak nie mogła odplatać. W ostatniej chwili Zielony Liść (Legolas) zasłonił ją. Padł na ziemie. W tedy nadeszła pomoc. Walka nie trwała zbyt długo. Cielska niektórych pająków ruszały się jeszcze przez chwilę. Dziewczyna wyrwała się z „uścisku” korzeni i kucnęła przy przyjacielu. Patrzył na nią przez chwilę z uśmiechem. Ciemność „wchłonęła” go pozbawiając kontaktu z towarzyszami. Przerażona nie wiedziała co zrobić. Właśnie oddano za nią życie, kiedy to jej misja. To ona musi zginąć, nie on. Zwłaszcza on. Nie mógł, nie wybaczyłaby sobie tego. Przez swoja nieostrożność.
Thranduil podszedł do nich. Wybałuszył oczy.
 - Legolas – szepnął przerażony.
 - Gdzie Legolas? – zapytała rudowłosa elfka. Widząc całe zdarzenie stanęła przy królu.
 - To moja wina – szepnęła Alwina powoli wstając. – Trzeba go jak najszybciej przetransportować do Królestwa…
Siedziała przy nim kolejny dzień. Oddychał co oznaczało, że żyje. Czasem nawet drgał, a ona myśląc, że obudził się podrywała się z nadzieją z krzesła. Było tak za każdym razem. Miała nadzieje, której nie straciła przez dwa tygodnie. Nie mogła sobie tego wybaczyć. Gdyby tylko była bardziej ostrożna do niczego by nie doszło. Prawda? Wcześniej nie wiedziała czy to miłość, ale teraz była tego pewna. Kocha go i nie może pozwolić, żeby odszedł. Zmieniła mu okład na czoło. Starała się zbić mu temperaturę. Po części udało się. Zioła, które pomogły jej kończyły się. Mimo ich starań i tak wszystko zależało do niego. Czy będzie walczył. Jeśli podda się, to będzie koniec.
„Muszę odejść… Jeśli jeszcze coś mu się stanie przeze mnie… Nie może tak być. To ja mam zginąć. On nie ma prawa. Nie może…” – z zamyślenia wyrwał ją ruch elfa. Zaczął cały drgać, a na rozgrzanym czole pojawił się pot. Nie mogła nic zrobić. Uzdrowiciele również rozkładali ręce. Thranduilowi nie mogła spojrzeć w oczy. Dziwiła się, że i tak na nią nie nakrzyczał za to. Bezradna złapała go za dłoń przyciskając do piersi, nachyliła się nad nich i pocałowała w czoło trzymając na nim przez chwilę wargi. Po czasie uspokoił się. Thranduil widząc ruch syna chciał natychmiast wejść, ale widząc reakcje elfki stał w drzwiach patrząc na to. Gdy usiadła z powrotem, położył dłoń na jej ramieniu i uśmiechnął się.
 - Odpocznij – odwróciła się w jego stronę. - Nie śpisz już od dwóch tygodni – spojrzał jej w oczy. Ponownie przeniosła wzrok na Legolasa. – Zawołam cie gdy się obudzi. Obiecuję. A teraz idź, bo inaczej cie siłą wyniosę.
 - No dobrze – westchnęła ze zrezygnowaniem. Rzeczywiście była zmęczona, ale myśl, że Legolas może w każdej chwili odejść napawała ją strachem. Nie mogła na to pozwolić. Kiedyś nie miała niczego. Była skazana na samotność. Nie mogła odwiedzać przyjaciół mimo ogromnej ilości wolnego czasu. Dawne zauroczenie musiało jej natychmiast przejść przez co zerwała z nim kontakt na pewien czas. Otworzyła duże białe drzwi. Przez chwile przyglądała się złoceniom na nich. Gałęzie z kwiatami okalały smoka. Zamknęła drzwi. Dopiero teraz zauważyła, że jej pokój jest śnieżno biały ze złotymi elementami. Po lewej stornie było duże okno, wyjście na balkon i biurko. Naprzeciw niej stało duże łoże z ogromną ilością poduszek, starannie zaścielone bez żadnego zgniecenia. Po lewej stronie ogromna szafa i toaletka. Znajdowały się również drzwi. Domyśliła się, że to łazienka. Gdy je otworzyła nie mogła uwierzyć, w to co widzi. Na stoliku leżały suknie. Nie to było najlepsze. Na jednej była karteczka: „Należała do Twojej matki”. Wzięła delikatnie biały materiał w ręce. Nie chciał jej zniszczyć. Postanowiła, że założy ją na specjalna okazje, o ile takowa zdarzy się. Wróciła do pokoju. Położyła się i próbował zasnąć…

Poobijana z rozdartym brzuchem szła obijając się o drzewa. Nie mogła się poddać. Dopiero teraz do niej to dotarło. To by oznaczało, że przegrała.
Upadła.
Starał podnieść się. Za pierwszym razem udało się, ale przy następnych musiała jakoś czołgać się.
Znikąd podbiegła do niej banda orków, która zaczęła ją torturować. Ból fizyczny zastępował psychiczny. Czekała aż skończą lub też na swój koniec. Jedyną rzeczą, której żałowała było niewyznane uczucie wobec Legolasa. Elfka, która musi poświęcić się nie ma szansy na miłość. Za dużo poświeceń, wyrzeczeń, smutku i łez. Czasami nienawidzi życia. Inni mają to czego ona nie może. Ale czy to takie złe? W końcu jest wyjątkowa. Od niej zależy jak potoczy się kolejna walka o Śródziemnie. Tylko od niej. To Eru powierzył jej te misje. Nikomu innemu, a matka mogła cieszyć się dzieckiem. Dali jej mądrość, która dorównuje Galadrieli. Ma prorocze sny. Zna każdą historię patrząc istocie w oczy. Czego można chcieć więcej? Mogłoby wydawać się, że ma wszystko. Niestety. Jedno nie jest jej dane, miłość mężczyzny. Nigdy niczego więcej nie chciała. Tylko poczuć ciepło i miłość mężczyzny, z którym mogłaby spędzić resztę życia. Założyć białą suknie i wianek. Żyć choć przez chwile bez trosk. Mogłoby się zdawać, że to taka nie istotna rzecz. A jednak. Każdy chce być kochany i ważny dla kogoś, niezastąpionym. No, ale czasem życie toczy się inaczej.
Czuła jak jej siły słabną. Mimo, że była obdarzona wieloma darami, odczuwała to. Dobrze wiedziała, że to sen, ale nie podejrzewała, że może być aż tak realistyczny…
Patrzył na spokojną twarz Legolasa. Widok jak uspokoił się, gdy dziewczyna złapała go za rękę i pocałowała w czoło, uszczęśliwił go. Mogło to oznaczać, że coś do niej czuje, a to z kolei, że Tauriel z nim nie będzie. Ciężko jest wychować samotnie dziecko. Starał się jak mógł i z zadowoleniem mógł stwierdzić, że udało mu się. Może jako chłopiec nie zaznał miłości matki, ale nie wpłynęło to na niego zbytnio. Przynajmniej żywił taką nadzieje. Nie wiedział co mu siedzi w głowie, ale ich więzi polepszyły się. Bo od kiedy pojawiła się rudowłosa elfka wszystko zaczęło walić się. Gdy Legolas poruszył się król wyprostował się czekając na coś więcej. Otworzył po woli oczy co przyniosło ulgę władcy. Elf rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym uśmiechnął się do ojca.
 - Bałem się o ciebie – szepnął zatroskany.
 - Nie mogłem dopuścić by odeszła – przyznał nieśmiało. – A gdzie – w sercu króla pojawiła się nadzieja – Tauriel? – zapytał zaniepokojony.
 - Była tu na krótko cztery razy w ciągu dwóch tygodni. Alwina cały czas siedziała przy tobie. Dopiero teraz przymusiłem ją by poszła odpocząć. Legolas milczał chwilę. Czyli to jednak nie był sen. Trzymała go za ręce tyle razy. Siedziała i pilnowała. Głupio mu było przyznać, że ojciec miał znowu rację.
 - Mogę do niej isć? – zapytał nie zważając na słowa ojca.
 - Dopiero położyła się, a po za tym słaby jesteś, a…
 - Proszę – przerwał mu. Przyglądał się uważnie twarzy syna. Wahał się czy dobrze robi. W końcu dziewczyna też potrzebuje odpoczynku, a on tym bardziej.
 - Choć – odrzekł po chwili. Pomógł mu wstać i zaprowadził go do jej komnaty. Uśmiechając się zostawił ich samych.
Siedział koło niej z uśmiechem. Wyglądała pięknie w białych poduszkach i błogim uśmiechem na twarzy. Wydała mu się jednak zbyt blada. I może dziwnie to brzmi, ale tak było. Podniósł koc z kołdry. Przeraził się. Na pościeli była ogromna plama krwi. Podniósł kołdrę. Zrobił się jeszcze bardziej blady.
 - Pomocy!- krzyczał bezradny. W pierwszej chwili nie wiedział co robić Patrzył na rozdarty brzuch dziewczyny jak głupi. Po chwili wstał pociągnął za białą firanę od okna i próbował zatamować krwotok. – Proszę! Alwina musisz żyć – powiedział przez łzy całując jej rękę. Jego pomoc okazała się bez skuteczna. Na jej ciele pojawiały się kolejne rany, a on przerażony patrzył na to. Każde zadrapanie zmieniało się w cięcie. Bał się, że straci ją nieodwracalnie. Chwycił jej twarz w dłonie i przyłożył usta do czoła prosząc Eru, żeby przeżyła.
 - Eru proszę, oszczędź ją. Musi żyć – podniósł oczy ku górze, a potem znów je przymknął. - Nie odchodź. Potrzebujemy cie. Ja cie potrzebuje – szepnął, a po jego policzkach poleciały łzy. Odsunął się. Do komnaty wbiegli uzdrowiciele. Odsunął się na bok. Patrzył no to. Nienawidził bezczynności. Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na niego. Poczuła ulgę.
Żył.
To było najważniejsze.
Uzdrowiciele wyprosili go na zewnątrz. Chodził w te i z powrotem, spoglądając od czasu do czasu na twarz zmartwionego ojca. Nie potrafił wyjaśnić skąd brały się te wszystkie rany. Podejrzewał jedno, ale nie był pewien. Czekali do zmroku. Nikt nie wyszedł wiec zdenerwowany mimo próśb ojca wtargnął do środka.
 - Właśnie miałem wołać – ukłonił się lekko. Przetarł pot z czoła. – Ktoś panienkę przez sen nęka. Skutki były widoczne na jawie.
 - Już jej nic nie grozi? – zapytał patrząc na nią.
 - Raczej nie. Teraz musi odpocząć – ukłonił się lekko i wyszedł z komnaty, a za nim reszta. Thranduil stał przez chwile w drzwiach, ale zmęczony całym dniem poszedł do siebie. Zielony liść został sam. Usiadł przy jej łóżku i złapał ją za delikatną dłoń…
****
Wiem, wiem, dawno mnie nie było, ale jestem w trakcie kończenia dwóch blogów, więc będzie lepiej. Mam nadzieje, że podoba się i komentujcie proszę!! Przypominam, że możecie komentować anonimowo :).