poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 2- Bolesna prawda


                Spojrzeli na nią, a potem znowu na siebie. Zdawałoby się, że w ich oczach jest żar i nienawiść. Zdenerwowany książę wyszedł. Blada elfka wyjęła zawiniątko. Rozłożyła materiał, wyjęła list, podała go przyjaciółce.
 - On chyba należy do Ciebie, Alwino.- Wpatrywała się w niego i nie wiedziała czy go otworzyć.- Miałam Ci go dać, gdy będziesz…- urwała.- Przed wyprawą, której będziesz musiała zginąć- ściszyła głos i spuściła głowę. Otworzyła go i zaczęła czytać…

Kochana Alwino
Córeczko moja. Bardzo Cie kocham, ale zostało nam niewiele czasu. Gdy urodziłaś się byłaś taka malutka i słaba. Thranduil nie dawał Ci dłuższej szansy na przeżycie. Za to Galadriela i Draco zapewniali Ci wielką przyszłość, ale dla mnie i taty zawsze będziesz małą dziewczynką, o tajemniczych oczach i promiennym uśmiechu.
Tata podejrzewa, że ojciec Legolasa, który urodził się w tym samym momencie co ty, nie chce by coś was połączyło. Jak byliście mali świetnie dogadywaliście się.
Chciałabym, żeby tak już zawsze było. Dorastaliście razem aż w końcu rozdzielił was. Zajęłaś się walką, a ja nauczyłam Cie darów elfów. Jako jedyna z dziewczynek lubiłaś chodzić po drzewach. Jak zapewne wiesz musisz oddać życie.
Biały koń, który galopuje gdzie go wiatr poniesie,, niegdyś mój, jest Twój.
Idź za głosem serca, bądź czujna i nie daj się zwieść pozorom. Nie osądzaj ludzi z pierwszego spotkania, ponieważ może się okazać, że jest zupełnie innym człowiekiem.
Wiem, że to wiesz. Kochamy Cie.
Twoi na zawsze Medievallia i Wooderival
PS. Mama się rozpisała… Pamiętaj o tym czego Cie uczyłem kochanie. Wiedz, że dla mnie zawsze będziesz moją mała córeczką w lokowanych włosach. Kocham Cie tata.

Po jej policzku spłynęły gorzkie łzy prawdy, bólu, samotności. Mimo, że zawsze ktoś przy niej był, nie byli to jej rodzice. Przesz to czuła się osamotniona. Przez całe życie walczyła z emocjami. Nie dopuszczając do siebie zakochania, miłości jaką darzyli ją książęta, wieśniacy. Dopiero teraz do niej dotarło, że osobę, którą niegdyś uważała za przyjaciela, jest jej wrogiem. O ile to można tak nazwać. Bardziej by pasowało określenie „nieprzyjaciel”. Nivis zostawiła ją samą. Nie mogła w to uwierzyć. Przypomniało się jej o starciu. Było już zapóźni, żeby odwołać pojedynek.
„Jak ja mogłam przyjaźnić się z kimś takim jak On. To jest nienormalne. Musiała Go z kimś pomylić. Tak to na pewno nie o tego Księcia Mrocznej Puszczy chodziło. Muszę się pozbierać. Nie mogę okazać strachu i słabości. A zwłaszcza mu. Nienawidzę go. Zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak. A może mam miała rację… Może jest czuły, opiekuńczy… STOP! Nie, nie jest taki. A w dodatku widział mnie… A może nie… Może niczego nie zobaczył. W końcu było ciemno. I nie podszedłby mnie byle kto. Tata za dobrze mnie wyszkolił.
Zawsze się zastanawiałam, dlaczego nie mogę mieć rodziców. Dlaczego los mnie tak pokarał i za co? Może to lepiej, gdy odejdę nie będą smucili się. To jest plus, z pośród mnóstwa minusów.”- błąkała się we własnych myślach.
Zbliżał się wieczór. Wyszła na balkon. Spojrzała na gwiazdy i jedną, najbardziej mieniącą się.
 - Draco… Proszę pomóż mi…- szepnęła. Odwróciła się w stronę sąsiedniego balkony, na którym siedział Legolas z lekko spuszczoną głową, na której miał kaptur. Popatrzyła na niego chwile i wróciła do pomieszczenia. Elf uważnie słuchał i widział.
                Obudziła się wraz ze brzaskiem słońca. Zeszła na śniadanie z blado biała twarzą. Tej nocy w ogóle nie spała. Osiodłała wałacha i pocwałowała nad wodospad. Rozpędzona skoczyła w głąb jaskini. Zsiadła z konia, usiadła na kamieniu i zaczęła płakać. Schowała głowę w rękach. Nie płakała od czasów śmierci Draco. A teraz? Gdy przypomniała sobie całe swoje życie. Ciągom ucieczkę i walkę, która przynosiła wielkie straty. Twarzy rodziców już nie pamięta. Bardzo chciał spędzić z nimi chociaż chwile, chwilę, która mogłaby trwać bez końca. Zazdrościła osobą, które były szczęśliwe z rodzicami. I z bólem serca patrzyła na małe dziecko bawiące się z matką lub ojcem. Gdy uspokoiła się wróciła. Skierowała się do biura Elronda. Weszła bez pukania. Spojrzał na nią spod okularów. Położyła na jego biurku list, który dostała od Nivis. Westchnął ciężko, spojrzał na kartkę, a potem na nią. Wziął go do ręki, przeczytał dedykacje i pierwsze zdanie.
 - Wiedziałem, że kiedyś go przeczytasz.
 - To co napisała o Legolasie… To… to… To była prawda?
 - Tak przyjaźniliście się. Nie rozumiem, dlaczego nie możecie się dogadać.
 - Masz może jakiś ich portret?- zapytała z nadzieją w głosie. Wstał, podszedł do szafki, wyciągnął z niej drewniane pudełko, na którym był wyryty smok i otworzył je. Wyjął wisiorek, portret i srebrny wianek z kwiatami.
 - To Twoje Alwino. Jesteś księżniczką i dobrze o tym wiesz. Kiedy wreszcie ujawnisz się?
 - Nie teraz, gdy żyje.… Jak już mnie nie będzie, wtedy powiedz. Nie chce chwały i złota.
 - Tak wiem.
 - Obiecujesz?
 - Obiecuje- przytuliła go. Wzięła skrzynkę. Poszła przygotować się do walki. Naostrzyła miecz, włożyła sztylety za pas. Wyszła z sypialni, napotykając chłodne spojrzenie Legolasa. Poszła prosto do koszar. Zaraz po niej wszedł Legolas. Elf od razu bez namysłu rzucił się na nią. Szybkim ruchem odparła atak. Walczyli bardzo zacięcie. Gdy skrzyżowali się szablami spojrzeli sobie w oczy. Przełamała się i odepchnęła go. Upadł, a ona dotknęła szablą jego krtani.
 - Koniec- poszła sobie. Podniósł się i patrzył na nią ze zdziwieniem jak odchodzi. Usiadł na krześle, spuścił głowę. Niespodziewanie przyszedł jego ojciec.
 - Co Tobie przyszło do głowy. Zachowuj się jak na księcia przystało- spiorunował go wzrokiem. Spojrzał na niego i wyszedł. Thranduil stał zdziwiony. Legolas nigdy taki nie był.
Alwina siedziała na dworze. Elrond to wiedząc podszedł do niej.
 - Pojedziesz na jednym koniu z Nivis? Skoro Twoja klacz…
 - Tak- przerwała mu.- Shapiro i Uriel na swoich, a… a Legolas nie obchodzi mnie…
 - Osoba czy to na czym pojedzie?- zapytał uśmiechnięty siadając koło niej.
 - To i to. Niech robi co chce, ale ja go niańczyć nie będę.
 - Nie musisz tylko…
 - Ma mu się nic nie stać- kolejny raz przerwała mu.
 - To też- zaśmiał się.- Jest jeszcze możliwość, że go polubisz.
 - Co? Nigdy! To, że chyba kiedyś przyjaźniłam się z nim, to nie znaczy, że go teraz polubię.
 - Wiem to. Pamiętaj, że tu zawsze jest Twój dom- przytulił ją.- A jak będziesz u Arweny i Aragorna… Pozdrów ich i powiedz, że chce zobaczyć wnuka.
 - Obiecuje- uśmiechnęła się.
 - Dam Ci łuk jest niezwykle lekki i wytrzymały. Dostałem go przed laty od Galadrieli. Służył mi przez wiele lat. Teraz pora by i Tobie służył- poszedł gdzieś na chwilę, ale zaraz wrócił z zawiniątkiem. Podał jej, a ona je otworzyła. Wyciągnęła broń i przymierzyła się do strzału.
 - Dziękuję- rzuciła się mu na szyję. Shapiro dyskretnie wszedł, chciał ją przestraszyć. Nigdy tego nie zrobił. Chwycił ją za ramiona. Spojrzeli na niego i roześmiali się.
 - Nigdy się to Tobie nie znudzi?- zapytała nadal rozbawiona.
 - Nie. Kiedyś w końcu musi mi się udać.
 - Powodzenia.
 - Kiedy wyruszamy?- zapytał poważnie.
 - Jutro z samego rana po śniadaniu… Pffff…
 - Z samego rana po śniadaniu?- Elrond podniósł jedna brew do góry ze zdziwienia.
 - Tak właśnie. Od dzisiaj to zdanie jest logiczne i istnieje taka pora.
 - Dobrze. Czyli z samego rana po śniadaniu- kiwnęła twierdząco głową, a ten wyszedł. Pan domu kazał przygotować pożegnalną kolację. Jak zwykle podczas i po posiłku, na którym Alwina- zamyślona o liście- jak i Legolas- myślący o tych tajemniczych oczach, które jakby się mogło wydawać znał je skądś-milczeli. Muzycy umilali im czas łagodną muzyką.
„Jeszcze raz… Chciałaby, bym przyjaźniła się z Legolasem. Tylko ja nie mogę. On strasznie mnie denerwuje. Myśli tylko o sobie i jest zarozumiały. Może jako małe dzieci rozumieliśmy się, ale teraz jesteśmy dorośli. Co prawda nie dorównujemy wiekowi Elronda, ale… No. Mam tylko nadzieje, że nie będę musiała go niańczyć i nie będzie sprawiał kłopotów. Ponoć nieźle radzi sobie z łukiem. Tylko czy to prawda. Aragorn by na pewno to wiedział. Gdy oddał pewną część Bowenowi, Elion jakimś dziwnym trafem zmartwychwstał. Saruman? Nie… Przecież nie żyje. Chyba, że… Ale przecież był dobry. Czy Sintahroa byłby do tego zdolny? No może gdyby przetłumaczyć jego imię brzmiałoby „Blednące ciało”, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Musze się nad tym wszystkim zastanowić. Za dużo niewiadomych i zagadek. I ten koń. Trzeba go odnaleźć. Nie można tak. Chyba dam rade… Odkąd tu przybyłam ciągle się pytam. Coś jest ze mną nie tak. Coś nie pozwala i racjonalnie myśleć”- podniosła wzrok z kominka i poszła do komnaty.
****
I o to mamy rozdział 2. Wiem, że Legolas jest inny, ale jest taki środek stylistyczny jak  oksymoron, i Legolas tu jest takim oksymoronem, ale nie na długo. :*